III Interludium

Był taki czas, kiedy będąc jeszcze nastolęciem Doti okropnie zazdrościła swojej szwagierce. Narietta zawsze była piękna. Nosiła najbardziej wytworne kreacje, które zupełnie nie pasowały do jej statusu społecznego i otaczali ją najprzystojniejsi oraz najlepiej usytuowani chłopcy, gotowi spełniać każde jej zachcianki. Podczas gdy inne dziewczęta dorastając, stawały się na pewien czas niezgrabnymi i pryszczatymi stworami, blondynka niemal z dnia na dzień ze ślicznego dziecka przeistoczyła się w piękną kobietę. Jakimś cudem ominął ją nieciekawy okres dojrzewania i związane z tym czasem niedogodności, które z kolei ze zdwojoną mocą trafiły w Larską.
Później, gdy Doti nieco zmądrzała, zaczęła z tego uczucia wyrastać i dostrzegać ciemne strony takiej egzystencji. Ze względów osobistych zaczęła więcej spotykać się z Nariettą, z pewną przykrością zauważając, że ona daje się wodzić za nos czy prowadzić za rękę, w zależności od intencji otoczenia. Wychowana pod kloszem i ufna jak małe dziecko, młoda Tremaine stała się łatwym celem dla dorastających w jej cieniu harpii, które nie szczędziły cierpkich słów pod jej adresem.
W końcu, w chwili kiedy Doti wyszła za mąż za najlepszego mężczyznę, jaki tylko chodził po świecie, udało jej się wyleczyć z choroby o nazwie Nari. Przynajmniej tak sama uważała, chociaż cały czas nie mogła znieść nadmiernej atencji, jaką Ian darzył swoją przybraną siostrę. Jednak nie mogła mu się dziwić, ta idiotka wiecznie sprawiała kłopoty i dla dobra wszystkich lepiej było mieć ją na oku.
Zresztą w gruncie rzeczy ona nie była aż tak zła. To znaczy, owszem, cechowała ją piramidalna głupota i zwyczajna bezmyślność, ale Nari nigdy nie miała złej woli. Nie bywała złośliwa ani nie wywyższała się ponad innych. Gdyby znalazła sobie dobrego męża z głową na karku mogłaby wieść przyjemne i spokojne życie, nie wadząc nikomu.
Doti westchnęła ciężko wchodząc do hotelowej windy. Młody Blund, jakkolwiek niewątpliwie utalentowany nie był dobrą partią dla Tremaine. Owszem, miał zadatki na świetnego polityka, ale przy tym był fałszywy i wyprany z wszelkiej moralności. Podobnie jak baron Wiwain stanowili przykład dorobkiewiczów najgorszego sortu, którzy po trupach doczołgują się do celu. Księżniczka nie sądziła, by jej szwagierka mogła być szczęśliwa z kimś takim. Widziała Nari raczej z kimś ze starej szlachty, kto ma dobrze ugruntowaną pozycję towarzyską, by nie wzruszyły go ewentualne wybryki żony.
Wykładzina na podłodze skutecznie tłumiła stukot obcasów, gdy brunetka podążyła prosto do apartamentu książęcego. Bez zapowiedzi weszła do środka i jedyne kogo zastała, to pokojówkę grzebiącą w przywiezionych meblach.
 – Panna Tremaine jeszcze śpi – oświadczyła służąca, starannie unikając spojrzenia w kierunki księżniczki.
Słysząc jej słowa księżniczka aż zagotowała się w środku. Co ta Nari sobie wyobrażała?! Były umówione na spotkanie i jeśli zaraz nie wyjdą, spóźnią się. A Larska nie znosiła tych chwil, gdy musiała popełnić nietakt, bez względu na okoliczności.
Z zaskakującą łatwością jak na osobę o jej tuszy, Doti przecisnęła się przez labirynt drewnianych brył i z pewną nostalgią przyglądała się meblom, których Narietta nie pozwoliła wyrzucić ani oddać. Jakby potrzebowała tych starych gratów do czegokolwiek innego, niż zadręczania swoich bliskich. Jakkolwiek naiwna by nie była, jedna rzecz wychodziła jej bardzo dobrze: tak odwracała kota ogonem, że zawsze wychodziła na poszkodowaną i niczemu winną ofiarę.
Do sypialni dziewczyny weszła bez pukania, a pierwszym co poczuła był okropny zaduch oraz smród spoconego ciała. Blondynka leżała na łóżku tyłem do drzwi, tak, że księżniczka mogła oglądać jedynie jej długie, jasne pukle, które miękką kaskadą spływały po jej plecach.
