14. Szaleństwo

 Usłyszawszy zadane przez Lira pytanie, początkowo wściekły smokobójca parsknął szaleńczym śmiechem. Co gorsza, Salar w ogóle się jemu nie dziwił. Dla kogoś patrzącego na to wszystko z boku, cała sytuacja mogła zakrawać na nędzną farsę. Że też temu Lirowi nie wstyd być aż tak bezpośrednim!
Ja?! Wielkim Księciem Krwi Trezonu? Ja?! – Erik Veleno prawie pokładał się na podłodze ze śmiechu. Nagle jego rozweselenie zniknęło równie szybko, jak się pojawiło. – Co za bzdura!
– A jednak poproszeni o opinię znawcy broni jednogłośnie oświadczyli, że twoja broń to „Mroźny Kieł”, który od zawsze należał do rodziny imperatorskiej – nie ustępował w swoich teoriach Lir. Salara ciekawiło, dlaczego z takim zacięciem podchodzi akurat do tej sprawy. Oczywiście, chłopak od zawsze był trochę narwany i nie grzeszył nadmierną grzecznością, jednak to co wyprawiał dookoła smokobójcy oraz panny Tremaine przechodziło ludzkie pojęcie.
– Ciekawe, czy ci twoi znawcy chociaż kiedykolwiek widzieli uszlachetnioną stal na oczy… – burknął Veleno.
Stary detektyw pokręcił z dezaprobatą głową, nie wierząc, że naprawdę jest świadkiem tej sceny. Nie dość, że te zamknięte w jednym pokoju dwa koguty zaraz rzucą się sobie do gardeł, to jeszcze szalona teoria Lira okazywała się być coraz bardziej prawdziwa. Jeśli Erik Veleno był świadomy posiadania rapiera z uszlachetnionej stali, dlaczego nie próbował go sprzedać? Z pewnością wielu snobów zapłaciłoby każdą cenę za broń z tak rzadkiego kruszcu. A ten młody człowiek wolał szlajać się po świecie i mordować smoki, zamiast wieść wygodne życie.
– Zresztą, to bez sensu! – W tym momencie trudno było się nie zgodzić ze smokobójcą. – Tak na zdrowy rozum, jeśli miałbym być księciem Trezonu to czemu jestem tutaj, w Neustii? Dlaczego sypiam w podrzędnych hotelach zamiast mieszkać w pałacu czy imperatorskim apartamencie? Dlaczego nie mam żadnej służby? Dlaczego nie otacza mnie tabun kobiet dorównujących urodą Narietcie? Masz też odpowiedzi na to, mądralo?!
Lir uśmiechnął się triumfalnie. Klasnąwszy w dłonie, zmierzył swojego zdenerwowanego oponenta wzrokiem wygranego. Bez dwóch zdań, to brunet wygrał dyskusję, zgodnie ze swoją strategią. Rozwścieczył Trezończyka tak mocno, by zaczął miotać się w emocjach, co dla młodego detektywa stanowiło wodę na młyn i prowokowało do popełniania kolejnych błędów.
– Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że sam wywołałeś temat Tremaine – zaśmiał się Lir. – Oczywiście wszyscy znamy waszą oficjalną wersję wydarzeń, bez względu na to, jak absurdalnie brzmi…
– Kiedy to prawda! – Salar również o tym myślał, ale obecnie niemal całkowicie porzucił pomysł ustalenia zeznań. Przede wszystkim nie widział powodu, dla którego Erik Veleno wspólnie z Nariettą Tremaine mieliby kłamać o okolicznościach swojego poznania. Druga sprawa, gdyby zmyślali, wymyśliliby chyba coś bardziej prawdopodobnego?
– Oczywiście, oczywiście. – Lir zbył zapewnienia smokobójcy protekcjonalnym machnięciem ręki. – Muszę przyznać, że to była szczwana sztuczka. Upierać się przy absurdzie, tak długo, aż wszyscy wam uwierzą. Bo przecież nie jesteście aż tak głupi i stać was na wymyślenie czegoś lepszego. Jestem pewny, że gdyby nie to morderstwo wszyscy by tę bzdurę łyknęli. Na twoje nieszczęście, trafiłeś na mnie, „smokobójco”.
Cofnijmy się więc do samego początku. Do rzekomego porwania Narietty Tremaine w prawdopodobnie piękny, letni wieczór. Nikt nic nie widział, nikt niczego nie wie. W pokoju brak śladów szamotaniny, służba pracuje w domu od wielu lat i jest sprawdzona. Nawet sama zainteresowana nie jest w stanie powiedzieć, jak to się stało, że nagle znalazła się na drugim krańcu kraju, z tygodniem wyrwanym z życiorysu. Mam wierzyć, że było to wszystko sprawka smoka? A może porwanie doskonałe? Skoro tak, to czemu dziewczyna znalazła się cała i zdrowa? Po co ktokolwiek miałby zadawać sobie tyle trudu, by ją porwać? Czemu oddano ją w łapy smoka, gdy można było zadać bardziej pewną i skuteczną, tudzież bardziej bolesną śmierć? To nie ma najmniejszego sensu i na usta ciśnie się tylko jedna odpowiedź. Żadnego porwania nie było, tylko ucieczka.
