18. Emancypantki

Gdyby tego popołudnia ktoś obcy wszedł do kwatery Erika, pomyślałby, że zastał dwoje najlepszych przyjaciół upitych jak bele. Chudy brunet w starym, zszarzałym podkoszulku leżał na łóżku, pojękując co jakiś czas, a barczysty gospodarz siedział na podłodze pośród kilku pustych butelek. Nieporadnie wymacał ręką najbliższą siebie flaszkę i przyłożył ją do ust. Minęła dłuższa chwila nim zorientował się, że w środku nic już nie ma.
Erik niedbale odstawił butelczynę, która natychmiast mocno się zachybotała, ostatecznie upadając z cichym brzdękiem. Przez chwilę okrągłe naczynie toczyło się po krzywej podłodze, ostatecznie zatrzymując tuż obok nogi łóżka.
– Te, detektyw! Rusz dupę! Kolejna flaszka sama się nie kupi! – Smokobójca poderwał się na równe nogi i nawet był w stanie utrzymać pion. Jednak gdy tylko spróbował zrobić pierwszy krok, padł jak długi z powrotem na podłogę.
– A złam nos, kutasie, należy ci się – Lir ostrożnie dotknął bolesnego siniaka rozlanego na jego policzkach. – Jebać to, więcej nie piję.
Gość ostrożnie podniósł się z łóżka, mrużąc oczy. Jaskrawe, czerwone promienie zachodzącego słońca wpadały przez brudne okno do dusznego pokoju. Przez chwilę wpatrywał się tępo zapijaczonym wzrokiem w leżącego na podłodze Erika. 
– Żyjesz?
– Taaa – mruknął gospodarz, niezdarnie dźwigając się z podłogi. Z ciężkim sapnięciem siadł na krześle, po drodze strącając butelkę po płynnym złocie. – Chyba też nie będę już więcej chlać.
– I dobrze, bo mam do ciebie… – Lir umilkł na chwilę, nie będąc pewnym, w którym kierunku powinien patrzeć, by spoglądać prosto na smokobójcę. – Kilka pytań.
– Odmawiam zeznań. – Erik wyraźnie wyglądał na speszonego. Nieudolnie próbował zachować kamienną twarz, uparcie wpatrując się w zakurzoną szybę i zniszczone budynki po drugiej stronie ulicy.
– Chuja tam, a nie odmawiasz! To nie są sprawy, gdzie można odmówić zeznań! W końcu w głowie się nie mieści… – Twarz detektywa zrobiła się zielona, gdy z wyraźnym trudem próbował utrzymać głowę prosto. – Zaczynasz wojnę tylko po to, by później spierdolić i zostać jakimś anonimowym smokobójcą? Jestem cholernie ciekaw, jak wyglądał twój tok myślenia. Jednego dnia zamarzyła ci się korona, więc wypowiedziałeś posłuszeństwo siostrze, a kolejnego stwierdziłeś, że to zbyt dużo zachodu? Że w sumie wolisz gonić za wielkimi jaszczurami, co to lubią kolekcjonować błyskotki? Co skłoniło cię do podjęcia takich, a nie innych decyzji? 
Smokobójca nie zaszczycił detektywa odpowiedzią. Dobrze wiedział, jak to wszystko się potoczy, podobne rozmowy przerabiał wielokrotnie ze wszystkimi. Z ojcem, z matką, z Taronem, wujem, Avą, Zainem. Za gówniarza mógł do porzygania prowadzić tłumaczyć swoje zachowanie i każdy podjęty wybór, obecnie wolał raczej wzruszyć ramionami i napić się whisky. 
– Ja poważnie pytam – nie ustępował Lir. – Trezon to niekwestionowany hegemon na kontynencie. Gdy imperium kicha, cały cywilizowany świat ma katar. Obydwoje dobrze wiemy, że nie jesteś ani żadnym niezrównoważonym popierdoleńcem, ani kompletnym idiotą, żeby nie przewidzieć konsekwencji swojego postępowania.
Co do tego Erik wcale nie był pewny. Zbyt wiele spraw poszło stanowczo nie po jego myśli, by uwierzył, że mógł to wszystko przewidzieć. Zbyt wiele razy dał się oszukać osobom, którym bezgranicznie ufał. 
– Przecież to wszystko jest ze sobą sprzeczne. Jeśli nie chciałeś być władcą, dlaczego wypowiedziałeś posłuszeństwo księżniczce Avie? A jeśli zależy ci na rządzeniu, to co robisz w tej norze?
– Więc nie wierzysz, że ludzie mogą zmienić zdanie wraz z upływającym czasem?
– Aż do tego stopnia, żebyś musiał zwiewać z kraju pod przybranym nazwiskiem? Nie było innej drogi? Nie mogłeś się poddać? Skorzystać z propozycji rozejmu? Ożenić się z jakąś arystokratką z południa i mieć wszystko w dupie? W ogóle na chuj ci to całe polowanie na smoki?
Lirowi odpowiedziało jedynie wzruszenie ramionami. Normalnie takie zachowanie doprowadziłoby detektywa do pasji, ale tym razem dał za wygraną. Wiele wskazywało na to, że będzie musiał dać z siebie nieco więcej, by uzyskać odpowiedzi na swoje pytania. 
Na moment między księciem a detektywem zapadła niezręczna cisza. W końcu Lir chwiejnym krokiem podszedł do okna i otworzył je na oścież, łapczywie łapiąc powiew rozgrzanego powietrza z zewnątrz. Powoli zaczynało zmierzchać, więc nadeszła idealna pora na wyjście na miasto. 
– Dobra, bo zrobiło się jakoś tak dziwnie… Przebieraj koszulę, smokobójco! Mam świetny pomysł!
Erik w ogóle nie zareagował, z wyraźnym trudem utrzymując głowę w należytym pionie. Mimo tego jego towarzysz pozostał pełen dobrych chęci. 