– Wstawaj, łajzo! Powinnyśmy już wychodzić! – pospiesznie otworzyła okno, a do pokoju wraz ze świeżym powietrzem wlał się letni żar. Właściwie Doti gotowa była wygłosić kolejną tyradę o nieodpowiedzialności i egoizmie Nari, za który płacą wszyscy, gdy dostrzegła, że ona wcale nie śpi. Leżała bezładnie na łóżku z szeroko otwartym, zapłakanymi oczami. Chwilę później zobaczyła rzucony na podłogę amarantowy jedwab koszuli nocnej.
Im bliżej podchodziła do łóżka dziewczyny, tym bardziej wszystko stawało się jasne. Chociaż Doti próbowała zakląć rzeczywistość, trudno było nie dostrzec wyschniętych warg Nari czy czerwonych śladów po ognistych pocałunkach, które wyraźnie odznaczały się na jej alabastrowej szyi. Dziecko w brzuchu księżniczki poruszyło się, jakby nawet ono było świadome głupoty wywiniętej przez ciotkę.
– Co ty zrobiłaś? – Kobieta przysiadła na skraju materaca. Pytanie, które zadała było głupie, ale nie była w stanie wykrzesać z siebie niczego więcej.
– Doti, ja nie chciałam… – Narietta kurczowo przycisnęła pościel do ciała. – Erik, on… – Na dźwięk tego imienia Larska drgnęła. W tym wszystkim zupełnie zapomniała, że ten smokobójca miał na imię Erik. To wiele tłumaczyło, choć niczego nie zmieniało.
– Zgwałcił cię? – wypaliła księżniczka. Gwałtownie odsunęła od siebie kołdrę, odsłaniając brudne prześcieradło.
– Nie! – Plamy z zeschniętych krwi i nasienia zdradzały, że kochankowie bynajmniej nie skończyli na jednym razie.
– Naobiecywał ci gwiazdek z nieba, więc mu uległaś?
Drążenie tematu i tak nic nie dawało. Cnota Nari nie odrośnie, choćby przeczołgała się po wszystkich ulicach Monkii we włośnicy, ale Doti chciała wybadać ile o smokobójcy wie jej szwagierka. Jeśli zbyt wiele, to oni wszyscy mogą wpaść o okropne kłopoty. W tak niespokojnych czasach trezoński książę nie powinien bawić poza granicami swojego imperium.
Księżniczka starała się zachować marsową minę, gdy domyśliła się prawdy o smokobójcy. Najlepiej określiłaby go słowami nieznośny i butny. Był taki arogancki w stosunku do, jak wtedy myślała Larska, lepiej urodzonych od siebie. Jednocześnie mówił jak nieźle wykształcony człowiek i aż dziw bierze, że zastanowiła się nad tym wszystkim wcześniej. Do tego wyglądał bardzo podobnie do swojego ojca. Powinna wcześniej dodać dwa do dwóch, a być może udałoby się uniknąć tych kłopotów. Chociaż Doti wyleczyła się już z zazdrości o Nariettę, dobrze wiedziała, że ona nigdy nie przestała zazdrościć jej książęcego tytułu.
– Nie, nic z tych rzeczy! – zapewniła gorąco blondynka, siadając na łóżku. Doti z trudem opanowywała wzrok, by nie spoglądać w odsłonięty fragment jej foremnej piersi. – Ja po prostu… nie chciałam być sama. A Erik, on był dla mnie dobry. Musiałam mu się jakoś odwdzięczyć za tę dobroć, przecież nie robił tego za nic!
Czyli ona nic o nim nie wie – przemknęło Doti przez myśl, chociaż wcale nie czuła ulgi przez to. Jeśli Nari o niczym nie wie, to znaczy, że sam zainteresowany w ogóle nie przyznał się do swojego dziedzictwa. Może po prostu wszyscy się pomylili i to podobieństwo jest tylko złudne? Przecież dlaczego trezoński książę miałby podróżować incognito po Neustii, podczas gdy w jego własnym kraju szaleje wojna, którą sam zapoczątkował?
– Więc dlaczego płaczesz? Skrzywdził cię? Niektórzy mężczyźni – zwłaszcza ci, którzy myślą, że są panami świata, pomyślała księżniczka – lubią bić w trakcie stosunku, ale wcale nie musisz się godzić na takie traktowanie! – Tremaine nie potrafiła być asertywna. Doti podejrzewała nawet, że w swojej naiwności chciała po prostu pobyć z kimś w nocy, co ten cały „smokobójca” opacznie zrozumiał. A gdy pozwolił sobie na zbyt dużo, ona nie potrafiła już odmówić.