Zadajmy sobie pytanie: od czego to cudowne uosobienie cnót niewieścich mogło chcieć uciec? Od kochającego dziadka? Od służby i wygodnego życia? Od pięknych sukienek, balów, bankietów i śmietanki neustijskiego towarzystwa?
– Nie ironizuj i przejdź do meritum – odezwał się stanowczo Salar. Pytania zadane przez jego protegowanego celnie trafiały w punkt, sam lepiej by tego nie ujął. Erik natomiast stał oniemiały, jakby jego intryga właśnie zaczęła się sypać.
– Może nie uciekała od czegoś, ale dla kogoś? Sam w sobie, nie jesteś nadzwyczajnym człowiekiem, „smokobójco”, ale jestem pewny, że sama sugestia bycia księciem imperium skłoniła Tremaine do rozwarcia nóg przed…
Nim ktokolwiek zdołał zareagować, blady ze wściekłości Trezończyk wpakował swoją pięść w twarz Lira. Głowa młodego detektywa odskoczyła do tyłu, jak jojo, po czym padł na ziemię i otrzymał kopniaka w brzuch. Miotając bezładnie kończynami, spróbował wstać, ale Erik zasadził mu kolejne kopnięcie i następne. Na jego twarzy odmalowywało się zadowolenie, jakby krzywdzenie policjanta sprawiało mu satysfakcję i przyjemność.
WYSTARCZY! – huknął Salar. Na całe szczęście smokobójca posłuchał, bo w innym przypadku stary detektyw musiałby wezwać pomoc. Wiek, w którym radził sobie z niegrzecznymi osiłkami, miał już dawno za sobą. Nie chciał też ryzykować bójki nie do wygrania w imię złośliwości.
Minęło kilka pełnych napięcia chwil, zanim Lir z jękiem skulił się na podłodze w policyjnym biurze. Twarz miał całą zakrwawioną, a jego nos wyglądał na złamany, ale mógł skończyć gorzej. Veleno w tym momencie wyglądał na kogoś gotowego zamordować w imię obrony swoich wartości.
Może i Lir faktycznie miał rację? Może ten smokobójca faktycznie miał w sobie coś z księcia? Gdy tak stał, prosty i napięty, a jego twarz nabrała pełnych wściekłości ostrych rysów, Salar bez najmniejszego problemu mógł sobie go wyobrazić w paradnym mundurze czy pozującego do portretów. Erik Veleno wyglądał jakby miał zaraz wydać rozkaz rozstrzelania zdrajców.
– Jeśli jeszcze raz dowiem się, że dręczyłeś Nari, skończysz gorzej. – Nie krzyczał w amoku, ani nie wyglądał na zdenerwowanego. Mówił spokojnie, ale w tym momencie Salar wyczuwał coś tak niepokojącego, że to onieśmielało nawet jego, starego policyjnego wyjadacza. Dopiero gdy smokobójca wyszedł, stary policjant rzucił się na pomoc podopiecznemu. Chociaż Lir obficie krwawił ze złamanego nosa, wydawał się nie odnieść żadnego poważniejszego uszczerbku.
– Widziałeś, jak mnie urządził? – Chłopak wyszczerzył zęby. – Wystarczyło tylko, że o niej wspomniałem, a rzucił się na mnie jak zaszczuty ogar. Po takim przedstawieniu nadal masz wątpliwości, jaki rodzaj relacji ich łączy?
Po tym przedstawieniu zostały rozwiane wątpliwości Salara dotyczące wielu spraw. W pierwszej kolejności musiał z całą stanowczością odsunąć Lira od śledztwa, czy to dotyczącego porwania, czy też morderstwa. Jego metody stawały się coraz bardziej nieprzewidywalne i szalone. Możliwe, że podchodził do tego zbyt osobiście. Powinien dać sobie spokój, chociaż na jakiś czas. Praca detektywa nie jest dla wszystkich.
– Jesteś szalony – skwitował Salar ostrożnie pomagając Lirowi się podnieść. Poprowadził chłopaka do najbliższego krzesła i podał mu chustkę, gdy ten bezładnie spoczął. – Czekaj, zaraz sprowadzę jakąś pomoc.
Nie, żeby młody miał jakąkolwiek ochotę gdzieś się ruszyć. Detektyw pospiesznie wyszedł z biura na korytarz komisariatu, a następnie na ulicę, mając nadzieję złapać jeszcze smokobójcę. Mieli przecież umowę i chciał się dowiedzieć wszystkiego, co udało mu się wywęszyć wokół panny Tremaine. Przez chwilę Salar krążył na próżno wokół budynku policji, próbując wypatrzyć z daleka czerwoną czuprynę. Niestety, nigdzie nie było widać Trezończyka.