Miejsce, do którego Doti zabrała Nariettę okazało się być najbardziej osobliwym spotkaniem towarzyskim, w jakim młoda Tremaine dotychczas miała okazję brać udział. Gdy tylko weszły do środka mieszkania – z zewnątrz wyglądającego zupełnie niepozornie – w jego wnętrzu zaś przebywało mnóstwo kobiet różnego wieku. Blondynka poznawała zarówno uczennice pensji w jednolitych sukienkach, jak i kilka własnych koleżanek, z którymi kończyła swoją edukację. Poza nimi było tylko kilka dojrzałych kobiet, wśród których Nari dostrzegła słynną operową sopranistkę oraz żonę pewnego wpływowego polityka. 
– Och, Doti! Spóźniłaś się! – Jedna z pań wyszła gościom na przywitanie, trzymając w dłoni przepięknie malowaną filiżankę. Domniemana gospodyni miała ciemne, krótko ścięte na męską modłę włosy. – Widzę, że w końcu przyprowadziłaś swoją słynną szwagierkę. – Narietta nie czuła się dobrze, gdy domniemana gospodyni zmierzyła ją bacznym spojrzeniem, po czym zaprosiła w głąb mieszkania. – Wiele o tobie słyszałam.
– Niestety, bez wzajemności – odparła chłodno Tremaine, krzyżując ręce na piersiach. Z tego co zauważyła, wiele z zebranych kobiet nosiło na sobie szerokie spodnie, a w salonie panował smród niedawno palonych cygar zmieszany z nieprzyjemnie ciężką wonią kobiecych perfum.
– A uczęszczałyśmy na jedną pensję – zaśmiała się dźwięcznie gospodyni. – Zaraz zacznie się zebranie. 
W zaciemnionym pokoju nie było prawie żadnych mebli. Jedynie prosty stół i kilka krzeseł w jego środku. Butelkowozielone zasłony kryły wielkie okna, które z pewnością wychodziły na schowane przed wzrokiem gapiów podwórze. Zaś ściany do połowy zdobiła orzechowa boazeria, a pozostała część wypełniona była portretami nielicznych neustijskich kobiet, o których pamiętała historia.
Księżniczka z Larskich ujęła szwagierkę pod ramię, jakby próbując dodać jej otuchy, gdy wspólnie podeszły bliżej zbiorowiska. Nari przez dłuższą chwilę studiowała pojedyncze twarze zebranych, próbując przypomnieć sobie coś więcej na ich temat. 
– Otwieram walne zebranie Towarzystwa Emancypacji Kobiet… – Skłębione w salonie członkinie zebrania nagle ucichły, gdy przemawiać zaczęła śpiewaczka, która pełniąc rolę przewodniczącej, siedziała na niewielkim krześle w centrum wydarzenia. 
– Nie wiem, czy chcę tutaj być – szepnęła do brunetki. – Może powinnyśmy przeprosić i wrócić do domu?
Kobieta spojrzała na Nariettę, jakby ta właśnie dźgnęła ją w plecy. 
– O co ci chodzi? – syknęła wściekle, wcale nie siląc się na dyskrecję. Blondynka spąsowiała, gdy poczuła na sobie pierwsze ciekawskie spojrzenia zebranych koleżanek.
– Mam już dosyć kłopotów, nie chcę mieć kolejnych przez emancypantki.
– Kłopotów?! – prychnęła Doti, nieco zbyt głośno, by mogło umknąć uwadze przewodniczącej zebrania. Sopranistka natychmiast upomniała brunetkę. 
– Towarzyszko Larska, jeśli macie jakieś pilne sprawy do omówienia, zróbcie to na zewnątrz!
– Oczywiście. – Mina, którą zrobiła księżniczka była dokładnie tą samą miną, jaką przybierają pensjonarki przyłapane na plotkowaniu w czasie lekcji. – Przepraszam, to się już więcej nie powtórzy.
I rzeczywiście, przez większość posiedzenia już więcej się nie odezwała, uważnie słuchając dyskusji o najbliższej przyszłości Towarzystwa i jego celach. Chociaż Nari nie podzielała entuzjazmu większości członkiń, była całkiem ciekawa ich dalszych planów i osiągnięć. Jakaś dziewczyna proponowała zorganizowane wsparcie dla kobiet porzuconych przez rodziny, inna z kolei domagała się zablokowania ulic i kolejnego przemarszu pokazującego światu ich wspólną siłę. Padło jeszcze kilka pomysłów, które zostały sumiennie spisane przez zarząd i z obietnicą poddania starannej analizie. 
Na sam koniec przewodnicząca Towarzystwa podzieliła się z zebranymi ostatnim wielkim sukcesem sukcesem. Za pomysłem i namową jednej z członkiń, po wielu miesiącach przygotowań i pracy w dniu dzisiejszym, dosłownie kilka godzin temu przegłosowano poprawy do ustawy spadkowej. 
– Dzięki tym zmianom, za wolą zmarłego, kobiety również będą mogły dziedziczyć po nim majątek. – oświadczyła pomysłodawczyni zmian. Pani Mariela Bonet swego czasu odbywała częste pogaduchy z małą Nariettą, gdy jej mąż urządzał spotkania towarzyskie, w których brał udział pan Tremaine. – Bez cienia wątpliwości poprawi to sytuację nas wszystkich, a już zwłaszcza kobiet ciężarnych. Po śmierci mężów nie będziemy zupełnie zdane na łaskę naszych synów czy… – Szum jaki podniósł się między zebranymi zupełnie zagłuszył zupełnie przemowę. Padło kilka pytań o szczegóły zmian, jakby proponowane poprawki kryły jakieś oszustwo.
– Przecież i tak żaden mężczyzna nie będzie chciał zostawić majątku czy przedsiębiorstwa swojej głupiej żonie czy córce! – prychnęła nagle gospodyni, która dotychczas stała cicho pod ścianą, tuż przy wyjściu. – Dlaczego zajmujemy się takimi drobiazgami, zamiast tym, co jest naprawdę ważne? Dlaczego nie walczymy o zmianę programów nauczania, które nawet na najlepszych pensjach są bardzo okrojone? O prawo do głosowania i bycia wybranymi?