Jednego tylko Doti nie wiedziała. Skąd on wziął się w hotelu o tak późnej porze? Było już dobrze po pierwszej, gdy Ian odwiózł siostrę do hotelu, a wcześniej dali wyraźną dyspozycję pracownikom, by nie wpuszczać tego impertynenta. Nagle oświeciło kobietę. Słynny apartament imperatorski na trzynastym piętrze. Pracownicy nie posłuchali ich prośby, bo dotyczyła najważniejszego gościa hotelu.
– Nie! Był dla mnie dobry i nie zrobił niczego, co by mi się nie spodobało. – Szkarłatne rumieńce wykwitły na twarzy blondynki. – Właściwie to zadziwił mnie, bo myślałam, że będzie bardziej… Dziki w tych sprawach. Po prostu… – Nari dłonią przetarła mokre powieki. – Chciałam rano obudzić się i móc się do niego przytulić. A jego nie było i ja… Nie wiem, czy zrobiłam coś nie tak? Czy on źle o mnie pomyślał, bo przecież nie znaliśmy się długo?
Zamiast ganić idiotyczne zachowanie szwagierki, Larska tylko pogłaskała ją po głowie. W przeciwieństwie do niej już dawno zauważyła, że niektórzy mężczyźni uwielbiają udawać cnotliwszych, niż byli w rzeczywistości i pierwszymi, którzy szkalują prostytutki niemal zawsze zostawali najwięksi kurwiarze. Chociaż nie życzyła tego Narietcie w żadnym razie, obawiała się, że obiekt jej westchnień mógł być jednocześnie takim hipokrytą. Jeśli podejrzenia Doti się sprawdzą, to przecież nie bez powodu był nazywany „nieznośnym księciem”.
– Do tanga trzeba dwojga, przecież nie uprawiałaś seksu sama ze sobą. – Nari aż się wzdrygnęła słysząc słowo tabu. – On jest winny w takim samym stopniu jak i ty. Nie ma prawa cię oceniać.
Nie zdążyły porozmawiać o czymś więcej, ponieważ do pokoju wpadła pokojówka dziewczyny. Przekazała, że przybył posłaniec. Pan Tremaine pilnie wzywa obydwie panie do domu. Sprawa jest niecierpiąca zwłoki, dlatego mają natychmiast wsiąść w automobil ze służącym i jak najszybciej przyjechać.
Zwykle, gdy Doti słyszy zwrot „pan Tremaine”, dotyczy on jej Iana. Dlatego bez cienia podejrzeń pomogła Nari doprowadzić się do porządku, a Szeli nakazała sprzątnąć bałagan w sypialni z obietnicą dużej nagrody za zachowanie całkowitej dyskrecji. Po czym niezwłocznie obie ruszyły do domu, ciekawe  tej sprawy, przedstawione jako „niecierpiące zwłoki”.
Zobaczywszy obcy automobil przed domem, serce księżniczki drgnęło, a romantyczna natura, która siedzi przecież w każdej kobiecie zaczęła dochodzić do głosu. Może ten „smokobójca” nie był do końca wypranym z uczuć draniem i postanowił honorowo zakończyć to, co zaczął? Weźmie odpowiedzialność za swój czyn, dlatego wystrojony od początku do końca, z białą wstęgą przecinającą galowy strój i książęcą koroną na głowie, uklęknie przed Nari i biorąc jej rodzinę na świadków, poprosi o rękę? Doti w ekscytacji ścisnęła dłoń szwagierki, próbując dodać jej otuchy. To nie byłoby złe zakończenie bajki.
Przy wejściu do domu coś tknęło Larską, podpowiadając, że rzeczywistość nie będzie aż tak kolorowa. Poczuła również, jak jej dziecko rusza niespokojnie. Zupełnie jakby i ono było świadome rosnącego zagrożenia. Z wnętrza domu rozległ się zapach ciężkich, lawendowych perfum wymieszanych ze smrodem palonego cygara i księżniczka dobrze wiedziała co one oznaczają. Starzy państwo Tremaine postanowili odwiedzić swoje dzieci.
– Córeczko, podejdź do nas. – Głos Amity Tremaine był szorstki i pozbawiony krztyny czułości. Tym dziwniejsze wydało się Doti zwrócenie do Narietty per „córeczko”. Zgodnie z jej wiedzą, rodzice Iana od lat odmawiali jej prawa do tytułowania się ich dzieckiem i gdyby nie ingerencja dziadka, gotowi byli wyrzucić ją na bruk.
