3. Kradzież

Jazda na wozie pełnym worków mąki nie była może najwygodniejszym czy najszybszym środkiem transportu w życiu Narietty, ale przynajmniej poczciwy młynarz obiecał, że zawiezie ją prosto do najbliższego miasta dworcowego. Za tę przysługę zainkasował dziesięć srebrnych feningów, zasłaniając się gniewem smokobójcy, który póki co w głowie tego prostego człowieka urastał do rangi mitycznego herosa. Jednocześnie był na tyle zaaferowany własnymi sprawami, że nie dociekał skąd Nari ma w ogóle pieniądze, ani dlaczego nie chce poczekać na swojego wybawiciela, który podobną przysługę wyświadczyłby jej "za całusa".
Nie mając nic lepszego do roboty, dziewczyna zajęła się podziwianiem widoków i starała się nie irytować, słysząc leniwy stukot kół. Właściwie wszystkie drogi i traktaty w Zachodnich Górach były pokryte brukiem, który podobno był niezastąpiony w czasie wiosennych roztopów. Jest to bowiem wysoki masyw górski, którego właściwie nie dało się pokonać zimą, a jego ostre, poszarpane szczyty pokryte są śniegiem nawet w czasie upalnego lata. Pomiędzy poszczególnymi górami rozciągały się wąskie, ale bajecznie zielone doliny, zamieszkałe gęsto przez ludzi.
– Za chwilę będziemy w miasteczku Tuli – odezwał się nagle młynarz, wskazując przed siebie. – Już widać czerwone dachy.
Rzeczywiście, można było dostrzec w oddali czerwoną plamę lśniącą w porannym słońcu. Jednak uwagę Narietty przyciągnął raczej długi kładkowy most, rozciągający się nad czymś, co przypominało wielką szczelinę w litym kamieniu.
– To Szczelina Małżeńska – wyjaśnił młynarz. Widząc zdziwienie na twarzy Narietty zaczął dalej wyjaśniać – My, Ludzie Hal, mamy swoją legendę, która mówi, że dawno temu w Zachodnich Górach mieszkało małżeństwo olbrzymów. Dobry mąż i jego nieposłuszna żona. Chociaż on chciał dobrze, ona nigdy go nie słuchała. I często sprawiała kłopoty. Aż w końcu jednego dnia mąż stracił cierpliwość do żony i uderzył ją, a ta z hukiem uderzyła swoją wielką głową o skałę. Skała pękła i teraz mamy Szczelinę Małżeńską. Żeby żony pamiętały, że muszą być posłuszne mężom.
Dziewczyna nie skomentowała legendy. Miała tylko nadzieję, iż uda im się możliwie szybko dojechać do dworca i możliwie bezproblemowo kupić bilet kolejowy, co mogło okazać się wcale nie takie oczywiste. Wóz ledwo dojechał do mostu, który był wąski na szerokość wozu, gdy w oddali rozległ się warkot nowoczesnego silnika spalinowego. Zobaczywszy, jak szybko wehikuł gna przez wybrukowaną drogę, młynarz zdecydował się ustąpić mu miejsca, chociaż Narietta wolała, by jej dobrodziej raczej się pospieszył i w miarę możliwości umknął przed pogonią. Nie miała nawet gdzie się schować.
Żółty jak banany, automobil smokobójcy wyhamował tuż przed mostem, blokując cały przejazd. Narietta musiała odczekać dłuższą chwilę z duszą na ramieniu, nim z wnętrza maszyny wytoczył się kierowca.
Erik był młodym mężczyzną, który wyglądał, jakby jego dzień zaczął się od wstania lewą nogą. Zgarbiony i wyraźnie zmęczony, z zielonkawym kolorem twarzy, podbitym okiem i rozwianymi kasztanowymi włosami, wyglądał jak jeden z chłopców, z których naśmiewał się podczas wczorajszej kolacji. Rozchełstana beżowa koszula i spodnie założone bez paska zdradzały z kolei, że bardzo spieszył się, by dogonić złodziejkę.