– Każda, nawet najmniejsza zmiana, zwiększa nasze prawa i powinniśmy się z nich cieszyć. Zdaję sobie sprawę, że na chwilę obecną to nie jest duże osiągnięcie, zwłaszcza, że przy forsowaniu tych zmian wcale nie powoływano się na nasze, kobiece dobro, a dobro ogólne. By majątek zmarłego pozostawał w rękach prywatnych – wyjaśniła pomysłodawczyni. – Dotychczas prawo zakładało, że po nieboszczyku dziedziczyli wyłącznie jego męscy potomkowie lub krewni do czwartego stopnia. Jeśli takich nie było, to jego majątek przechodził w dwóch trzecich na państwo i w jednej trzeciej do skarbca króla. Ponowne sprywatyzowanie tych dóbr wiązało się z ogromnym nakładem pracy zarówno po stronie zainteresowanego obywatela, jak i urzędników państwowych oraz było bardzo czasochłonne. Wbrew pozorom, na tych zmianach skorzystają wszyscy, a najbardziej ucierpi majątek króla. Poza tym jestem pewna, że te poprawki pociągną za sobą szereg kolejnych zmian na lepsze. Jeśli my, kobiety możemy dziedziczyć majątek, to dlaczego nie mogłybyśmy rozporządzać nim według własnej woli? Jeśli również rozporządzamy swoim majątkiem, to dlaczego nie możemy się uczyć? Jeśli jesteśmy równie wykształcone, to dlaczego nie powinnyśmy głosować i być wybierane? Wszelkie rewolucje dotychczas przynosiły więcej złego niż pożytku, dlatego lepiej jest forsować powoli małe zmiany, niż domagać się ogromnych reform z dnia na dzień. Osobiście uważam, że najlepiej idzie się powoli, ale bez przerw. 
Nari zauważyła, jak księżniczka ze zrozumieniem kiwa głową, chociaż jej twarz pozostawała blada. 
– Dobrze się czujesz? Może chcesz usiąść?
– Nic mi nie jest. – Jasna dłoń Tremaine została strącona. – Po prostu moje dziecko zaczęło kopać.
Nie trzeba mocno dociekać, by dostrzec, że to nie był jedyny powód, ale dziewczyna postanowiła nie dopytywać się o nic więcej. W niedługim czasie Doti miała zostać matką, więc chyba sama najlepiej wiedziała, co robić. 
Zebranie skończyło się obietnicą wydrukowania protokołu na broszurach i dostarczeniu do zainteresowanych jego treścią, które przed wyjściem miały zapisać się na przygotowanych w tym celu listach. Gdy w końcu zamknięto obrady ten sam tłum, który był zebrany w salonie, jak jeden mąż ruszył w kierunku wyjścia, bez oglądania się za siebie. Prawdopodobnie Narietta również bezmyślnie poszłaby za wszystkimi, gdyby nie nagłe szarpnięcie szwagierki. 
– Poczekaj! – Brunetka nie wyglądała zbyt dobrze. Lodowatą dłonią boleśnie ściskała rękę szwagierki, gdy wyraźne dreszcze przebiegały przez jej ciało. Na okrągłą twarz wstąpił brzydki rumieniec, a czoło wyraźnie rosiły kropelki potu. Najgorsze w tym wszystkim było jednak spojrzenie księżniczki, mętne jak nigdy dotąd. Larska zachwiała się niebezpiecznie. 
– Usiądź sobie. – Zobaczywszy zajście, gospodyni podsunęła brunetce krzesło z rzeźbionym oparciem. – W taki upał kobiety w ciąży nie powinny się przemęczać, a ty stałaś przez całe zebranie. Zrobię ci zaraz herbaty z miodem i…
– Kawy – odparła zaskakująco hardo Doti. – Kawy mi podaj.
– Może nie powinnaś dzisiaj już więcej chodzić? Pójdę do domu, a Ian każe przywieźć po ciebie automobil? – zaproponowała Nari. 
– I co mu powiesz? „Wybacz, że przeszkadzam ci w planowaniu mojego ślubu, braciszku, ale twoja niepokorna żona zasłabła na zebraniu emancypantek”? – Drwina ubodła Nariettę. Może i nigdy nie uważała samą siebie za szczególnie utalentowaną osobę, ale nie była aż tak głupia, by nie wiedzieć, że tego typu spotkania nie spodobają się jej bratu. Wymyśliłaby coś przekonującego po drodze. 
– Narietta wychodzi za mąż?! – Niespodziewanie temat podchwyciła pani Bonet, która cichym, eleganckim krokiem podeszła do młodych kobiet. – Kochanie, to cudownie! Chciałam ci złożyć kondolencje z powodu tak nieoczekiwanej śmierci Antosa, ale widzę, że w tej sytuacji to absolutnie nie jest odpowiedni czas na to. Miej litość, dziecko! Pamiętam dobrze, jak byłaś małą, przerażoną dziewczynką we wstążkach i kokardach, a teraz? Jeszcze chwila i sama będziesz miała dzieci.
– I zrozumie jak to jest widzieć upływający czas po rosnących pociechach. – Do rozmowy włączyła się śpiewaczka, która okazała się przerastać wzrostem wszystkie inne kobiety. Niczym urzędniczka na służbie, sztywno uścisnęła dłonie dziewczyn. – Edma Delofr. Co prawda nigdy nie miałam przyjemności spotkać pani dziadka osobiście, ale wiele o nim słyszałam. Był wielkim człowiekiem.
– Bez wątpienia – zgodziła się z tym stwierdzeniem pani Bonet, poprawiając siwego loczka na grzywce. – Ale Narietto, kochanie, musisz mi zdradzić kto jest tym szczęściarzem. Słyszałam, że nie wyszło ci z baronem Wiwainem. I bardzo dobrze, bo to kawał szui! Po tym, co wygadywał na twój temat, wiedziałam, że jest złym człowiekiem, niewartym kogoś takiego jak ty. – W ciągu kilku minut, Tremaine przypomniała sobie, dlaczego przestała chadzać na spotkania z Bonetami. „Pogaduchy” z panią Marielą opierały się na nieustannym szczebiocie starszej kobiety, która praktycznie nie pozwalała jej dojść do słowa. A jeśli kiedykolwiek Nari udało się dojść do słowa, w ciągu zaledwie kilku godzin pół miasta wiedziało, co powiedziała.– Więc? Kim jest twój narzeczony? To ktoś z towarzystwa? Może znam jego rodziców?
– Nie sądzę. On jest z północy – odpowiedziała zimno Doti. Zmarszczki na twarzy starej kobiety pogłębiły się.
– Oczywiście. Na północy mieszka wielu bogatych hrabiów. Osobiście uważam, że to grzech oddawać tak piękną pannę na prowincję. Chociaż kto wie, może wieś dobrze ci zrobi? Odpoczniesz od tego zatłoczonego miasta. Zdaje się, że tak jest zdrowiej… – Paplała bez ustanku pani Bonet. – Będziesz wdzięczna za życie na wsi, zwłaszcza, gdy będziesz w ciąży. Chociaż musisz zabrać ze sobą jakiegoś dobrego lekarza. Wszyscy wiedzą, że lekarze tam to raczej rzeźnicy, niż…
