15. "Porwanie"

Nowoczesny automobil mknął przez brukowane monkijskie ulice, odwożąc Nari do hotelowego apartamentu. Mimo, że wszystko było dokładnie takie, jak powinno, nie mogła powstrzymać drżenia rąk. Chyba jej emocje po wyjściu do opery jeszcze nie do końca opadły.
– Porozmawiałaś z młodym Blundem, tak jak cię prosiłem? – Ian przykrył dłonią rękę siostry. – To bardzo zaradny człowiek i ambitny polityk. Jeśli wystartuje w kolejnych wyborach, miejsce w senacie ma w kieszeni.
– Przez cały wieczór trzymał się blisko Rakana, więc nie miałam sposobności by podjąć z nim rozmowę – odpowiedziała Narietta. Obecność brata w ogóle jej nie uspokajała, wolała raczej być już sama. Znał ją na wylot, dlatego szybko rozpoznał wymówkę.
– Coś ci się w nim nie spodobało? – westchnął ciężko mężczyzna. Z kieszeni marynarki wyciągnął srebrną papierośnicę i pospiesznie zapalił papierosa. Smród tytoniu natychmiast rozniósł się po całym wnętrzu pojazdu. – Rozmawiałem z nim kilka razy i sprawiał dobre wrażenie. Przy bliższym poznaniu bez wątpienia jeszcze zyska. Myślę, że się z nim dogadasz i będziecie dobraną parą.
– Jest mojego wzrostu – wypaliła Narietta, gdy Ian zaciągał się dymem papierosowym. – Poza tym jest najlepszym kolegą Rakana. Nie wiem, co mógł o mnie słyszeć...
Bankier protekcjonalnie poklepał siostrę po głowie, zupełnie demolując jej misterną fryzurę. Na całe szczęście przez okna widać już było jasno rozświetlony Hotel Monkijski. Męka sztywnej rozmowy będzie trwała jeszcze tylko chwilkę.
– Nie jesteś partią, którą można odrzucić tylko przez wzgląd na plotki – stwierdził autorytarnie mężczyzna, mrużąc oczy. – Powinnaś być bardziej pewna siebie, przecież o nic nie żebrzesz. W niczym nie jesteśmy gorsi od hrabiów. – Na jego ustach wykwitł uśmiech. Ian bezceremonialnie dał Narietcie pstryczka w nos. – A ty przecież jesteś bękarcią księżniczką. Bądź z siebie bardziej dumna.
– Wiesz równie dobrze jak ja, że to nieprawda! – Dziewczyna trąciła brata w ramię. On tylko zaciągnął się papierosowym dymem. – Jak to się stało, że ludzie wierzą tę głupią bzdurę?
– Kto to wie? – Samochód przystanął obok hotelu, a Narietta pospiesznie otworzyła drzwi. Już miała wychodzić, gdy usłyszała:
– Odprowadzić cię?
– Nie, nie trzeba. – Posłała bratu starannie wyćwiczony uśmiech. – Powinieneś szybko wracać do domu. Pewnie Doti za tobą tęskni.
Pospiesznie opuściła pojazd, czule machając na pożegnanie. Ian nie kazał kierowcy natychmiast odjechać. Starannie rozejrzał się po okolicy i dopiero gdy upewnił się, że w okolicy nie kręcą się żadne podejrzane typy, pozwolił kierowcy wolno odjeżdżać. Nari odwróciła się na pięcie, pospiesznie ruszając do hotelu. Dzisiejsza noc była ponura, a ona nie miała ochoty po raz kolejny kusić losu.
Ściskała dłonie w piąstki tak mocno, aż palce jej zbielały. Zadrżała, gdy usłyszała czyjeś szybko stawiane kroki. Ktoś zwyczajnie bardzo się spieszył, próbowała wytłumaczyć swoje zjawisko. Było już późno, pewnie jakiś nadgorliwy zapomniał się w pracy i teraz wraca do domu. To centrum miasta, stolica, nikt nie ośmieli się jej napaść. Nie tutaj, gdy wystarczy jeden krzyk, by inni ludzie przybyli jej na pomoc. Dyskretnie rozejrzała się po opustoszałej okolicy, sztywno idąc w kierunku wejścia do hotelu. Mimo tego zabiegu, dała się zaskoczyć i podskoczyła z piskiem, gdy poczuła czyjąś dłoń na ramieniu.
– Ciii, to tylko ja. – Obecność Erika uspokoiła nieco Nariettę. Z nim była bezpieczna.
– Co ty tutaj robisz o tej porze? – zapytała, gdy tylko udało jej się opanować drżenie głosu. Splotła ze sobą palce obu dłoni, zręcznie ukrywając jak bardzo się trzęsą. – Jest już bardzo późno.
Miał poważną minę, gdy na nią patrzył. Czy myślał, że ciągle się na niego gniewała za ich ostatnie spotkanie? Nari próbowała cokolwiek odczytać z jego nieugiętego spojrzenia, ale ciemne oczy Erika nie zdradzały żadnych emocji.
– Chcę z tobą porozmawiać – oświadczył.
– O tej godzinie? – Smokobójca ruszył do hotelu, nie przejmując się, że łamie wszelkie zasady. I te obowiązujące hotelowych gości i te, które świadczyły o dobrym wychowaniu
