II Interludium

Pałac Zimowy, chociaż jego nazwa mogła być myląca, był bez wątpienia najpiękniejszym okazem klasycznej trezońskiej architektury. Zbudowany na planie prostokąta, porażał swoją potęgą i przepychem każdego, kto go odwiedzał. Nawet Kos był pod ogromnym wrażeniem, chociaż wychowywał się w bogactwie dorównującym najlepszym dworom w cywilizowanym świecie. Prawdopodobnie nigdy też nie zapomni tego uczucia, gdy po raz pierwszy przybył do pałacu nie jako gość, ale już jako członek rodziny. Duma pomieszała się z przerażeniem, a upojenie niczym nieograniczoną władzą z poczuciem obowiązku i odpowiedzialności za rację stanu. A wszystko przez te przeklęte białe mury!
W zamierzeniu był to zamek obronny, największy jaki kiedykolwiek powstał w cywilizowanym świecie. Gdy go budowano, znajdował się zaledwie kilkadziesiąt mil od granicy z Isarią, historyczną krainą, teraz całkowicie wcieloną w granice Imperium. Nigdy jednak nie wykazał się jako twierdza – budowa zamków zajęła pół wieku, a na ten czas przypadł akurat okres, który historycy uważają za najbardziej przełomowy w historii Trezonu. Panowanie Artema Żelaznego, największego władcy, jaki kiedykolwiek pojawił się na świecie.
Był tyranem, to niewątpliwe. Za jego panowania imperium powiększyło swoje terytorium dwukrotnie, a Isaria zniknęła z map. Zmiótł z powierzchni ziemi każdego mężczyznę i chłopca, którzy mogliby pretendować do bycia dziedzicem królestwa, jednocześnie trzymając w garści isarską infantkę do końca swojego życia. Pozbawiał ziem i tytułów, każdego próbującego sprzeciwić się jego władzy, a jednocześnie szczodrze nagradzał własnych lojalistów, nadając im piękne i bogate włości. Kos doskonale znał tę historię, w ten sposób jego rodzina została wywyższona. Nazywano ich „imperatorskimi kundlami”, od czego w herbie rodu Kortaj rządził czarny pies na niebieskim polu. Początkowo byli tylko „kundlami”, dzisiaj zaś należeli do największych rodów w imperium i stanowili realną siłę. Najlepszym dowodem na to jest ręka księżniczki Avy, którą udało się zdobyć Kosowi, razem z błogosławieństwem jej ojca, Artema Czerwonobrodego. Gdyby tylko żył wystarczająco długo, by samodzielnie wyznaczyć następcę...
Mężczyzna nagle drgnął, przypominając sobie gorzką prawdę. Już wtedy, piętnaście lat temu, gdy brali ślub, próbowano odsunąć Avę od władzy. Jej pozycja w wojnie z pewnością byłaby lepsza, gdyby miała do dyspozycji wparcie z obcego państwa. Zamiast tego, musiała błagać o pomoc, obiecując w zamian ręki swoich małych córek. Wielu było oddanych jej sprawie, jednak ich przeciwnicy ciągle mieli przewagę. Młody książę, gdy Kos widział go po raz ostatni, był zarozumiałym i głupim chłopakiem. Miał tak paskudny, rozpuszczony charakter, że niewielu chciało przebywać z nim w jednym pokoju. Jednak gdy wybuchła wojna, książę był zaledwie na pograniczu dorosłości i koncertowo dawał sobą manipulować, co stanowiło wodę na młyn dla jego stronników, zwanych Białymi. Wielu z nich miało ambicję zostać szarą eminencją pociągającą za sznurki marionetkowego imperatora.
Najbliższym i najbardziej zagorzałym sojusznikiem księcia był brat jego matki. Liam Lejton, zwany też Białym Markizem, to przebiegły i pozbawiony skrupułów polityk, posiadający spore doświadczenie militarne zdobyte w czasie wojny z Neustią o Zachodnie Góry. Gdy Kos był młodszy, niezmiernie podziwiał jego bezdyskusyjne sukcesy i bardzo żałował, że przyszło mu pojedynkować się na pióra i atrament z tak groźnym przeciwnikiem. Nikt nie miał wątpliwości, że to on jest głową operacyjną po stronie księcia, jednak nikt też nie potrafił go skutecznie usunąć. A plany jego autorstwa robiły się coraz bardziej podstępne i zaciekłe.