– Marielo, powinnyśmy już iść. – Śpiewaczka ponagliła starą kobietę. W czasie rozmowy zdążyła ubrać się w lekki, beżowy płaszcz i nałożyć niewielki kapelusz na głowę. – Muszę się jeszcze przygotować do wieczornego spektaklu.
– Oczywiście. Ale nie ukrywam Narietto, że liczę na pamięć o przyjaźni naszych rodzin, gdy będziesz ustalała listę gości. Jestem całkowicie przekonana, że twój dziadek pamiętałby o nas, jeśliby tylko… 
– Marielo!
– Już idę! – Pani Bonet pospiesznie ucałowała blondynkę w obydwa policzki i szybko pomachała Larskiej, serdecznie zapraszając ją na kolejne zebranie. W tej samej chwili, gdy wyszła, pospieszana przez Edmę Delofr, wróciła gospodyni z filiżanką parującej kawy.
– Bez mleka, ani cukru, parzona na Hagryjską modłę. Powinna postawić cię na nogi. – Doti ostrożnie ujęła porcelanowe naczynie i podmuchała gorący napój, podczas gdy jej koleżanka nagle zwróciła się do Nari. – To twój pierwszy raz na naszym spotkaniu, prawda? Jak ci się podobało?
– Było inaczej niż się spodziewałam… Myślałam raczej, że…
– Że emancypantki to grupa sfrustrowanych bab, które potrafią tylko krzyczeń i niszczyć nieswoją własność? Że na spotkaniach wymieniamy się tylko pomysłami na uprzykrzenie życia innym ludziom? – Z tonu wypowiedzi trudno było odgadnąć, czy gospodyni żartuje, czy może jednak poczuła się urażona. Zaraz jednak wybuchła serdecznym śmiechem. – Dobrze wiem, jaką opinie zgotowały nam mniej światłe, a bardziej rozwydrzone siostry. Tak czy inaczej, wszystkie jesteśmy kobietami. Walcząc we wspólnej sprawie nie powinnyśmy dzielić się jeszcze między sobą. Jak się czujesz, Doti?
– Lepiej, bez dwóch zdań – odpowiedziała Larska, cicho pijąc swój życiodajny napój. – Chociaż cały czas myślę, że powinnaś sprawić sobie służącą, Lanno. – Dopiero usłyszawszy imię kobiety, Nari skojarzyła ją z dziewczyną, która przed ukończeniem pensji po kryjomu wyszła za mąż za jakiegoś inżyniera. Nauczycielki przez kolejne lata nie mogły otrząsnąć się ze skandalu, który wywołała. 
– Łatwo ci mówić, bo masz bogatego męża. My ledwo wiążemy koniec z końcem odkąd mój Ezra dziko zapożyczył się, żeby rozwinąć swój „genialny pomysł”. – Gospodyni z politowaniem pokręciła głową. – Chciał sprawić, że ludzie zaczną latać. Pół roku po tym, jak wziął pożyczkę trezończycy pokazali światu pierwsze statki powietrzne – wyjaśniła pospiesznie Narietcie. – Ale wy chyba nie macie podobnych problemów, prawda?
Obydwie Tremaine zmieszały się. Ani jedna, ani druga nie miała wystarczająco dużo sił, by móc wytłumaczyć wszystkie subtelności swoich obecnych kłopotów. Nari nie czuła się nawet w obowiązku by to uczynić. To były wyłącznie ich rodzinne sprawy. 
– Nie – sapnęła po chwili niezręcznej ciszy Doti, ociężale wstając z krzesła. – Nie mamy.
Wszystkie trzy emancypantki wymieniły nadmierne uprzejmości przy pospiesznym pożegnaniu, obiecując sobie wzajemnie kolejne spotkania „w innych okolicznościach”. Gdy dziewczyny wyszły od Lanny Narietta z pewnym zdziwieniem zauważyła, że powoli nastawał wieczór, a upał nie był już tak dokuczliwy. Księżniczka Larska kurczowo trzymała się ramienia szwagierki, jednocześnie stanowczo odmawiając powrotu do domu. 
– Jest jeszcze zbyt wcześnie. Obecnie wolałabym się udławić, niż na nich patrzeć. Niewydarzona banda arogantów – prychała co rusz brunetka, trzymając głowę wysoko.
– Nie mów tak… – upomniała ją blondynka, przystając na chwilę.
– Kiedy to prawda – nie ustępowała Doti. – W prawdziwej rodzinie to nie do pomyślenia, żeby… – zwykła przyzwoitość nakazała Larskiej przerwać. Zobaczywszy zbolałą minę Nari, pożałowała, że nie zdołała szybciej powściągnąć języka. 
– Wiesz, że dla mnie, mimo wszystko, jesteście prawdziwą rodziną? – Tremaine unikała wzrokiem bacznego spojrzenia szwagierki. – Nawet jeśli relacje między nami nie są idealne. Nawet jeśli nic dla was nie znaczę.
– Bzdura! – Dziewczyny ruszyły dalej. Nie potrzebowały mówić o tym głośno, ale obydwie dobrze wiedziały, że kolejnym miejscem, do którego idą będzie cmentarz.
– Wręcz przeciwnie – zaprotestowała Nari, nadzwyczaj spokojnie. – Nikomu nawet powieka nie zadrżała, gdy dowiedzieli się, że ja…
– Że straciłaś cnotę ze smokobójcą? – Doti wzruszyła ramionami. Było ziarno prawdy w tym, co mówiła Tremaine. W normalnej rodzinie rodzice zrobiliby swojej córce przynajmniej olbrzymią awanturę za wybryk tego rodzaju. W bardziej konserwatywnych, gdyby któraś poważyła się na podobną wpadkę, prawdopodobnie zostałaby wypędzona za złe prowadzenie się. Tymczasem Jed i Amita byli już tak zaślepieni trezońskimi tytułami, że wydawali się zupełnie zapomnieć o wszelkiej przyzwoitości.
– Nie tak głośno! – zapeszyła się Narietta, gwałtownie rozglądając się po mijających dziewczyny ludziach.
– Co za różnica? Czy w nocy nie słyszało was przynajmniej pół hotelu? – wyszczerzyła się złośliwie księżniczka. Gdy blondynka zignorowała zaczepkę dodała: – Najwidoczniej Trezończyk nie sprawił się należycie.
– Nie możesz dać mi spokoju nawet przy grobie dziadka? – Wyrzut był nadzwyczajnie wyraźny w głosie blondynki.
Obydwie ściągnęły kapelusze przy wejściu na cmentarz, a Doti w milczeniu poprowadziła szwagierkę na miejsce spoczynku Antosa Tremaine. Rodzice Iana nie chcieli widzieć adoptowanej córki na pogrzebie nestora rodu. Narietta zresztą nigdy nie potrafiła powściągać swoich emocji i zwykle histeria nie pozwalała jej jasno myśleć. Z pewnością robiłaby sceny w trakcie pochówku dziadka. 