Gdyby Nari miała opisać Erika jednym słowem, stwierdziłaby, że jego naturę najlepiej określa wyraz „chimeryczny". Jeszcze nigdy nie spotkała człowieka o równie zmiennej naturze. Kiedy chciał, był dla niej troskliwy i miły, by chwilę później zmienić się w cynika, któremu na niczym w życiu nie zależy. Czasami nawet zachowywał się, jakby cały świat należał do niego, depcząc kulturowe konwenanse i udowadniając swoją wyższość nad resztą ludzi. Co gorsza, każda z tych masek idealnie pasowała do niego, ale Narietta wolałaby wiedzieć, jaki jest naprawdę.
Już dawno minęła północ i przyjmowanie gości o tej porze naruszało hotelowe zasady. Dlatego po cichu przekradali się przez wyłożone wykładziną korytarze i nie odzywając się do siebie słowem, póki nie przekroczyli progu księżycowego apartamentu.
Nari nigdy nie sądziła, że szarpnięcie może być tak przyjemne. Nie siląc się na subtelności, Erik przyciągnął ją do siebie, gdy tylko zatrzasnęły się za nimi drzwi. Jego koszula pachniała palonym pieprzem i była przesiąknięta ciepłem mężczyzny, a na szyi utrzymywał się zapach piany i wody kolońskiej. Wtuliła twarz w bark smokobójcy, chcąc jak najdłużej cieszyć się tym drobnym gestem. Wszystko pękło jak mydlana bańka, gdy w końcu padło pytanie, którego miała nadzieję nigdy nie usłyszeć.
Twoje zniknięcie... To nie było żadne porwanie, prawda? – Narietta zesztywniała. Powoli wysunęła się z ramion Erika i zaczęła wycofywać, póki nie natrafiła na jakiś mebel.
– Nie wiem o czym mówisz – zapewniła, siląc się na jak najbardziej czarujący uśmiech. Byle niczego nie dać po sobie poznać. – Oczywiście, że to było porwanie! Bo co innego?
– Czy ty uciekłaś z domu? – Energicznie pokiwała głową, czując łzy cisnące się do oczu.
– Oczywiście, że nie! – zapewniła panicznie, unikając spojrzenia mu w twarz. – Zresztą, jest już późno. Nie mam ochoty o tym mówić! Albo zmień temat rozmowy na jakiś przyjemniejszy, albo idź już sobie! – Przez moment dostrzegła wahanie na jego twarzy. Pewnie bił się ze swoimi myślami. Z jednej strony musiał być bardzo ciekawy, z drugiej to prawdopodobnie jedyna okazja, gdy mieli do dyspozycji długie godziny tylko we dwoje. Ogromną stratą byłoby ich nie wykorzystać.
Nari doskonale wiedziała, jak jej łzy działają na płeć przeciwną. Pozwoliła więc kilku spłynąć po policzkach, gdy tylko Erik zbliżył się wystarczająco blisko, by je dostrzec.
– Nie musisz się wstydzić ucieczki. Nie przede mną. Jestem pewny, że miałaś ważne powody, by to zrobić – zapewnił, wycierając wierzchem dłoni mokre ślady po słonych kroplach. Nie omieszkał również musnąć palcami jej blizny na policzku.
– Kiedy ja naprawdę nie mam pojęcia o czym mówisz! Skąd w ogóle ten absurd przyszedł ci do głowy?!
– Właściwie, to upewniłem się dopiero, gdy zobaczyłem jak sama idziesz do hotelu. Nie wydaje mi się, by ktoś, kogo dopiero co porwano z własnego łóżka, pozwoliłby sobie na samotny spacer. – wyjaśnił pokrótce, obejmując jej ciało. – Dużą robotę odwalił też policjancik, którego dziś po południu zgnoiłem za szkalowanie cię. Zadał dużo celnych pytań i przez nie zwątpiłem w twoją wersję. Czemu komuś zależałoby na twoim porwaniu? Jak można było dokonać tak idealnego porwania? Dlaczego ktoś, kto zadał sobie tyle wysiłku, miałby zostawić cię na pastwę smoka? To było bez sensu. Wniosek nasuwa się sam: żadnego porwania nie było. – W tonie jego głosu nie było słychać ani krztyny nagany dla zachowania Nari. Było w nim za to dużo... Współczucia? – To dlatego ostatnim razem tak bardzo przejęłaś się tym policjancikiem, prawda? Nie dlatego, że cię obrażał, ale ponieważ jako jedyny faktycznie podejrzewał twoją ucieczkę? Bałaś się, że odkryje prawdę?
– TO WCALE NIE JEST PRAWDA! – Rozpłakała się jak mała dziewczynka, uparcie kręcąc głową. Już wcale nie siliła się na ładne wyglądanie, zamiast tego ukryła twarz w dłoniach, by uniknąć jego współczującego spojrzenia na sobie.