Zrobić z Pałacu Zimowego przynętę? To Kosowi nie mieściło się w głowie. Pokusa zdobycia siedziby dawnych imperatorów, powrotu do domu, była tak silna, że dali się nabrać i poszli do walki, jak dzieci. Zdobyli budynek, ale wszelkie symbole władzy, tron, korona, rodowe klejnoty już dawno zostały wywiezione i pozostawały w rękach Białych. Nawet Cisi Zabójcy, straż przyboczna imperatora opowiedziała się po stronie księcia. Bezcelowe zdobycie Pałacu, który po raz pierwszy w swojej historii został użyty zgodnie z własnym przeznaczeniem, pochłonęło wielu ludzi wiernych Avie. Ona zaś nie chciała nawet słyszeć o wycofaniu się i zostawieniu go w rękach wrogów. To przecież był jej dom. To tutaj wychowywała się w przeświadczeniu, że gdy nadejdzie odpowiednia pora, zostanie władczynią. To tu chciała być koronowana, tak samo, jak przed laty wielu jej przodków. To w końcu tu Rada Nieustająca, pod przewodnictwem imperatorowej wdowy, zdecydowała, że następcą tronu nie zostanie księżniczka, a jej młodszy brat.
Kos przetarł chusteczką okrągłe szkła swoich okularów, po czym znowu włożył je na nos. Ociężale podniósł się z krzesła, opierając dłonie na blacie misternie zdobionego biurka. Siwe kosmyki włosów opadły mu niesfornie na czoło, ale był zbyt zmęczony, by się tym przejąć. Zresztą, już dawno zauważył, że wygląda bardziej nobliwie, niż wskazywała na to jego metryka.
Nie skończył jeszcze czterdziestu lat, a jego niegdyś czarne włosy stały się zupełnie siwe. Dawniej czerstwe policzki zmieniły się w ziemiste i opadły, a zszarzała twarz była poorana licznymi zmarszczkami, prawie jak u starca. Wojna była piekłem, nawet jeśli prowadzi się ją w słusznej sprawie, z wygodnego krzesła i z dala od linii frontu.
– Książę Małżonku. – Ledwo Kos wyszedł ze swojego gabinetu, a już spotkał interesanta.
Jego młodszy kuzyn, hrabia Nehem Kortaj był ministrem dyplomacji mianowanym przez Avę. Nie wyglądał imponująco ze swoją posturą przypominającą jajko, ale jego sumienność i pracowitość robiła wrażenie. W ciągu kilku tygodni odwiedził niemal każdą stolicę na kontynencie. – Znowu odmówili. Zdrajcy znowu zakłamują rzeczywistość, ogłaszając naszego imperatora mordercą, kłamcą i uzurpatorem.
– Po prostu chcą nas wyprowadzić z równowagi po ostatnich porażkach, które ponieśli – odparł spokojnie Kos, ruszając powoli w kierunku prywatnych apartamentów. Minister natychmiast poszedł za nim. – Musimy im udowodnić, że jesteśmy ponad te bzdury.
– Imperator jest tym bardzo dotknięta. Wygłaszane kłamstwa brata są dla niej tym dotkliwsze, że po raz kolejny odmówił spotkania z nią. – To nie była żadna nowość. Niemal od samego początku wojny, młody książę wraz z wujem konsekwentnie stosowali serię uników, byleby nie spojrzeć Avie w twarz.
Oficjalnie twierdzili, że nie będą dyskutować ze zdrajczynią stanu, ale Kos nie miał żadnych wątpliwości, że ich zachowanie było powodowane wstydem. Wszyscy dobrze widzieli, że oddanie korony młodszemu bratu było precedensowe. W historii Trezonu to obecnie panujący władca wybierał swojego następcę, jeszcze za życia. Niejednokrotnie też były wybierane córki, stawiając ich prawa do dziedziczenia na równi z synowskimi. Zasady elekcji między potomkami zaczęto stosować dopiero, gdy z jakiegoś powodu imperator nie zdołał wybrać swojego dziedzica, a i w tych przypadkach głównym argumentem było pierwszeństwo urodzenia. Nie było więc powodu, dla którego Ava miałaby zostać pominięta w swych prawach na rzecz brata.
– Boją się bezpośredniej konfrontacji, bo wiedzą, że to oni są buntownikami, a nie odwrotnie. Zresztą, ich zdanie będzie bez znaczenia, gdy zyskamy poparcie wśród innych państw.