„Świetnym pomysłem” Lira okazało się wyjście na miasto, co z umiarkowanym entuzjazmem poparł Erik. Obydwóm wydawało się, że minęły całe wieki, odkąd brali udział w jakiejkolwiek zabawie, a monkijczyk mógł pokazać Trezończykowi najlepsze miejsca. Po szybkim odświeżeniu się wspólnie ruszyli na podbój neustijskiej stolicy. 
Pierwszym miejscem, które odwiedzili był prawdopodobnie najbardziej przyzwoity bar w czerwonej dzielnicy. Znakomitą większość klientów stanowili młodzi i eleganccy utracjusze w mniej bądź bardziej radosnym nastroju. Przy nich smokobójca i detektyw wydawali się być jedynie biednymi krewniakami, ale nie pozwolili, by ten fakt popsuł im całkiem niezły humor. 
– No co? Ponoć nie pijasz byle szczyn… – Sztuczny człowiek pewnie zajął miejsce przy barze. – A tutaj podają najlepszą ognistą w mieście.
– Nawet najlepsza ognista jest obrzydliwym tworem. – Erik aż wzdrygnął się na myśl o osobliwym drinku. Jego przygotowanie polegało na wrzuceniu nugatowej praliny do niskiej szklanki z grubego szkła i zalaniu jej do pełna mocnym rumem. Następnie barman podpalał całość i w taki sposób serwował klientowi.
– Nie mów mi, że fujara ci mięknie.
Smokobójca usiadł między detektywem a jakimś nadzwyczajnie wyelegantowanym jegomościem, który już pokładał się na barze i płakał rzewnymi łzami. 
– Nie w tym życiu. – Zamówili po szklaneczce ognistej, a stary barman spojrzał na nich krytycznym wzrokiem. Dopiero gdy z góry ustalili i uregulowali rachunek na pięć srebrnych feningów zabrał się za przygotowanie ich drinków.
– Ja też chcę ognistej – odezwał się mężczyzna obok.
Erik nie był do końca pewny, czy to dobry pomysł. Paniczyk wyglądał, jakby nie miał wystarczająco dużo krwi w alkoholu i z pewnością każdy kolejny drink przybliżał go do kompletnego upodlenia. 
– Pan chyba już nie powinien więcej pić? – odezwał się do mężczyzny. W odpowiedzi otrzymał spojrzenie, które mogłoby przerazić kogoś bardziej bojaźliwego niż Trezończyk.
– Nie wtrącaj się! Barman! Dawaj drinka! – zapiszczał pijaczyna. Po krótkim zebraniu sił odwrócił się do smokobójcy, ukazując w pełni swoją twarz.
Dziewuchy z pewnością uganiały się za tym typem gdy bywał w lepszej formie. Idealnie czarna czupryna, orli nos, wyraźnie zarysowane kości policzkowe i dołeczek w podbródku składały się na wyjątkowo przystojną twarz. Po świetnie skrojonych ubraniach i jedwabnej muszce Erik domyślał się, że owy mężczyzna pochodził z bogatej rodziny. 
– Ty wiesz, kto ja jestem? – Pijaczyna zrobił się cały czerwony.
– To pan nie wie, kim on jest – uciął natychmiast Lir, przyciągając smokobójcę w stronę baru. 
Kątem oka Erik dostrzegł, jak barman przerwał przygotowywanie drinków i zaczął uważnie obserwować gości. Jak to w przyzwoitym miejscu, gospodarz w razie pijackiej burdy gotowy był w każdej chwili wyrzucić problematycznych klientów z baru. 
Nagle do baru wpadł chłopak. Nadzwyczajnie niski, panicznie rozejrzał się po mrocznym wnętrzu. Dostrzegłszy zapłakanego pijaka chwiejnym krokiem ruszył do niego. 
– Rakan! – upomniał pijaczynę, bezceremonialnie zdzielając go otwartą ręką po głowie. Następnie zwrócił się do Erika i Lira – Najmocniej panów przepraszam. Mam nadzieję, że mój… niedysponowany przyjaciel nie naprzykrzał się panom.
– Nie, tylko trochę. – Smokobójca wzruszył ramionami. Nie zamierzał dopuścić do sytuacji, w której byle pijaczek rujnuje mu wieczór.
Mężczyzna spróbował wyprowadzić przyjaciela z baru, jednak ten niespodziewanie rozpłakał się jeszcze mocniej. Lir pogonił barmana z tymi drinkami i już po krótkiej chwili przed Erikiem postawiono grubą szklankę, nieco mniejszą od tej przeznaczonej do whisky, wypełnioną ciemnobrązowym płynem, której wierzch jarzył się zdradziecko ślicznym, błękitnobiałym płomieniem. 
Niechętnie spojrzał na swojego drinka. Zbierając całą swoją siłę woli w końcu zdmuchnął ogień i głębokim haustem wypił zawartość. Alkohol palił jego język, podniebienie i gardło, chociaż szybko zagryzł go praliną, która ani trochę nie pomogła. Momentalnie oczy Erika zaszły łzami, a twarz mimowolnie skrzywiła się, zdradzając niezadowolenie. 
– Ja pierdolę! – wykrztusił krótko, krzywiąc się od drinka. Potrzebował dłuższej chwili na doprowadzenie się do porządku i ze zdziwieniem zorientował się, że napitek nie zrobił żadnego wrażenia na detektywie.
– Wasza ekscelencja pije jak nie przymierzając byle pizda – zadrwił bezlitośnie Lir. – I nie ma co się zasłaniać jakością alkoholu.
– Oczywiście. W końcu dyskusyjny jest cały walor smakowy tego neustijskiego „specjału”. – Nawet po kilku minutach jego wnętrzności paliły nieprzyjemnym ogniem. Erik nawet nie zastanowił się głębiej nad swoją odpowiedzią. Nie będąc do końca przekonanym do zamówienia drugiej kolejki, nawet nie zwrócił uwagi na słyszącego osobliwą wymianę zdań młodziaka.
– Chyba sobie żartujesz? Nie ma lepszego trunku od dobrej ognistej – upierał się przy swoim zdaniu policjant. – Człowiek po niej natychmiast staje się rozmowniejszy, ale ty chyba nie miękniesz?
Lir zamówił dla siebie drugą kolejkę, tym samym rzucając towarzyszowi wyraźne wyzwanie. Smokobójca w mig zrozumiał, do czego zmierza policjant i przez moment zawahał się. Przeraziła go myśl, że po pijaku może jednak powiedzieć zbyt dużo. 
– Ja na razie odpuszczę. Nie chcę skończyć jak kolega obok – zdecydował w końcu. – Muszę chwilę otrzeźwieć.
– Jak sobie chcesz. – Brunet wzruszył ramionami. – Nadal odmawiasz zeznań? – Gdy postawiono przed nim szklankę, detektyw z wprawą zdmuchnął kolorowy płomień i wypił jej zawartość. Gdy Erik twierdząco odpowiedział na zadane pytanie, siną twarz detektywa przyozdobiło coś na kształt półuśmiechu. – To dobrze, ja sobie pogadam. 