Nie znosiła, gdy ktoś patrzył na nią w ten sposób. Czuła się przez to jak ofiara losu, a przecież w gruncie rzeczy miała dobre życie. Zawsze dostawała to, czego chciała. Bez względu na to, czy życzyła sobie słodyczy, nowych fatałaszków czy drogiej biżuterii, dziadek zawsze spełniał jej zachcianki. Nieliczni na świecie mieli podobną wygodę, nawet Doti, chociaż była księżniczką, musiała dobrze się uczyć, by móc sobie dogadzać. Narietta nie miała takich obowiązków. Wystarczyło, że ślicznie wygląda na przyjęciach. Jak pasująca ozdoba.
Nie pamiętała, kiedy spostrzegła, że wcale nie musi się starać. Nie powinna też być mądra ani oczytana. Ba! Że nawet lepiej dla niej będzie, jeśli nie zrozumie wszystkiego i ze słodkim uśmiechem dopyta o szczegóły. Tak, by ci mądrzy mężczyźni mogli z pobłażliwą miną wytłumaczyć jej po raz kolejny szczegóły świeżo wprowadzonego zakazu anatocyzmu i dlaczego emancypantki zrujnują ten kraj. Później spacerowali z nią pod ręką, dumnie szczerząc się do innych, gdyż oto właśnie udało im się zdobyć najładniejsze trofeum na przyjęciu.
Kiedy Erik znowu ją przytulił, jego dłonie nie błąkały się na dole jej pleców, próbując niby przypadkiem dotknąć jej pośladków. Zresztą, on nie był z tych, którzy bawią się w jakieś subtelności i jeśli chciałby czegoś od niej, po prostu by to sobie wziął, nie zwracając uwagi na jej uczucia. Niektórzy mężczyźni już tak po prostu mieli, że brali co tylko chcieli.
– Ja naprawdę nie chciałam uciec – załkała. – I wcale nie uciekłam! – dodała nagle. Przez moment walczyła sama ze sobą i poczuciem wstydu.
On nie był jej przyjacielem, przecież ledwo się znali. Nic o nim nie wiedziała, poza tym, że zabijał smoki. Nie miała też pojęcia, jak ją oceni, jeśli przyzna się do swojej piramidalnej głupoty. Czy też zacznie o niej myśleć wyłącznie w kategoriach ozdoby przyjęcia? Pokręciła głową, odmawiając zeznań. Niczego więcej mu nie powie. Podniosła na niego wzrok i stłumiła płacz, gdy odgarnął jej włosy z twarzy. Będzie musiała go czymś zająć, by przestał zadawać niewygodne pytania.
Erik nie był tak bardzo przystojny jak Rakan, zwłaszcza z tymi paskudnymi ranami na twarzy, ale Narietta znała też wielu mężczyzn znacznie brzydszych od niego. Noc spędzona z nim nie powinna być wielką krzywdą, dlatego drżącą ręką sięgnęła do skórzanego paska jego spodni. Przez chwilę niewprawnie szarpała się z zapięciem, nie mogąc sobie z nim poradzić. Dlaczego to cholerstwo nie chce się rozpiąć?!
– Daj spokój! – Usłyszała, gdy w końcu udało jej się otworzyć klamrę. – Nie musisz tego robić.
– Ale chcę – skłamała cicho. Nie miała pojęcia co dalej robić. Powinna już ściągnąć mu spodnie, czy może najpierw spróbować z koszulą? – A ty tego nie chcesz?
– Nie, kiedy jesteś taka rozbita. Nie wiem, o co chodzi, ale naprawdę nie musisz przede mną niczego udawać. Zdążyłem zauważyć, że pościsz i właściwie nie spotykasz się z nikim poza bratem. Jeśli seks ze mną ma być kolejnym rodzajem jakieś kary, którą wymierzasz sama sobie, to ja nie chcę brać w tym udziału. – Erik ściągnął dłonie Narietty ze swoich spodni, podczas gdy ona nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała. Odmówił jej. On. Taki zwyczajny smokobójca. Odmówił. JEJ. Jak to możliwe? Niemal czuła, jak coś w niej pękło. – Po prostu powiedz mi, jak było. Co ci zależy?
– Bo ty nie rozumiesz jak bardzo jest mi wstyd! – wypaliła w końcu, łamiącym się głosem. – Ja naprawdę nigdzie nie uciekłam. Po prostu pokłóciłam się z dziadkiem, już nawet nie pamiętam o co i wyszłam. Nie mogłam na niego patrzeć.
Wędrowałam trochę po mieście, ale to mnie znudziło, więc poszłam do portu oglądać statki powietrzne. Tam poznałam tamtą dwójkę, chłopaka i dziewczynę. Naprawdę nie wiem, czemu ich posłuchałam. Zwyczajnie, byli dobrze ubrani, głośni i bardzo radośni. Gdy zaproponowali wspólną wycieczkę, nawet przez myśl mi nie przeszło, że mogą być oszustami. Potrzebowali tylko trochę pieniędzy. Więc w nocy, gdy wiedziałam, że dziadek już śpi, zakradłam się do domu i wzięłam skrzynkę ze swoją biżuterią. Tylko te perły zostawiłam – Nari wskazała na swój imponujący sznur pereł – bo były nowe. Część szybko spieniężyliśmy i mieliśmy prawie dwieście koron na dobrą zabawę.