– Złaź z wozu! – wrzasnął do Narietty, a jego głos rozniósł się echem po górach.
– Nie wygląda pan najlepiej, panie smokobójco... Nie powinien pan jeździć automobilem w takim stanie – odezwał się młynarz, ale Erik zignorował go.
– Złaź z wozu, dziwko! – powtórzył wściekle i dziewczyna była gotowa go posłuchać, ale poczciwy młynarz zatrzymał ją i wydawał się stać w obronie dziewczyny.
– Panie smokobójco, nie chcę mieć kłopotów, ale obiecałem zawieść ją na dworzec za pewną opłatą. – "Zdrajca!" miała ochotę krzyknąć Nari. – Proszę przestawić wehikuł i nie blokować przejazdu.
– No to zapłacę podwójnie za wysadzenie jej i dorzucę trzy złote korony, jeśli weźmiesz się pan wyniesiesz jak najszybciej z tego miejsca!
No i po ptakach. Usłyszawszy szczodrą ofertę smokobójcy młynarz natychmiast kazał Narietcie złazić z wozu. Dostawszy swoją zapłatę, nadzwyczajnie szybko odjechał w dalszą podróż. Widząc, jak szybko wóz znika z pola widzenia, dziewczyna zrozumiała, że jej podróż do miasta była specjalnie wydłużona do granic możliwości.
– Mój portfel – pogonił ją Erik, wysilając się na zachowanie resztek cierpliwości. Nari posłusznie wyciągnęła skórzany wyrób z kieszeni swojej różowej sukienki (kupiona od córki lokalnego ziemianina za ciężką złotą koronę) i bez słowa podała go prawowitemu właścicielowi. Smokobójca błyskawicznie wykręcił jej rękę, aż zawyła z bólu. Samodzielnie dokładnie zrewidował ją, najwidoczniej sądząc, że złodziejka mogła wyciągnąć część pieniędzy i schować je na przykład w bieliźnie (kupionej od tej samej dziewczyny, co sukienka, za osiemnaście srebrnych feningów!).
– Nie pozwalaj sobie! – zaprotestowała dziewczyna, gdy smokobójca rozwiązał jej gorset i obłapiał nagie piersi.
– Siedem koron i dwadzieścia trzy feningi – padła odpowiedź.
– Co takiego?
– Wydałaś już siedem moich koron i dwadzieścia trzy feningi – odparł Erik puszczając dziewczynę. – Plus trzy korony i dwadzieścia feningów, które musiałem zapłacić młynarzowi, by cię zatrzymać. Plus odszkodowanie za kradzież mojej własności, niech będzie dwadzieścia procent od wartości, czyli dziesięć koron. Plus moja gaża za uratowanie cię przed smokiem... Masz ładną twarzyczkę, więc policzę ci trzydzieści pięć koron.
– Ile?!
– W sumie jesteś mi winna pięćdziesiąt sześć złotych koron i trzynaście srebrnych feningów. Całkiem spora suma. Jak zamierzasz ją spłacić?
– Nie będę spłacać wymyślonych sum! – Sprzeciw Narietty był dużo bardziej stanowczy niż Erik się spodziewał. Sądził raczej, że jak tylko ją złapie, będzie błagać go o wybaczenie. – Wydałam siedem koron i dwadzieścia trzy feningi i nic ponad to!
– TO I TAK ZA DUŻO!!! – huknął smokobójca. – Kupiłaś sobie sukienkę i spróbowałaś nawiać za równowartość miesiąca pracy zwykłego człowieka w tym kraju...
– Przynajmniej wyglądam w końcu jak człowiek, a nie jak ofiara losu. – Dziewucha wydawała się nie być zupełnie zainteresowana tyradą Erika. Nieporadnie próbowała samej zawiązać gorset. – Prawda?