Dwie damy wspólnie ruszyły do salonu. Skryty za pierwszymi drzwiami na prawo pokój zawsze był nudnym wzorem klasycznej elegancji. Zbyt zajęta przemeblowywaniem pięter i szykowaniem gabinetu dla Iana, Doti nie miała czasu zająć się również salonem. Dlatego Amita Tremaine siedziała na starej beżowej sofie z mahoniowymi podłokietnikami, a jej mąż, Jed zajmował jeden z foteli w takim samym stylu. Ian zaś stał przy oknie, paląc swoje cygara. Miał chmurną minę i spuszczony wzrok, którego nie podniósł, nawet gdy żona podeszła do niego, ujmując jego wolną dłoń.
– Za każdym razem jesteś coraz śliczniejsza. Usiądź sobie obok mnie.
Amita była niemal pięćdziesięcioletnią, zasuszoną kobietą. Jej twarz i dłonie pokryte były licznymi plamami, które powychodziły jej od nałogowego palenia mocnych papierosów. Popielate włosy miała już przyprószone siwizną, a jasne oczy były wodniste i rozbiegane. Larska niemal drgnęła, gdy kobieta przejechała palcem po policzku spełniającej polecenie Nari, dotykając jej blizny po brzytwie.
Co się tutaj wyprawia? – próbowała niemo zapytać męża o jakieś szczegóły, ale nie uzyskała żadnej odpowiedzi poza zrezygnowanym pokręceniem głową. Nie pozostało jej nic innego, jak czekać na rozwój sytuacji i samej wyciągnąć wnioski.
– Ostatnie wydarzenia, w których musiałaś brać udział bardzo nas zaniepokoiły – oświadczył powoli Jed. – a jeszcze bardziej mnie i twoją matkę martwi brak kontaktu z twojej strony. Postąpiłaś bardzo egoistycznie, nie przyznając się przed nami do swojej znajomości z trezońskim księciem.
Skąd oni o tym wiedzą? – Doti próbowała wyczytać cokolwiek z ich twarzy, ale znowu nie odniosła żadnego skutku. Zamiast tego doskonale widziała, jak Nari wpierw się dziwi, a później spuszcza głowę, jak karcone dziecko.
– Naprawdę, wolelibyśmy dowiadywać się o twoich sympatiach od ciebie, a nie od policji czy służby, by musieć samodzielnie składać wszystko w jedną całość.
– Nie mam pojęcia, o czym państwo mówią – odezwała się nagle Narietta. Mówiła cicho, acz spokojnie. – Nie znam, nigdy nie znałam, ani tym bardziej nie obdarzyłam swoją sympatią żadnego księcia, a już zwłaszcza nie trezońskiego. Musieliście się pomylić.
– Detektyw Salar jednoznacznie potwierdził tożsamość twojego towarzysza, a twoja pokojówka nie miała żadnych wątpliwości, co wyprawiałaś wczorajszej nocy. – Zdrajczyni. Jak tylko Doti urodzi, dorwie ją i powyrywa te ryże kudły. Co się stało ze zwyczajną, babską solidarnością? Nic dziwnego, że emancypantki nie mogą domknąć swoich spraw. – Jesteś głupia, ale chyba nie na tyle, by kłaść się z byle kim? Nie tak wychował cię mój ojciec.
Ostatni przytyk był doskonale wymierzony. Ian aż wstrzymał powietrze, nie wiedząc, czy aby czasem Nari zaraz się nie rozpłacze.
– Naprawdę nie mam pojęcia o czym pan mówi. Tak, byłam dzisiaj z kimś, ale Erik jest smokobójcą, nie żadnym księciem. – Starzy państwo Tremaine popatrzyli na siebie. Bynajmniej nie tak, jak patrzą na siebie zakochani.
– Mówiłam, że to idiotka – oświadczyła bezlitośnie Amita. – Pokaż jej artykuł.
Doti z daleka nie widziała, co zawiera gazeta. Dostrzegała za to, jak Nari marszczy czoło w trakcie czytania. Każde kolejne zdanie wykrzywiało jej twarzyczkę w pełnym niedowierzenia grymasie, aż w końcu odrzuciła tekst ze wstrętem.
– Stek bzdur! A nawet jeśli to prawda, to każdy, kto odpowiada temu opisowi może być księciem, nie tylko mój Erik!
– Dziwnym trafem to on jest w posiadaniu koronnej broni – prychnął Jed. – Podobno książę jest świetnym szermierzem. Ian, chcesz go sprawdzić w pojedynku o pohańbienie siostry?