14 komentarzy

  1. Wielki powrót Księgi Baśni!
    Załoga Księgi Baśni z wielką przyjemnością informuje, że katalog znów działa. Zachęcamy do informowania o nowych rozdziałach, dodawania nowych blogów oraz do tworzenia tej niesamowitej atmosfery, jaka była dawniej.
    Czekamy na Ciebie!
    Księga Baśni

    OdpowiedzUsuń
  2. Też chciałbym o czymś poinformować! Tylko jeszcze nie wiem o czym...
    Jestem leniwy i siedzę na telefonie, nie chce mi sie sprawdzać, ale czy nie masz żadnej zakładki ze spamem? Smutno tak, że zamiast jakiegoś wartościowego komentarza masz jedynie informację o ponownym działaniu bloga.

    Znalazłem parę błędów, jak na przykład "pańskiego dziadka". Powinno być raczej "pani dziadka". Chyba. Nie jestem pewien.
    Dwa razy było powtórzone/niepasujące słowo. Na smartfonie ciężko skopiować i wkleić odpowiedni fragment.

    Smutny rozdział, bo praktycznie niczego się nie dowiedziałem. Jeno czekam na informację co to za chłopak czy młody mężczyzna, który podsłuchiwał rozmowę. Czyżby jakiś szpieg?

    No i zastanawiam się, czy wątek emancypatek będzie miał jakieś większe znaczenie dla przyszłości Narietty.

    Pozdrawiam serdecznie,
    graf zer0.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam osobnej zakładki na spam. Ruch na tym blogu jest tak niewielki, że nie wydaje mi się to być jakimś szczególnym problemem. Większą aktywność w kwestii czytania i komentarzy mimo wszystko generuje wattpad, więc to tam jestem bardziej udzielna.

      Zerknęłam do sjp i masz rację, "pański" odnosi się do mężczyzn. Już poprawiam.

      Podsłuchujący na razie robi za tło, ale podpowiem, że już przynajmniej kilka razy został wspomniany w tekście. Emancypantki zaś dopiero zaczynają B)

      Usuń
    2. Chyba że. Nie każdemu jest w sumie potrzebna. Ja to traktuję jako miejsce, w którym można zostawić link do ciekawych, moim zdaniem, opowiadań.

      Mnie wciąż nie przekonuje Wattpad. Jakoś tak przyzwyczaiłem się do bloga. Jest mi łatwo uporządkować notki, opowiadania i tak dalej.
      No i z drugiej strony, żeby mieć popularnego bloga, trzeba często publikować i jeszcze częściej się udzielać na innych. A ja chcę mieć po prostu bazę dla swoich opowiadań. ; )

      To są takie błędy, których niby łatwo można uniknąć, ale jednak trudno to zrobić. ; ) Sam mam często z tym problemy.

      Podejrzewam, że tak i podejrzewam, że wychwyciłbym to, gdybym czytał wszystko ciurkiem. Nie pamiętam kiedy ostatnio czytałem Twoje opowiadanie (Nie licząc ostatniego rozdziału) i przyznaję, że zapomniałem o wielu rzeczach.

      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  3. Wattpad to temat rzeka. Udzielam się tam mniej lub bardziej od około roku i cały czas mam mieszane uczucia wobec tej platformy. Z jednej strony ma wiele wad: małą możliwość edycji tekstu, słabo działające tagi, częste problemy techniczne i bugi, mało miarodajnego odbiorcę... Ale z drugiej, przy stosunkowo małym nakładzie pracy łatwiej można zdobyć czytelników niż na blogach. Tak więc nie wiem, czy poleciłabym go komukolwiek z częstym sercem. Raczej poinformowała, że istnieje inna opcja. Teraz próbuję też sweeka, ale na razie wydaje się mieć większość wad watt, bez jego zalet.

    Takie błędy są wynikiem mojej małej świadomości językowej. Wierzę, że moje rychłe zajęcia z kultury języka polskiego do pewnego stopnia pozwolą mi to zniwelować.