– To może być bardzo trudne do wykonania. – Odpowiedź Kortaja zaskoczyła Kosa. – Wielkie Rody w Hagr zajęte są własnymi problemami. Ich wewnętrzna sytuacja jest bardzo napięta i lada dzień może wybuchnąć rewolucja. Wiedząc to, żaden z możnych nie chce zaburzać tego delikatnego statusu quo, który panuje między rodami. Zwłaszcza, że po tak długiej wojnie musi minąć czas, zanim imperator obejmie pełnię władzy i będziemy w stanie odwdzięczyć się za otrzymaną pomoc. Hagryjczycy tego czasu nie mają. Neustia natomiast oficjalnie ogłosiła „życzliwą neutralność” wobec Trezonu, ale tak naprawdę stary król tylko czeka, aż sami siebie wybijemy. Wtedy prawdopodobnie zaatakuje. Nie możemy liczyć na jego poparcie w naszej sprawie.
Szczerze mówiąc, Kos naiwnie wierzył, że w zamian za rękę imperatorskiej dziedziczki otrzyma wsparcie od któregoś z mocarstw. Bez tego, ich sytuacja mogła się diametralnie zmienić. Wojskom Avy powoli zaczynało brakować ludzi, a i coraz mniej było oddanych jej sprawie.
– Ale jest też dobra wiadomość. Słyszałem, że po stracie imperatorskich kopalni złota, Biali mają poważne kłopoty finansowe. Nawet przy użyciu wszystkich prywatnych środków, markiz  Lejton nie będzie w stanie sam sfinansować kampanii zbyt długo. Gdy zbankrutuje jego poplecznicy odwrócą się od niego, a zwycięstwo będzie nasze.
Kos pokręcił głową. Odkąd impas pomiędzy Avą a jej bratem okazał się być bardziej długotrwały niż początkowo przypuszczano, nie wierzył w łatwe zwycięstwa. Bankructwo brzmiało kusząco, ale przecież Biali mieli jeszcze jednego asa w rękawie, o którym nie można było zapominać. Książę cały czas był kawalerem i być może już dawno zdobył potężnego sojusznika w postaci wiana narzeczonej. Co więcej, nie miał żadnych skrupułów, by oczerniać siostrę. Głosił populistyczną papkę, zagrzewając żołnierzy z białą przepaską i, z jakiegoś niezrozumiałego dla Kosa powodu, zdobywał dzięki temu popularność. Nazywał Avę szaloną i okrutną za każdym razem, gdy przegrywał walki oraz mówił o niej, jako jedynej przyczynie wojny, a naród powoli zaczynał wierzyć w jego kłamstwa.
– Co jest potrzebne do prowadzenia wojny? – zapytał cicho Kos, gdy wspinał się po spiralnych schodach wykutych w kamieniu. Jego ciężkie kroki echem odbijały się wśród bogato zdobionych sal.
– Ludzie, broń, pieniądze i żywność – odparł bez wahania minister, zaczynając ciężko dyszeć. – Bez pieniędzy plany zdrajców posypią się jak domek z kart.
– A ja uważam, że ludzie i broń wystarczą w zupełności.
Gdy ludzie Avy dumnie kroczyli na śmierć, jej przeciwnicy uciekali i wylizywali własne rany. Gdy ona zdobywała największe kopalnie złota, jej wrogowie rozdawali żywność wśród tych, których wojna dotknęła w szczególności, a w zamian otrzymali wierność w hutach żelaza i miedzi. Kos musiał być ostatnim głupcem, skoro nie dostrzegł w porę, do czego to doprowadzi.
– Dzięki nim można zdobyć i pieniądze, i chleb – dokończył myśl Książę Małżonek. – Jak możemy przekonać ludzi dla naszej sprawy? Może powinniśmy szukać wsparcia wśród mniejszych państw? Orm, Kartil czy Tauren razem mogą mieć wystarczająco duże siły, by pomóc nam to zakończyć. – Kos i Ava mieli trzy córki. Co prawda były jeszcze malutkie, najstarsza dopiero co skończyła dziesięć lat, ale polityk nie wątpił, że gdy dorosną, będą mądrymi i dobrymi pannami, jak ich matka. Może z mniej niepokornym charakterem.
– Gdyby nas poparli, to władcy, zaprzeczyliby zasadom dziedziczenia, które ustanowiły legitymację władzy ich synów. – Minister pozbawił złudzeń Kosa. – Poza tym mamy aż trzy księżniczki, których władza może być również podważana, jak ich matki, a sam książę na arenie międzynarodowej wydaje się być mocniejszym kandydatem. Co najgorsze, jeśli stałoby się tak, że jednak naszą wojnę wygraliby Biali, każdy, kto nas wspomógł będzie musiał się liczyć z gniewem całej potęgi naszego imperium. Żadne cywilizowane państwo nie ośmieli się wtrącać w nasze sprawy, przynajmniej póki nie wyklaruje się wyraźnie zwycięska strona.