Teściowie nigdy nie byli ludźmi, których łatwo było lubić. Doti nigdy nie przepadała za ich parweniuszowskim stylem bycia i próbami udowodnienia swojej wyższości. Dzisiaj dopięli swego i księżniczka znienawidziła ich zupełnie. Dobrze wiedzieli, że Ian nie ma pojęcia o szermierce, więc taki pojedynek mógłby źle się skończyć dla niego.
Nie uzyskawszy od syna żadnej odpowiedzi, starszy Tremaine znowu zwrócił się do Narietty.
– Może i mój ojciec spełniał twoje kaprysy, ale ja nie zamierzam utrzymywać takiego darmozjada. Nie pracujesz na siebie, ani nie wyszłaś za mąż. Dlatego albo natychmiast przestaniesz żerować na nas i oddasz wszystko, co do tej pory otrzymałaś, albo zrobisz, co ci każę. – Uparte milczenie uznał za zgodę. – Jest tylko jeden sposób na ostateczne sprawdzenie tożsamości twojego przyjaciela. Dlatego teraz ja wyślę dyskretną wiadomość do Białego Markiza z prośbą o sprawdzenie tych pogłosek, ty za to musisz zatrzymać go jak najdłużej w swoim towarzystwie. Jeśli mamy rację i to rzeczywiście jest trezoński książę, zrobię wszystko, co w mojej mocy, by umożliwić ci poślubienie go, a później koronację na imperatorową. Jeśli zaś okaże się on fałszywy, dam ci spokój do końca życia i znowu trafisz pod kuratelę Iana.
Doti roześmiała się na głos, nie zwracając uwagi na powagę sytuacji. Sama myśl o tym, że Nari mogłaby zostać koronowaną imperatorową Trezonu wydała jej się niedorzeczna i śmieszna. Co też ten stary cap sobie myślał? Ian ożenił się z nią, księżniczką Larską co i tak było ponad szczyty możliwości bankierów!
– A niby jak chcesz doprowadzić do tego ożenku? Nie macie tytułów, ani wpływów politycznych – żachnęła się, zupełnie nie przejmując się protestami męża. Jed Tremaine uśmiechnął się kąśliwie, wyraźnie przygotowany na to pytanie.
– Ale mamy kapitał i mogę dać Nari posag takiej wysokości, jakiej cały cywilizowany świat jeszcze nie widział. Książę i Biały Markiz z pewnością docenią szczodrość naszej rodziny. – Tym razem przytyk był celnie wycelowany w Doti. Jej rodzina mogła pozwolić sobie zaledwie na symboliczne podarunki dla nowożeńców.
– Ja… jeszcze się zastanowię, dobrze? – wydukała rozbita blondynka.
– Musimy działać szybko. Masz podjąć decyzję teraz – ponaglił ją bankier.
Nikt z zebranych nie miał pojęcia, jak zachowa się dziewczyna. Z równie wielkim prawdopodobieństwem mogła unieść się honorem i wymaszerować z domu, nie mając do dyspozycji niczego, prócz własnego ciała, co zgodzić się na postawione warunki oraz wierzyć, że dane jest właśnie jej dostąpienie największego zaszczytu, jaki może spotkać kobietę w cywilizowanym świecie. Zostać żoną imperatora, to była kusząca myśl. Problem polegał na tym, że nieznośny książę jeszcze imperatorem nie był, a póki żyła jego siostra wraz z siostrzenicami, losy tego tytułu jeszcze nie zostały przesądzone.
– Zrobię to – oświadczyła cicho Nari, splatając ze sobą palce dłoni. Zawsze tak robiła, gdy chciała ukryć jak z nerwów drżą jej ręce.
– Zuch dziewczynka. – Amita przeczesała palcami jasne loki. – Od zawsze wiedziałam, że w końcu się nam do czegoś przydasz.
Doti szarpała Iana za rękaw, by coś zrobił. Powinien zachować się jak mężczyzna i zatrzymać w porę to szaleństwo! Pal licho zaszczyty, korony, tytuły i pieniądze, gdy rodzina właśnie wpakowywała Nari prosto w paszczę bestii.
Świetnie będzie, jeśli Biały Markiz razem ze swoim siostrzeńcem wygrają wojnę z księżniczką Avą. Wtedy spłynie na nich niewyobrażalny splendor i bogactwa, to niewątpliwe. Jednak jeśli przegrają, to sprawa będzie dużo bardziej skomplikowana. Księżniczkę nie bez powodu jej zwolennicy nazywają trezońską tygrysicą. Ta kobieta nie słynie litości i jeśli wygra, każdego kto choć w niewielkim stopniu opowiedział się przeciwko niej, będzie stracony.