Nabuzowany złością Erik kurczowo zaciskał dłonie na kierownicy. Cały czas emocje kotłowały się z nim, czego wyrazem była jedna z najbardziej szalonych jazd w jego życiu. Mknął przez monkijskie ulice bez ani odrobiny uwagi, gotowy potrącić każdego nieuważnego przechodnia. Pieprzona Neustia! Że też wylądował akurat w najbardziej purytańskim miejscu na świecie!
Pieprzony policjancik! Co też sobie wyobrażał, rzucając na lewo i prawo jakimiś dziwnymi dywagacjami. Powinien raczej książki pisać, a nie dorabiać jakieś szalone teorie do wydarzeń, które powinien zbadać. I to ma być detektyw, też coś!
Przeklinając w duchu wszystko, co neustijskie Erik mknął automobilem przez wąskie uliczki. Pieprzony bruk! Pieprzony policjancik i pieprzony detektyw! Pieprzny karłowaty smok, białe monkijskie budynki i ulice ciągnące się na planie koła! Pieprzone morderstwo starego Tremaine i… Nie, Nari z pewnością jeszcze nie jest pieprzona. Jeszcze. Akurat tym smokobójca najchętniej zająłby się osobiście. Musiał koniecznie się z nią spotkać i chociaż przez chwilę się napatrzeć. Chociaż to brzmiało ohydnie nawet w myślach Erika, faktem było, że odnajdywał niewiarygodną wręcz przyjemność w patrzeniu na Nari. Zjawisko stawało się tym ciekawsze, że miał świadomość, iż nie widział jej jeszcze w możliwie najlepszym wydaniu, a wrażenie, które już teraz odnosił mogło jeszcze zostać spotęgowane.
Z piskiem opon stanął w miejscu. Nie zwracając uwagi na ryk klaksonów i miotane pod swoim adresem przekleństwa, które wywołał, przetarł zroszone potem czoło i policzył do dziesięciu, próbując się uspokoić i przywołać do porządku. Przede wszystkim powinien przestać myśleć o niej. To bez sensu, jak tak dalej pójdzie, to będzie spalony w Neustii i najlepiej dla wszystkich będzie, jeśli jak najszybciej odzyska Kieł i zaszyje się gdzieś dalej. Chociaż im dalej ruszy na południe, tym bardziej będzie wyróżniać się jako przybysz. Od początku trzeba było rzucić to wszystko w cholerę i wyjechać, póki była okazja. Uniknąłby mnóstwa kłopotów. Z ciężkim sercem Erik ruszył dalej.
Wokół Hotelu Monkijskiego było zebranych mnóstwo nowoczesnych automobilów, przy których żółty pojazd smokobójcy wyglądał nędznie. Ubrani w czarne fraki bogacze i wysoko postawieni dygnitarze tłumnie zbierali się pod ozdobnym wejściem, jakby zanosiło się na wielki bal u samego króla. No tak, dziś miała się odbyć opera.
Nietrudno było dostrzec Nari w tym tłumie. Jej smukła sylwetka w jasnozłotej sukience wyróżniała się na czarnym tle. Wolno szła pod ramię ze swoim bratem, patrząc wprost przed siebie. Nikogo nie uraczyła swoim spojrzeniem, chociaż zebrani niejednokrotnie oglądali się za nią. Wysiadając z automobilu, Erik dobrze widział pełne aprobaty skinienia głową i ukradkowe wskazywanie palcami na dziewczynę. Nic dziwnego, ufryzowana oraz wystrojona, dzisiaj wyglądała jak marmurowy posąg kobiety idealnej, w który tchnięto życie. Smokobójca mógł się założyć, że w tym momencie, nie było na całym świecie nikogo piękniejszego od Nari i gotowy był zrobić wiele naprawdę głupich rzeczy. Dopiero zasłyszane komentarze przywróciły go do porządku.