– Więc zostaliśmy sami – mruknął zły Kos. – Dobrze, zastanowię się i na jutrzejszym posiedzeniu rady zaproponuję rozwiązania dla najbardziej palących problemów. Tymczasem, proszę mi wybaczyć…
– Oczywiście! – Minister w mig zrozumiał prośbę. Bez protestów pozwolił Kosowi pójść w kierunku prywatnych pokoi władczyni, do których wstęp miała wyłącznie jej najbliższa rodzina.
Zmęczony Kos szedł ospale korytarzami, w ogóle niewzruszony ich pięknem. Z każdego zakątka Zimowego Pałacu wylewało się bogactwo, przepych i niezrównane misterne zdobienia, ale cóż z tego, skoro cały kraj był spustoszony? Prowadzili wojnę już od siedmiu lat, a powinni byli jak najszybciej zakończyć to szaleństwo.
Zapukał do drzwi sypialni. Gdy po krótkiej chwili trzymał zgodę na wejście, ostrożnie wślizgnął się do środka. W pokoju panowała zupełna ciemność, ledwie dostrzegał niewyraźną sylwetkę żony. Imperator Ava już od dawna leżała w ich łóżku.
– To ja – rzekł do żony gardłowym głosem. W odpowiedzi usłyszał jedynie ciche westchnięcie. Władczyni ostrożnie zapaliła nocną lampkę.
Ktoś nieprzygotowany na wstrząs mógłby być zszokowany jej stanem. Prawa część ciała władczyni była dotkliwie poparzona. Odjęto jej już nogę, a z ręki został jedynie zwęglony kikut, przykurczony do jej ciała. Jej twarz również szpeciły czerwone blizny ciągnące się od czoła do policzka i chowające się w jej krótkich, ledwie sięgających ramion włosach. Lekarze robili wszystko, co w ich mocy, by władczyni zatrzymała chociaż swoje nieugięte spojrzenie – dlatego zniszczone oko zastąpiono sztucznym, niestety zdołano uzyskać jedynie wściekle czerwoną tęczówkę.
– Nie patrz tak na mnie – upomniała męża Ava. Jej głos był lekko zachrypnięty. – Dziwnie się wtedy czuję. Co nowego słychać na mojej wojnie?
– Nasze zabiegi powoli przynoszą efekty – zakomunikował Kos, pospiesznie przebierając się w piżamę. – Przeciwnikom zaczyna powoli brakować środków do prowadzenia walk. – Ostrożnie położył się obok żony i przytulił ją.
– Tylko mojemu bratu – zauważyła trzeźwo władczyni. – Mój wuj może szkodzić nam jeszcze przez jakiś czas.
– Przez krótki czas. – Kos pocałował Avę w czoło, odgarniając niesforne kosmyki z jej twarzy. Uroda nigdy nie była jej zaletą, dlatego gdy ją straciła, Kos niemal w ogóle tego nie odczuł. – Gdy straci płynność, jego poplecznicy odwrócą się od niego, a my odniesiemy ostateczne zwycięstwo. Musisz uzbroić się w jeszcze odrobinę cierpliwości.
Czekanie było nieznośne, zwłaszcza dla kogoś, kto czekał na swoją koronę tak długo jak Ava, jednak w ich sytuacji było konieczne. Przedłużanie i tak długiej wojny zadziała w końcu na ich korzyść. Gdy walki się zakończą, to imperator Ava będzie triumfować. Poświęciła wystarczająco dużo, by ją zdobyć.
Światło zgasło, a oni nadal pozostawali przytuleni. Nie było między nimi dzikiej, namiętnej miłości, ale jak na aranżowane małżeństwo stanowili dość dobraną parę. Stoicki spokój Kosa dobrze kontrastował z impulsywnością Avy, a coś na kształt romantycznych uczuć pojawiło się tuż po urodzinach Cenny, ich najstarszej córeczki. Kos sam nie wiedział jak to się stało, że jego żona z osoby zaledwie „tolerowanej” urosła do rangi niezastąpionej części życia. To przecież matka jego ukochanych córeczek, ich wzór i źródło autorytetu.
Minuty spędzone w ciszy niemiłosiernie dłużyły się Kosowi. Dobrze wiedział, że powinien przespać się chociaż kilka godzin, ale nie mógł. Martwiła go wojna, trawiąca imperium od siedmiu lat i zachowanie jego przeciwników, którzy unikali spotkania z Avą jak ognia. Zastanawiał się, czy byli aż tak bardzo zaślepieni władzą, by nie dostrzegać do czego dalsze walki mogą doprowadzić.