Gdy Nari zostanie żoną Erika, a Doti nie miała żadnych wątpliwości, że do tego dojdzie, żaden Tremaine nie będzie mógł liczyć na spokojne życie, dopóki nie wygrają wojny. Księżniczka pogłaskała brzuch, czując jak jej dziecko rusza się. Mądry berbeć, już teraz wie, że muszą być nadzwyczajnie ostrożni. 

10 komentarzy

  1. Nie myśl, że zniknąłem. Ja tu jeszcze wroce, jeno dokończę czytać książkę. Nie lubię mieszać.

    Pozdrawiam,
    Nowe wcielenie Neuromancera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. xD Dobrze, dobrze. Nigdzie mi się nie spieszy ;)

      Usuń
    2. Jak w ogóle mogę określić Twojego bloga? Fantastyka? Steampunk? Z jakim gatunkiem się utożsamiasz? Muszę coś wpisać w polecanych. ; )

      Usuń
    3. Możesz wpisać kryminał i tyle xD
      A tak na serio, to IMO fantastyka będzie najmniej mylącym czytelnika określeniem ;)

      Usuń
    4. Niekoniecznie. Fantastyka jest dość szerokim określeniem i można spodziewać się postapokalipsy, science fiction, fantasy i tak dalej. Tytuł bloga wskazuje na fantasy, bardziej średniowieczne, pozbawione magii. Przynajmniej mnie się tak kojarzy. A że jest inaczej...

      Usuń
    5. Przez to, że fantastyka jest tak szerokim określeniem, wydaje mi się być najbardziej adekwatna i z nią najbardziej się utożsamiam. A jak już naprawdę potrzebujesz coś konkretniejszego, to jak już chyba mówiłam - próbuję wcelować się w jakiśtam dieselpunk.

      Usuń
    6. Za mało jednak tego elementu "diesel" i "punk". Przynajmniej do szóstego rozdziału, bo nie wiem, jak jest dalej. ; )
      Stanęło na "fantastyce". Ludź, który zbłądzi i trafi na mojego bloga, będzie mógł sam określić gatunek.

      Usuń
    7. Jak mawiał klasyk: no i fajnie ;)

      Usuń
  2. witaj!
    Chciałbym Cię serdecznie powiadomić, iż zostałaś nominowana do LBA na blogu:
    https://jestemtwoimbratem.blogspot.com/p/lba-2.html

    OdpowiedzUsuń
  3. No hej.

    Bardzo ciekawy rozdział. Albo Interludium. Jak zwał, tak zwał.