    Wracać do początków opowiadania na razie nie polecam. Przynajmniej pierwsze trzy ulegną porządnemu przeredagowaniu w bliskiej przyszłości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałem tam problem ze znalezieniem czegokolwiek ciekawego dla mnie. Pod tym względem wolę blogi, bo wiem, że istnieją ich spisy. Choć i tak ciężko trafić na coś w moim guście. Wszystkie takie blogi możesz znaleźć u mnie w "cyberprzestrzeni".
      Na blogspocie dużo osób w ogóle nie komentuje. No i panuje też zasada wzajemności, czego sam byłem świadkiem. Koleś czytał moje opowiadania, ja jego niekoniecznie. W końcu przestał to robić. W końcu przebrnąłem przez inne opowiadania i zacząłem czytać jego, gdy ten nagle przypomniał sobie o moim.
      No i masa osób, które mówi, że nie mają czasu przeczytać, ale jak tylko będą miały trochę wolnego, to to zrobią. I tak przez rok. X)
      Ogółem sporo zależy też od tematyki. Nie wiem, czy mówiłem, ale raz zrobiłem eksperyment i pisałem opowiadanie w klimatach yaoi. W miesiąc zebrałem więcej obserwatorów niż na normalnym blogu. ; )
      Zauważyłem też, że jak pisałem opowiadanie "Cybernetyczne wampiry", które muszę dopracować, notki miały po dwieście wyświetleń. Wampiry i wilkołaki są przecież popularne. ; )
      Zmień opis, że Twoje opowiadanie to romans z problemami, a znacznie więcej osób przyjdzie. : D

      Jak poprawisz całość, to daj znać, a wpadnę i przeczytam hurtem.

      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. Zmiana opisu jest genialna w swojej prostocie! Dlaczego sama nie wpadłam na to wcześniej? xD

      O Twoim eksperymencie już mi kiedyś pisałeś. Sama też przez chwilę myślałam o pasożytowaniu na jakimś tętniącym życiem fandomie (odżywający H.P. ostatnio ciągnie mnie za sprawą Newta Scamandera), ale jakoś nigdy nie miałam głowy, żeby to faktycznie zrealizować.

      Pewnie, że dam znać. Na tygodniach powinnam skończyć pierwszą fazę tego opka, żeby móc wszystko w całość i w miarę możliwości zredagować. Lada chwila minie rok jak nabazgrałam wstęp, więc pewnie trochę się tego nazbierało =D

      Usuń
    3. Nie mam pojęcia. : P

      Pardon, mam bardzo kiepską pamięć i nie zawsze wiem, czy komuś o czymś mówiłem.
      Ogółem to też bardzo fajny motyw na odpoczynek od normalnych opowiadań. Coś jak robił pan King czy pani Rowling, kompletna zmiana stylu i klimatu.

      O, właśnie. Bardzo poczytny Remigiusz Mróz porównał się do wspomnianej pary pisarzy. Powiedział, że jest jak King, bo stworzył swoje alter ego z niby podobnych pobudek. Pisze jakieś sześć książek na rok, kolejne nie mogły mu się zmieścić, więc opublikował je pod pseudonimem. Tylko że jak pisał wcześniej kryminały pod swoim nazwiskiem, tak też pisał kryminały jako alter ego. Gdzie tu podobieństwo do Kinga, który chciał spróbować czegoś nowego, to nie wiem.

      Usuń
    4. Tak, odpoczynek od pisania przez pisanie czegoś innego. Brzmi logicznie xD Więc pewnie tak zrobię =D

      Rowling i Kinga jestem w stanie zrozumieć. Wierzę, że po takim sukcesie jaki osiągnęli, pisanie pod pseudonimem było nie tyle "odpoczynkiem" co raczej sprawdzeniem samego siebie. Czy jestem dobrym pisarzem? Czy sprawdzę się w innym gatunku? Czy ludziom dalej podoba się to, co tworzę? Czy sprzedaż wygenerowało raz wypromowane nazwisko? Czy rozwijam się w dobrym kierunku? Czy uda mi się powtórzyć sukces? Myślę, że na ich miejscu też zadawałabym sobie takie pytania. Mróz porównując się do nich bardzo sobie schlebia, aczkolwiek takie wyjaśnienie wydaje się dla mnie oczywiste i nie mam powodu, by nie wierzyć w to co mówi w tym temacie (bardziej szokuje mnie jego tempo pisania).

      Usuń
    5. Spróbuj napisać powieść hard science fiction albo historyczne z masą researchu i spróbuj sił z jakimś romansem, gdzie wystarczy po prostu pisać. Gwarantuję, że to drugie będzie odpoczynkiem. : P bo chodziło mi o urlop od pisania tych opowiadań, które zazwyczaj tworzysz, a nie o odpoczynek od pisania ogółem.

      Mróz stworzył alter ego po to, żeby dalej pisać to, co pisał. Nie próbował tworzyć sił w innym gatunku, wciąż obracał się wokół kryminału.
      Ogółem jest sporo pozytywnych i sporo negatywnych opinii. Na jednej grupie na FB, jakieś prawie czterdzieści tysięcy osób jest bardzo lubiany i popularny. Na mniejszej, poświęconej fantastyce mało kto to lubi, ale nie oszukujmy się, na tej mniejsze grupie większość osób ma kompleks wyższości, niewiadomo dlaczego. Zarzucają Mrozowi, że pisze pod jeden schemat, bohaterzy są płytcy, sami pakują się w kłopoty, a potem narzekają, że nikt nie chce im pomóc.

      Osobiście nie czytałem, ale kiedyś pewnie spróbuję.

      Usuń
    6. Chyba kojarzę, o której grupie fantastycznej mowa. Dosyć nieprzyjemne towarzystwo, raczej z kategorii kółka wzajemnej adoracji, ale trudno odmówić im wiedzy w temacie literatury, rynku wydawniczego w Polsce i fantastyki ogółem. Lubię podczytywać ich niektóre dyskusje (te, które są merytoryczne. Bez popcornu i straszenia banhammerem) i często rzucone są interesujące tytuły z gatunku, który mnie interesuje.
      Widziałam ich posty nt. Mroza, czytałam. Cóż... Nijak nie mogę się odnieść, bo nie czytuję ani Mroza jako takiego, ani jako jego alter ego, więc nawet nie czuję się uprzywilejowana do rzucenia kamieniem. Co nie zmienia faktu, że to trochę tanim zagraniem było. Niby nie mam powodów, by mu nie wierzyć, ale nie czuję się też przekonana w jego wymówki (kurde, dla człowieka, który tyle pisze nie powinno być problemem dorzucenie książki na kupkę z podpisem "do wydania"). Zwykle pseudonimów znani pisarze używają w dwóch przypadkach: gdy chcą spróbować czegoś zupełnie innego, co nie pasuje do ich wizerunku lub gdy totalnie są spaleni w środowisku, a wracają ze świeżymi pomysłami.
      Nie wiem, czy sięgnę po niego. Od kilku lat cierpię na okropną niechęć do polskich pisarzy, bez względu na gatunek. Do niedawna myślałam, że Sapkowski i Piskorski odczarują moje podejście, ale nie. W dalszym ciągu nie mogę się przekonać.