– Wcale nie jest aż tak piękna, jak mówią plotki. To tylko kolejna chuda lalka. – Kto to powiedział?! Erik rozejrzał się po zgromadzonych, ale nie był w stanie przypasować tubalnego głosu do jego potencjalnego właściciela.
– To wszystko przez te geny. Genów się nie wyplewi, nawet najbardziej rygorystycznym wychowaniem. To nie wina biednego Antosa. Jej matka była dziwką i ona będzie puszczać się tak samo. – Głos był chropowaty i skrzeczący, brzmiał jak źle trącone skrzypce, a jednak każdy z mijanych przez młodzieńca starców wydawał się być bardzo prawdopodobnym jego właścicielem.
– Biedny stary Tremaine przyjął do siebie sierotę i traktował ją jak rodzoną wnuczkę. To dla niej tak strasznie pokłócił się z synem. A ona uciekła z pierwszym lepszym. – Nie mógł już tego słuchać. Chociaż obrzydliwe plotki nie były dla niego niczym nowym, miał ochotę stanąć pośrodku tego tłumu i wyzwać na pojedynek każdego, kto ośmieli się szkalować kobietę jego życia. Naprawdę chciał wykrzyczeć do tych nadętych ważniaków, że od teraz każde ze słowo skierowane przeciwko Nari będzie traktowane jak wyzwanie do wojny całego Imperium.
Wtedy na drodze Erika stanął boy hotelowy. Ten sam, co ostatnio chłopak w porządnym, bordowym uniformie odgradzał go od wejścia do hotelu. Spotkanie go, było jak uderzenie czołem o bruk.
– Pan nie może tutaj wejść – oświadczył stanowczo, próbując wyglądać równie silnie, jak smokobójca. – Polecono mi nie wpuszczać pana do hotelu.
– Kto tak powiedział!? – Erik spróbował wyminąć chłopca, ale ten wyprzedził jego ruchy i znowu blokował mu drogę. Gdy zaś szarpnął go za uniform, spotkał się z niezwykle silnym oporem.
– Ostatnio nasi drodzy goście uskarżali się na pańską natarczywość wobec nich. Dlatego polecono mi nie wpuszczać pana na teren hotelu.
Dalsza szarpanina była bez sensu. Nawet jeśli siłą przestawiłby chłopaka i wszedł do hotelu, nic by tym nie osiągnął. Nari tam nie było, poszła z bratem to opery. W hotelowej restauracji straciłby majątek, nie mogąc się powstrzymać od zamówienia swoich ulubionych smakołyków. Lepiej będzie, jak poczeka na nią na zewnątrz i pokręci się po okolicy. Na świeżym powietrzu lepiej przemyśli, co jej powie. Przecież ostatnim razem, jak spróbował swoich sił we flircie z nią, skończyło się na płaczu i awanturze.
Bez celu ruszył przed siebie, snując plany kawałek po kawałku. Miotał się jak dzieciak między skrajnościami i zastanawiał się, czy jeszcze jest zdrowy, czy może już postradał zmysły. Dopiero co chciał zawijać manatki i czmychać z kraju, a teraz planował wyznawać swoje szaleńcze uwielbienie najpiękniejszej dziewczynie na świecie. A co później? Mógł teraz z daleka podziwiać jej piękno, tak samo jak wielu ludzi tylko z daleka widzi pałace. Mógł nasłuchiwać jej głosu, zastanawiać się jak pachną jej włosy i wyobrażać sobie jak bardzo delikatna w dotyku jest jej jasna skóra. Mógł nawet śnić o niej po nocach, tylko co później?