Dobrze słyszała, jak Erik głośno bierze oddech, słysząc imponującą kwotę. Jego reakcja sprawiła, że poczuła się jeszcze gorzej. Jak ostatnia, naiwna idiotka.
– Ja wtedy nie wiedziałam ile to jest warte. Na początku było dobrze. Pierwsze noce spędziliśmy w luksusowych hotelach, jedliśmy i piliśmy najdroższe rzeczy z kart. I podróżowaliśmy dalej na zachód. Później zaczęło robić się nieprzyjemnie. On coraz częściej padał nieprzytomny. Nie wiem, chyba brał jakieś narkotyki. Ona bardzo dużo piła.
Ja... Nie chciałam im dać więcej pieniędzy. Poszarpałam się z nimi, gdy wsadzali mnie do automobilu, on prowadził, a ona mnie trzymała. Nie mogłam sobie z nią poradzić. Później wpadli na pomysł, jak mnie ukarzą za to, że skąpię na nich. Wysadzili mnie nagą gdzieś w tych przeklętych górach i w tym stanie kazali wracać.
Narietta ręką stłumiła szloch, który targnął jej ciałem. Wyznawanie prawdy było okropnym uczuciem. Czuła się tym gorzej, gdy widziała jak Erik robi się coraz bardziej nią rozczarowany. Trzeba było siedzieć cicho i nic nie mówić.
– A smok? – zapytał cicho, odsunąwszy się nieco od niej. – Gdzie w tym wszystkim jest miejsce na smoka?
– Najpierw stałam tak przy drodze i nie chciałam, żeby ktokolwiek mnie zobaczył. Myślałam, że oni jeszcze się opamiętają. Wrócą po mnie. Nie wiem ile czasu minęło, gdy zobaczyłam jak na niebie krąży smok. Był ogromny i zielony, więc schowałam się w jednej z jaskiń i tam czekałam. Resztę historii już znasz.
– A złoto w skrzynce? A twoje kajdany? – Głos Erika był zimny, a on wyglądał na wściekłego. Na szczęście Nari nie musiała mu tłumaczyć, że i w tej sprawie kłamała. Złoto już wcześniej tam było i pewnie, wcale nie było smocze, a kajdany... Założyła sobie sama, żeby wyglądało, jakby spędziła dni w jaskini.
– Przepraszam, dobrze? – załkała. – Wiem, że jestem okropna, ale ja naprawdę nie chciałam, żeby to tak się skończyło. I najgorsze jest w tym to, że ja nawet nie zdążyłam przeprosić dziadka. On zawsze był dla mnie dobry i z całą pewnością martwił się o mnie, a ja nie zdążyłam mu nic powiedzieć.
Nawet nie drgnęła w proteście, gdy skradł pocałunek. Czule musnął jej wargi, jakby chciał tą leniwą pieszczotą dodać otuchy. Narietta rozpaczliwie potrzebowała jego siły, dlatego z niemniejszym od niego zaangażowaniem odwzajemniła czułość.
– Nie bądź dla siebie zbyt surowa – w końcu wyszeptał jej na ucho. – Może i jesteś naiwna czy trochę głupiutka, ale na pewno nie okropna. To nie była twoja wina, tylko ich. Jestem też pewny, że dziadek wszystko ci wybaczył, gdy tylko zobaczył cię całą i zdrową.
Pocieszenie, było równie niespodziewane, co miłe. Nari sądziła raczej, że usłyszy tyradę o swojej skrajnej nieodpowiedzialności i głupocie. Tymczasem została nazwana jedynie „trochę głupiutką", co wcale nie brzmiało jak jakaś okropna inwektywa. Co więcej, to powiedział Erik, a przecież on zawsze mówił to, co myślał.
Ulga podzielenia się z kimś swoim problemem, była nie do opisania. Czuła się jak balonik, z którego uszło całe powietrze i wcale nie opierała się, gdy Erik poprowadził ją do sypialni. Gdyby nie on, chyba musiałaby się doczołgać do swojego łóżka. Nagle też wydał jej się bliższy niż ktokolwiek inny na świecie.
Ledwo zdołała samodzielnie przebrać się w koszulę nocną. Gdy stała przed dużym lustrem w swojej garderobie, niemal nie poznała swojego odbicia. Wyglądała paskudnie w rozmazanym makijażu, z czerwonym, opuchniętym nosem i włosach w nieładzie. Przez głowę przyszło jej nawet na myśl, że jeśli tak cały czas wyglądała, to nic dziwnego, że jej nie chciał. Później przypomniała sobie, że ją pocałował. Nie cmoknął, jak przyjaciel, tylko pocałował z całą mocą, jaką tylko może nieść ta czułość. Doprowadzając się do porządku, zapragnęła dostać od niego więcej takich gestów, więc poprosiła, by został z nią na noc. 