Ciekawe czy młody książę też miewał problemy z zaśnięciem? Czy kiedykolwiek pomyślał o tym, co czuła Ava gdy nazywał ją morderczynią. Zapytana władczyni uparcie twierdziła, że jej brat nie jest niczemu winny. Wierzyła, iż został zmanipulowany przez matkę i wuja, a jeśli kiedykolwiek udałoby się im spotkać, wojna dobiegłaby końca. W tej materii Kos nie podzielał jej przekonań. Bądź, co bądź młody książę powinien już stać się mężczyzną i ponosić odpowiedzialność za swoje decyzje. Za wszczęcie buntu wobec władzy razem z wujem powinien zostać rozstrzelany, gdy to wszystko się skończy. Dla przykładu jak imperium radzi sobie z przejawami nieposłuszeństwa. 

4 komentarze

  1. Cześć. Chciałbym Cię zaprosić na moje opowiadanie Bullet :)

    Czy można żyć podwójnym życiem? Znać piekło jak własną kieszeń i uważać je za swój drugi dom? Czy miłość, namiętność, alkohol i nikotyna pomagają przetrwać trudne chwile? Jak toczy sie życie między dwoma światami - za dnia jesteś zwykłą dziewczyną, w nocy zaś chłopakiem którego nazywają demonem.

    Bullet - Tako nim mówią. Wiedzą o nim tylko trzy rzeczy - uzależniony od fajek, adrenaliny i Bullet For My Valentine.

    http://bullet-by-edi.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć. Chciałbym Cię zaprosić na mojego bloga "Cyberpunk Stories".

    To dopiero początkujący blog, ale nie przejmuj się, szybko się rozkręcę!
    Cyberpunk to odłam science fiction skupiający się na ludziach w niedalekiej przyszłości, kiedy to modyfikacje ludzi są na porządku dziennym. I nie chodzi tu o tatuaże czy inne kolczyki!
    Chodzi o cyberwszczepy! O wysoce zaawansowane protezy kończyn, które wzmacniają ludzkie ciała! O rozmaite chipy, które oferują wszystko: komunikację, lepszy wzrok czy lepsze pilotowanie samolotu! O cyberprzestrzeń, do której każdy może się włączyć przy użyciu specjalnego decku!

    Zapraszam serdecznie!

    http://cyberpunkowepowiesci.blogspot.com

    PS. Mam gdzieś Twoje opowiadanie, dla mnie liczy się tylko to, żebyś weszła do mnie, przeczytała, skomentowała, zaobserwowała, wrzuciła link do polecanych i zareklamowała mnie u siebie. Wtedy MOŻE zrobię to samo u Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  3. A tak na serio, to już dzielę się moimi spostrzeżeniami odnośnie nowego (nowego dla mnie) rozdziału.

    Ogólnie rzecz biorąc to polityki nie lubię, nie rozumiem i zapewne nigdy nie zrozumiem ani nie polubię. Dziwi mnie mentalność ludzka, jak chociażby te wydarzenia w Zachodniej Europie, kiedy to co jakiś czas ktoś się wysadza w powietrze albo jeździ ciężarówką.
    Tak samo nigdy nie rozumiałem pociągu do władzy, takiej silnej ciągotki, że rodzeństwo jest gotowe prowadzić ze sobą wojnę, bo na nowego władcę została wybrana nie ta osoba, co powinna zostać. Jakby nie mogli zagrać w marynarzyka i w ten sposób zdecydować.