      A urlop od zwyczajowych opowiadań jest mega pomocny. Gdy robiłam sobie przerwę od fantastyki poskrobałam sobie obyczajówkę o rysowniku, któremu spodobało się pewne konkursowe opowiadanie, więc narysował na jego podstawie komiks i wpadł w kłopoty z prawem autorskim =)

      Usuń
    7. Tak, dokładnie o nią chodzi. Zrobiłem małe śledztwo i sprawdziłem, czy osoba, która polubiła moją stronę na Facebooku jest wśród członków tejże grupy. Brawo, Sherlocku Holmesie, udało Ci się rozwiązać tę arcytrudną sprawę! : D
      To miłe, że nie tylko ja mam wrażenie, że to kółko wzajemnej adoracji. Próbowałem parę razy dyskutować tam, ale niektórych argumentów nie da się przebić. Zachowują się jakby byli idealni pod względem pisania opowiadań i jakby mieli możliwość decydowania, co jest dobre a co nie, co można dopuścić do publikacji a co nie.
      Dlatego teraz ograniczam się tylko do czytania, bo nie mam ochoty psuć sobie nerwów. ; )

      No w sumie Mróz mógł zostawić te bodajże trzy książki, które wydał pod innym nazwiskiem, na później. Ale nie, próbował trafić w panujący w Polsce trend, czyli boom na skandynawskie kryminały, miał nawet bardzo podobne okładki do innych książek. W podobnym stylu.

      A ja Ci powiem, że uwielbiam polskich pisarzy. Nie twierdzę, że wszyscy są wybitni pod względem warsztatu, ale jeśli chodzi o fantastykę, to pana Dukaja i pana Lema będę bronił ze wszystkich sił, bo to jedni z najlepszych polskich pisarzy science fiction. Naprawdę.
      O Piskorskim nie słyszałem.

      O, kiedyś mogłabyś opublikować to opowiadanie, jestem bardzo ciekaw jak Ci wyszło to odejście od formy. ^^

      Usuń
    8. Dobrze, że w porę obczaiłam kto mógł zaprosić mnie do znajomych, bo skończyłbyś w internetowym czyśćcu xD Możemy sobie nawzajem pogratulować fantastycznej dedukcji, Holmesie.
      Ja się nie pcham w internetowe dyskusje, bo rzadko wpadam na jakieś arcyodkrywcze wnioski, momentami gdy robi się zbyt poważnie pokusa trollowania może okazać się zbyt silna, a i często mądrego warto zwyczajnie posłuchać.

      Lema znam jedynie z "Bajek robotów", a do Dukaja się przymierzam. Nie wiem w sumie dlaczego, ale cały czas książki z gatunku sci-fi odkładam na bliżejnieokreślone później. Jakoś nie mogę się przełamać, pewnie zwyczajnie muszę do nich dorosnąć.

      Okay, jak je doprowadzę do względnie zadowalającego mnie stanu, to może kiedyś je wrzucę =)

      Usuń
    9. Mogłem w sumie uprzedzić, że to ja, ale lubię robić rzeczy z "bomby". X)

      Czasem mam przebłyski geniuszu i napiszę komentarz, który przypadnie do gustu kilku/kilkudziesięciu/kilkuset osobom. Mój rekord to właśnie kilkaset polubień i innych reakcji pod zdjęciem zamieszczonym na grupie związanej z cyberpunkiem. : D

      Dlatego właśnie zwlekam z zabraniem się za twórczość Lema. Boję się, że mógłbym nie zrozumieć wszystkiego co chciałby przekazać w swoich powieściach.

      Usuń

Smokobójca

Gdy Imperium toczy wojna domowa, a mniejsze państewka próbują umocnić swoją pozycję, na kontynencie smoki stają się niechcianymi szkodnikami, które niszczą wioski i kradną złoto. Zawód smokobójcy staje się coraz bardziej zyskowny, a wielu próbuje swoich sił w starciu z gadami, jednak tylko nieliczni są w stanie zdobyć kilkuletnie doświadczenie. Erik sam siebie uważa za najlepszego w tej nietypowej profesji, jednak szybko okazuje się, że zabicie smoka jest dopiero początkiem jego problemów. Niespodziewanie staje się jednym ze świadków morderstwa i musi odkryć kto zabił starego bankiera.

Poszukiwany

Podjęte w przeszłości decyzje miały konsekwencję, które Erik nie do końca przewidział. Trudno stwierdzić, czy jakość jego życia wzrosła czy zmalała. Z pewnością było zupełnie inaczej, niż się spodziewał, dlatego w końcu padną pytania, na które nigdy nie chciał odpowiadać.
W tym samym czasie, zaskoczony nieoczekiwanym rozwiązaniem prowadzonej przez siebie sprawy, detektyw Salar zaczął coraz głębiej drążyć w przeszłości rodziny Tremaine. Uzyskane odpowiedzi w niepowołanych rękach mogą okazać się bardzo niebezpieczne dla całego kraju.
W Trezonie sprawy zaczynały przybierać zły obrót dla Białych. Błękitna Księżniczka rozpoczęła wojnę totalną i nie zamierzała się wahać, by ostatecznie przejąć władzę w Imperium.
Świat nie zmienił się jakoś szczególnie odkąd zamordowano pana Tremaine. Imperium dalej walczyło samo ze sobą, a smoki nadal były traktowane jak szkodniki, które napadały na wioski i kradły złoto. Zawód smokobójcy cały czas pozostawał bardzo zyskowny, tylko czy warto ponosić ryzyko, gdy już nie jest się samemu?

Imperium

W zależności od miejsca pochodzenia historyka, kroniki różnią się opisem Upadku Isarii. Trezońscy kronikarze w swoich zapisach podkreślali niewątpliwy talent polityczny imperatora Artema. Przez potomnych został on nazwany Artemem Żelaznym, bowiem jego wola - niczym żelazo - łatwiej pękała niż uginała się. Badacze historii z innych państw natomiast uwielbiają umniejszać jego dokonania, przypisując część pomysłów jego faworycie, księżniczce Aili. Jak było naprawdę? Trudno powiedzieć. Jedno jest pewne, nawet w najbardziej fantastycznie brzmiącej legendzie tkwi ziarenko prawdy.