3 komentarze

  1. No hej.

    Przyjemny rozdział do czytania. W końcu wyjaśniła się ta sprawa z ucieczką/porwaniem. I dobrze.
    Mam jednak nadzieję, że "Smokobójca" nie przemieni się w tani romans. I wyznam, że szczerze żałuję, że nie opisałaś jego życia przed tym, jak spotkał dziewczynę. W sensie chciałbym przeczytać po prostu więcej przygód o tym, jak wiódł żywot łowcy smoków.
    Coś jak z Wiedźminem. Opowiadania były strasznie klimatyczne, ale jak Geralt wplątał się w większą intrygę (czyli Pięcioksiąg), to już nie było tak fajnie.
    Takie moje małe życzenie. : )

    Coś czuję, że Erik też jej wyjawi parę swoich tajemnic, żeby bilans "strat" został wyrównany. Fajnie byłoby też poczytać o tym, dlaczego zdecydował się porzucić swoje dawne życie i został zabójcą przerośniętych jaszczurek.

    Pozdrawiam,
    graf zer0.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, dysponuję ograniczoną ilością czasu. Dlatego życia Erika sprzed poznania Nari, zarówno tego książęcego, jak i smokobójczego jeszcze wrócę. Jego motywy wyjaśnię. Ale wszystko w swoim czasie, więc jedyne o co proszę, to o Twoją cierpliwość.