    Kiedyś widziałem propozycję prowadzenia wojen. Spotyka się dwóch królów, wyzywa na pojedynek, walczą i który z nich wygra pojedynek, ten wygra wojnę. Byłoby szybciej i mniej krwawo.

    Fajnie, że rozszerzasz uniwersum o kolejne kraje, dopisujesz historię, dajesz "w tle" wojnę i takie tam. To mi się podoba, chociaż specjalnym zwolennikiem polityki to nie jestem. Same wojny jak najbardziej, strasznie interesują mnie różne strategie stosowane przez dowódców bitew na przestrzeni tysiącleci.

    Zastanawia mnie, co takiego stało się z Avą. Jeśli moja kiepska pamięć znowu mnie zawodzi i ta kwestia została już wcześniej poruszona, a ja po prostu nie pamiętam, to proszę, przypomnij mi.

    Żadnych literówek nie zauważyłem, o kwestiach stylistycznych nie będę się wypowiadał, bo się nie znam. :P

    Pozdrawiam,
    graf zer0.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Propozycja prowadzenia wojny ciekawa, ale wydaje mi się niewykonalna. Zawsze znajdzie się jeden łepek gotowy przyprowadzić "serdecznego przyjaciela", by koniecznie postawić na swoim. Później to leci już lawinowo - każdy chce mieć jak największą przewagę.

      Z Avą stało się wiele rzeczy, ale póki co treść opowiadania nie wchodzi w szczegóły. Wystarczy Wam wiedzieć, że stosunkowo niedawno zdobyła rodową twierdzę, ale było to pyrrusowe zwycięstwo. No i jest kaleką.

      Usuń

Smokobójca

Gdy Imperium toczy wojna domowa, a mniejsze państewka próbują umocnić swoją pozycję, na kontynencie smoki stają się niechcianymi szkodnikami, które niszczą wioski i kradną złoto. Zawód smokobójcy staje się coraz bardziej zyskowny, a wielu próbuje swoich sił w starciu z gadami, jednak tylko nieliczni są w stanie zdobyć kilkuletnie doświadczenie. Erik sam siebie uważa za najlepszego w tej nietypowej profesji, jednak szybko okazuje się, że zabicie smoka jest dopiero początkiem jego problemów. Niespodziewanie staje się jednym ze świadków morderstwa i musi odkryć kto zabił starego bankiera.

Poszukiwany

Podjęte w przeszłości decyzje miały konsekwencję, które Erik nie do końca przewidział. Trudno stwierdzić, czy jakość jego życia wzrosła czy zmalała. Z pewnością było zupełnie inaczej, niż się spodziewał, dlatego w końcu padną pytania, na które nigdy nie chciał odpowiadać.
W tym samym czasie, zaskoczony nieoczekiwanym rozwiązaniem prowadzonej przez siebie sprawy, detektyw Salar zaczął coraz głębiej drążyć w przeszłości rodziny Tremaine. Uzyskane odpowiedzi w niepowołanych rękach mogą okazać się bardzo niebezpieczne dla całego kraju.
W Trezonie sprawy zaczynały przybierać zły obrót dla Białych. Błękitna Księżniczka rozpoczęła wojnę totalną i nie zamierzała się wahać, by ostatecznie przejąć władzę w Imperium.
Świat nie zmienił się jakoś szczególnie odkąd zamordowano pana Tremaine. Imperium dalej walczyło samo ze sobą, a smoki nadal były traktowane jak szkodniki, które napadały na wioski i kradły złoto. Zawód smokobójcy cały czas pozostawał bardzo zyskowny, tylko czy warto ponosić ryzyko, gdy już nie jest się samemu?

Imperium

W zależności od miejsca pochodzenia historyka, kroniki różnią się opisem Upadku Isarii. Trezońscy kronikarze w swoich zapisach podkreślali niewątpliwy talent polityczny imperatora Artema. Przez potomnych został on nazwany Artemem Żelaznym, bowiem jego wola - niczym żelazo - łatwiej pękała niż uginała się. Badacze historii z innych państw natomiast uwielbiają umniejszać jego dokonania, przypisując część pomysłów jego faworycie, księżniczce Aili. Jak było naprawdę? Trudno powiedzieć. Jedno jest pewne, nawet w najbardziej fantastycznie brzmiącej legendzie tkwi ziarenko prawdy.