Rzeczywiście, w różowej sukience, Narietcie było znacznie bardziej do twarzy niż w przyodziewku, który dostała od żony karczmarza. Bladoróżowe ubranie było ładną kreacją z luźną spódnicą i zgodnie z ostatnimi trendami odsłaniało już zgrabne dziewczęce łydki. Niewielki dekolt pozostawiał pole dla wyobraźni, a wąskie rękawy opinały małe ramiona i sięgały łokci. Tak, Narietta z pewnością w końcu wyglądała jak człowiek, ale nie to było przedmiotem tyrady.
– Nie zgrywaj głupiej! Okradłaś mnie i nie zamierzam puścić ci tego płazem!
– Nie? – Nari zrobiła wielkie oczy. Na moment przestała siłować się ze wstążeczką swojej bielizny.
– Nie – powtórzył Erik. Na ogół nie był jednym z tych niedorostków, którym ledwo zasłonięty biust robił wodę z mózgu. Przez moment mierzył się z przeciwniczką złowrogim spojrzeniem.
– No dobrze, moja rodzina zwróci ci te pięćdziesiąt koron... – poddała się ostatecznie dziewczyna. – Jak tylko odstawisz mnie do domu...
– Pięćdziesiąt sześć sześć koron i trzynaście feningów!
– Sknera!
– Zresztą i tak nie wierzę, że twoja rodzina mi zapłaci! – przyznał w końcu smokobójca. Ostatecznie pomógł dziewczynie ubrać się, ale nadal powątpiewał w jej słowa. – To kupa pieniędzy, nie każdy może pozwolić sobie na wydanie takiej sumy od tak.
– Ale ja nazywam się Tremaine i zapewniam, że akurat moja rodzina może pozwolić sobie na taki wydatek.
Informacja spadła na Erika jak grom z jasnego nieba. Ona? Z tej rodziny? Niemożliwe! Chociaż może? To tłumaczyłoby dlaczego lekką ręką wydała niemal dziesięć złotych koron w ciągu jednego poranka. Rodzina Tremaine to znani bankierzy ze stolicy, którzy dysponowali tysiącami koron. Gdyby tylko udało mu się okręcić wokół niej... Byłby wygodnie ustawiony do końca życia... Jednocześnie nie ma co uprzedzać faktów.
– Nie wierzę ci – wypalił. – Każdy mógłby powołać się na nazwisko bogacza, które gdzieś kiedyś zasłyszał.
– Oczywiście. – Narietta przewróciła oczami. – Ale ty możesz się tego upewnić, odwożąc mnie do stolicy... Mój dziadek z pewnością szczodrze wynagrodzi mojego bohatera.
– Ta, a jeśli łżesz to wyjdę na jelenia. Nie ma głupich, kotku! Wysil się na coś innego, albo przynajmniej udowodnij, że faktycznie jesteś z tej rodziny!
– Nie ufasz mi? – Dziewczyna nie ustępowała w próbach podporządkowania sobie woli Erika. Może, gdyby był głupszy albo mniej doświadczony przez życie... Dałby się złapać na to niewinne spojrzenie i czułe geściki. Może sposób w jaki poprawiała jego koszulę i gładziła kołnierz, jednocześnie muskając palcami jego szyję wywarłby jakiś skutek. Jednak nie... Smokobójca pozostawał sobą i para wielkich, jasnych oczu wlepionych w jego twarz niczego nie zmieniała.
– Absolutnie. Może i wcześniej bym na to poszedł, ale odkąd mnie okradłaś... Mam mnóstwo obiekcji w tej kwestii. Wymyśl coś innego.
– A co jeśli niczego innego nie znajdę? Co mi zrobisz? – dopytywała się z dziecięcą naiwnością Nari, tym samym zabijając Erikowi ćwieka. Nie był żadnym psychopatą, któremu krzywdzenie innych ludzi sprawiało satysfakcję. Chciał tylko odzyskać swoje pieniądze, ale po dłuższym zastanowieniu to mogło nie być takie proste.
– Nie lubię uprzedzać faktów, ale na twoim miejscu zacząłbym poważnie kombinować. W końcu jesteś tylko słabą dziewczynką bez grosza przy duszy, prawda? – Z krzywym uśmiechem poklepał zszokowaną dziewczynę po policzku. – Wsiadaj.