      Poza tym czuję, że muszę się podzielić jedną rzeczą: jesteś kolejną osobą, która w stosunkowo krótkim czasie wyciąga Wiedźmina w porównaniu (a może raczej w odniesieniu) do mojego "smokobójcy", a ja, leser, tytułu nie czytałam. Czy moja idea faktycznie jest aż tak podobna do dzieła Sapkowskiego?

      Usuń
    2. Założenia są podobne. W obu przypadkach masz bohaterów, którzy zajmują się zabijaniem potworów. Oczywiście Geralt nie ruszał smoków, bo to inteligentne stworzenia, ale obaj zarabiali na tym, czego nikt inny nie chciał robić. Koncepcja człowieka drogi jest podobna, chociaż u Ciebie na razie brak wędrowania.

      I spokojnie, jest masa opowiadań i książek, które korzystają z motywu człowieka drogi. Mogę tu podać przykład Koniasza z serii książek Miroslava Zambocha. A to niejeden taki bohater.

      Nie da się ustrzec do porównań z innymi książkami. Tak naprawdę, to ciężko wymyślić jakąś całkiem nową fabułę.

      Uniwersum Metro 2033 - prawie każda książka jest o tym, że pojawia się jakieś zagrożenie, ludzie odkrywają jakieś tajemne podziemia albo muszą udać się bardzo daleko. Założenia są podobne, fabuła jest znacznie inna.

      W dużej części fantasy masz królestwo, wielkie zło, które my zagraża, jednego bohatera, jakieś klejnoty czy inne magiczne świecidełka itd.

      Więc spokojnie. Są podobieństwa do Wiedźmina, ale to nie czysta kalką. Po prostu masz podobne założenia, czego trudno uniknąć w przypadku fantasy.

      Jestem cierpliwy, więc poczekam na kolejne rozdziały. Przy okazji nadrobię inne blogi ; )

      Usuń

Smokobójca

Gdy Imperium toczy wojna domowa, a mniejsze państewka próbują umocnić swoją pozycję, na kontynencie smoki stają się niechcianymi szkodnikami, które niszczą wioski i kradną złoto. Zawód smokobójcy staje się coraz bardziej zyskowny, a wielu próbuje swoich sił w starciu z gadami, jednak tylko nieliczni są w stanie zdobyć kilkuletnie doświadczenie. Erik sam siebie uważa za najlepszego w tej nietypowej profesji, jednak szybko okazuje się, że zabicie smoka jest dopiero początkiem jego problemów. Niespodziewanie staje się jednym ze świadków morderstwa i musi odkryć kto zabił starego bankiera.

Poszukiwany

Podjęte w przeszłości decyzje miały konsekwencję, które Erik nie do końca przewidział. Trudno stwierdzić, czy jakość jego życia wzrosła czy zmalała. Z pewnością było zupełnie inaczej, niż się spodziewał, dlatego w końcu padną pytania, na które nigdy nie chciał odpowiadać.
W tym samym czasie, zaskoczony nieoczekiwanym rozwiązaniem prowadzonej przez siebie sprawy, detektyw Salar zaczął coraz głębiej drążyć w przeszłości rodziny Tremaine. Uzyskane odpowiedzi w niepowołanych rękach mogą okazać się bardzo niebezpieczne dla całego kraju.
W Trezonie sprawy zaczynały przybierać zły obrót dla Białych. Błękitna Księżniczka rozpoczęła wojnę totalną i nie zamierzała się wahać, by ostatecznie przejąć władzę w Imperium.
Świat nie zmienił się jakoś szczególnie odkąd zamordowano pana Tremaine. Imperium dalej walczyło samo ze sobą, a smoki nadal były traktowane jak szkodniki, które napadały na wioski i kradły złoto. Zawód smokobójcy cały czas pozostawał bardzo zyskowny, tylko czy warto ponosić ryzyko, gdy już nie jest się samemu?

Imperium

W zależności od miejsca pochodzenia historyka, kroniki różnią się opisem Upadku Isarii. Trezońscy kronikarze w swoich zapisach podkreślali niewątpliwy talent polityczny imperatora Artema. Przez potomnych został on nazwany Artemem Żelaznym, bowiem jego wola - niczym żelazo - łatwiej pękała niż uginała się. Badacze historii z innych państw natomiast uwielbiają umniejszać jego dokonania, przypisując część pomysłów jego faworycie, księżniczce Aili. Jak było naprawdę? Trudno powiedzieć. Jedno jest pewne, nawet w najbardziej fantastycznie brzmiącej legendzie tkwi ziarenko prawdy.