    Coś w tym jest, że obecnie (nie wiem, jak było kiedyś) ludzie w większości zazdroszczą nie dobrego wykształcenia czy inteligencji, a popularności, pieniędzy i tak dalej. Może to moje mylne wrażenie, ale rzadko słyszałem tekst "chciałbym/chciałabym być tak bardzo inteligentny/a jak on/ona" albo "gdybym był/a tak inteligenty/a, to bym zrobił/a to i tamto". Trochę smutne, bo jednak jest wiele wartości, które chociażby dla mnie są ważniejsze niż spora liczba znajomych i to, że każdy potrafi mnie rozpoznać na ulicy.

    Z tą cnotą to różne i czasami zabawne rzeczy są. W sensie chodzi mi o sam fakt posiadania błony, która może "pęknąć" nawet podczas rozciągających ćwiczeń, które z żadnymi intymnymi sprawami nie mają za wiele wspólnego.
    Pamiętam, że kiedyś w naszej kulturze była tradycja, że albo rodzina i znajomi towarzyszyli podczas nocy poślubnej albo następnego dnia przychodzili i sprawdzali, czy małżeństwo zostało skonsumowane. W jednej książce pan młody po prostu naciął skórę na ręce, żeby kilka kropel krwi spadło na pościel, bo nie mieli ochoty na harce. A dowód musiał być.

    Zastanawiam się, jak Narietta poradzi sobie ze swoją misją. Nie wydaje się być wyrachowaną osobą, która bez skrupułów mogłaby namówić Erika na ożenek. O ile ten w ogóle zdecydowałby się sięgnąć po koronę, a to wydaje się być niepewne, skoro został smokobójcą. Zabawne, że postąpił tak nierozważnie, że nosił przy sobie rapier. Przecież ktoś w końcu by się spostrzegł, jak to już miało miejsce.

    Pozdrawiam,
    graf zer0.

    OdpowiedzUsuń

Smokobójca

Gdy Imperium toczy wojna domowa, a mniejsze państewka próbują umocnić swoją pozycję, na kontynencie smoki stają się niechcianymi szkodnikami, które niszczą wioski i kradną złoto. Zawód smokobójcy staje się coraz bardziej zyskowny, a wielu próbuje swoich sił w starciu z gadami, jednak tylko nieliczni są w stanie zdobyć kilkuletnie doświadczenie. Erik sam siebie uważa za najlepszego w tej nietypowej profesji, jednak szybko okazuje się, że zabicie smoka jest dopiero początkiem jego problemów. Niespodziewanie staje się jednym ze świadków morderstwa i musi odkryć kto zabił starego bankiera.

Poszukiwany

Podjęte w przeszłości decyzje miały konsekwencję, które Erik nie do końca przewidział. Trudno stwierdzić, czy jakość jego życia wzrosła czy zmalała. Z pewnością było zupełnie inaczej, niż się spodziewał, dlatego w końcu padną pytania, na które nigdy nie chciał odpowiadać.
W tym samym czasie, zaskoczony nieoczekiwanym rozwiązaniem prowadzonej przez siebie sprawy, detektyw Salar zaczął coraz głębiej drążyć w przeszłości rodziny Tremaine. Uzyskane odpowiedzi w niepowołanych rękach mogą okazać się bardzo niebezpieczne dla całego kraju.
W Trezonie sprawy zaczynały przybierać zły obrót dla Białych. Błękitna Księżniczka rozpoczęła wojnę totalną i nie zamierzała się wahać, by ostatecznie przejąć władzę w Imperium.
Świat nie zmienił się jakoś szczególnie odkąd zamordowano pana Tremaine. Imperium dalej walczyło samo ze sobą, a smoki nadal były traktowane jak szkodniki, które napadały na wioski i kradły złoto. Zawód smokobójcy cały czas pozostawał bardzo zyskowny, tylko czy warto ponosić ryzyko, gdy już nie jest się samemu?

Imperium

W zależności od miejsca pochodzenia historyka, kroniki różnią się opisem Upadku Isarii. Trezońscy kronikarze w swoich zapisach podkreślali niewątpliwy talent polityczny imperatora Artema. Przez potomnych został on nazwany Artemem Żelaznym, bowiem jego wola - niczym żelazo - łatwiej pękała niż uginała się. Badacze historii z innych państw natomiast uwielbiają umniejszać jego dokonania, przypisując część pomysłów jego faworycie, księżniczce Aili. Jak było naprawdę? Trudno powiedzieć. Jedno jest pewne, nawet w najbardziej fantastycznie brzmiącej legendzie tkwi ziarenko prawdy.