Przecież skazanie jej na tułaczkę za sobą to żaden dowód miłości, a zwykł egoizm i okrucieństwo. Ona przede wszystkim była damą i należał jej się cały splendor świata, nie wieczna ucieczka przed duchami przeszłości. Prawdziwą ironią losu było, że Erik mógłby dać jej wszystko, gdyby tylko miał wystarczająco dużo siły, by stanąć przeciwko wujowi i siostrze. 

3 komentarze

  1. Hej :) Tu Eredis z ocenialni "Wspólnymi Siłami". Chciałabym spytać, czy nie masz nic przeciwko temu, żebyśmy razem z Leną oceniły Twojego bloga, który jest teraz w wolnej kolejce. Czekamy na Twoją odpowiedź na stronie ocenialni ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hejka.

    Kolejny przyjemny do czytania rozdział.

    Moim zdaniem Erik powinien olać Nariettę, odzyskać swój rapier i po prostu zwiać, obojętnie w którą stronę. Tak to się zwykle kończy. "Maluczki" interesuje się kimś "spoza jego sfer" i przez to wplątuje się w jakąś intrygę. A przynajmniej takiego udawał, skoro okazało się, że jest tym księciem. Teraz pytanie, bo chyba nie do końca przeczytałem dokładnie. Siostra walczyła z młodszym bratem o tron, tak? I tym młodszym bratem ma być Erik?

    Najbardziej z przedstawionych przez Ciebie postaci podoba mi się Salar. Jest ludzki, w sumie zwykły i zna się na swojej robocie itp.
    Narietta to w sumie typ kobiet, który jest dziwny. Taka w sumie porcelanowa lalka, która powinna ładnie wyglądać i pachnieć. Wiem, trochę generalizuję, ale większej sympatii we mnie nie wzbudziła.
    Erik natomiast jest dziwny, jakby nie wiedział, czego dokładnie chce.
    Lir to zbyt ambitny, młody szaleniec.

    Masz literówkę w słowie "pieprzony", gdy było kilka zdań z tym słowem.
    Tak samo w ostatnim akapicie, w słowie "zwykły". Brakuje literki "y".

    I ten tego, znowu pojawia się problem z czasem. Że piszesz początek zdania w czasie przeszłym, a kończysz w teraźniejszym. Albo czas teraźniejszy występuje w następnym.

    A tak, to jest super. :)

    Pozdrawiam,
    graf zer0.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na twoje obydwa pytania moja odpowiedź brzmi: tak - z tym, że walka cały czas nie jest rozstrzygnięta i tak. Wszystko się zgadza. Przeczytałeś wystarczająco dokładnie.

      Też mam słabość do Salara - w przeciwieństwie do pozostałych bohaterów już swoje przeżył i nie musi nikomu niczego udowadniać. Jest z gatunku tych postaci, które czują na karku oddech zbliżającej się emerytury.
      Drugimi postaciami, które bardzo lubię są ex aequo Doti i Lir, bo nie wszyscy bohaterowie niezgadzający się z protagonistą, albo działający wbrew jego woli, są z automatu źli. Czy Lir jest szaleńcem? Do pewnego stopnia pewnie tak.
      Dalej - myślę, że trafiłeś w dziesiątkę z motywacją Erika. Tak, on sam nie wie, czego chce. Wychowywano go jako pierwszego obywatela świata, a później musiał zrezygnować z wygód czy przyjemności, jakich zaznawał jako książę. Człowiek nie tak łatwo odzwyczaja się od dobrego, dlatego myślę, że ponowne znalezienie się w światku stanowiącym ledwie namiastkę tego, do czego był przyzwyczajony jest dla niego trudną próbą charakteru. Własnowolne zrezygnowanie z tego wszystkiego po raz drugi może być awykonalne ;)
      Co do Nari to znowu headshot (moje ego puchnie, gdy widzę, jak moje zamiary przechodzą na czytelnika). Ona jest na razie typową mimozą, która nie wzbudza, ani nigdy nie miała wzbudzać sympatii. Z drugiej strony trudno jej się dziwić - była chowana pod kloszem, miała wszystko na skinienie główki, jej jedynym zadaniem było ozdabiać przyjęcia.

      Usuń

Smokobójca

Gdy Imperium toczy wojna domowa, a mniejsze państewka próbują umocnić swoją pozycję, na kontynencie smoki stają się niechcianymi szkodnikami, które niszczą wioski i kradną złoto. Zawód smokobójcy staje się coraz bardziej zyskowny, a wielu próbuje swoich sił w starciu z gadami, jednak tylko nieliczni są w stanie zdobyć kilkuletnie doświadczenie. Erik sam siebie uważa za najlepszego w tej nietypowej profesji, jednak szybko okazuje się, że zabicie smoka jest dopiero początkiem jego problemów. Niespodziewanie staje się jednym ze świadków morderstwa i musi odkryć kto zabił starego bankiera.

Poszukiwany

Podjęte w przeszłości decyzje miały konsekwencję, które Erik nie do końca przewidział. Trudno stwierdzić, czy jakość jego życia wzrosła czy zmalała. Z pewnością było zupełnie inaczej, niż się spodziewał, dlatego w końcu padną pytania, na które nigdy nie chciał odpowiadać.
W tym samym czasie, zaskoczony nieoczekiwanym rozwiązaniem prowadzonej przez siebie sprawy, detektyw Salar zaczął coraz głębiej drążyć w przeszłości rodziny Tremaine. Uzyskane odpowiedzi w niepowołanych rękach mogą okazać się bardzo niebezpieczne dla całego kraju.
W Trezonie sprawy zaczynały przybierać zły obrót dla Białych. Błękitna Księżniczka rozpoczęła wojnę totalną i nie zamierzała się wahać, by ostatecznie przejąć władzę w Imperium.
Świat nie zmienił się jakoś szczególnie odkąd zamordowano pana Tremaine. Imperium dalej walczyło samo ze sobą, a smoki nadal były traktowane jak szkodniki, które napadały na wioski i kradły złoto. Zawód smokobójcy cały czas pozostawał bardzo zyskowny, tylko czy warto ponosić ryzyko, gdy już nie jest się samemu?

Imperium

W zależności od miejsca pochodzenia historyka, kroniki różnią się opisem Upadku Isarii. Trezońscy kronikarze w swoich zapisach podkreślali niewątpliwy talent polityczny imperatora Artema. Przez potomnych został on nazwany Artemem Żelaznym, bowiem jego wola - niczym żelazo - łatwiej pękała niż uginała się. Badacze historii z innych państw natomiast uwielbiają umniejszać jego dokonania, przypisując część pomysłów jego faworycie, księżniczce Aili. Jak było naprawdę? Trudno powiedzieć. Jedno jest pewne, nawet w najbardziej fantastycznie brzmiącej legendzie tkwi ziarenko prawdy.