10 komentarzy

  1. Jak ja lubię takie powroty! Póki co zapowiada się naprawdę ciekawe i wciągające z kopytami opowiadanie. Trzymam kciuki za dalszą część i życzę niesłabnącej weny :)
    Może mistrzem interpunkcji nie jestem, ale jakoś tak nie podoba mi się przecinek w:
    ,,Żółty jak banany, automobil smokobójcy"
    ,,w różowej sukience, Narietcie było"
    Uważam, że przecinki te są zbędne, ale mogę się mylić :) Ale tak - super i lecę czytać dalej :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj.

    Learotta ma rację. W tych dwóch przypadkach przecinek jest zbędny.

    Pierwsze zastrzeżenie: skoro go okradła, to nie mogła zabrać mu także automobilu? Nie musiała nawet prowadzić, wystarczyłoby wynająć kogoś innego do roli kierowcy i Erik nie miałby nawet szans, by dogonić uciekinierkę.

    Drugie zastrzeżenie: "podlotek" to dorastająca dziewczyna. Owszem, można użyć tego słowa ironicznie w stosunku do młodego chłopaka, ale to zupełnie mi nie pasuje.

    Trzecie zastrzeżenie: "zawieść" to można mamę, kiedy do domu przyniesie się świadectwo bez czerwonego paska. Natomiast można ją "zawieźć" do lekarza, gdyby się źle poczuła.

    Czwarte zastrzeżenie: popracuj trochę nad dialogami. Nie zawsze wyglądają na naturalne. Takie mam wrażenie. Nie dam Ci konkretnej wskazówki, ponieważ sam robię to głównie na wyczucie.

    Pozdrawiam,
    Neuromacner.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że Nari nie zabrała mu automobilu, bo nie jest rasową złodziejką, która działa na zasadzie: ogołocić do czysta. Raczej działała pod wpływem impulsu i wzięła tylko (aż?) tyle, ile uznała za niezbędne by wrócić do domu - smoczego złota wszak nie ruszyła. Pomysł ukradnięcia automobilu pewnie nawet nie przyszedł jej do głowy.

      Podlotek - fakt, zapędziłam się. Poprawię błąd, podobnie jak przecinki i nieszczęsne "zawieźć".

      Tak, zdecydowanie nad dialogami muszę jeszcze sporo popracować. Mam wrażenie, że wypowiedzi moich bohaterów są za bardzo jednolite i powinny być bardziej spersonalizowane. Hmmm... Zastanowię się jeszcze, jak to poprawić.

      Dzięki za każdy komentarz, który napisałeś i niecierpliwie czekam na Twoje kolejne uwagi =)

      Usuń
    2. To jest dość spory problem, jeśli chodzi o pisanie i czytanie opowiadań. Gdy Ty piszesz kolejny rozdział, w głowie zazwyczaj masz już gotową wizję charakteru, wachlarza zachowań, wyglądu danej postaci, wiesz, jak postąpiłaby w określonej sytuacji. Natomiast nowy czytelnik takiej wiedzy kompletnie nie ma i nie wie, jaki bohater jest.
      Dlatego dla Ciebie to jest kompletnie zrozumiałe, dlaczego dziewczyna nie ukradła automobilu, a dla mnie, czytelnika, już niekoniecznie. Nie wiem jaka jest Narietta. To powinno wynikać z tekstu, a nie z późniejszych komentarzy pod nim. ; )

      Jednym z dobrych sposobów nad poprawieniem techniki pisania dialogów, o którym powiedział mi mój "mentor", jest przysłuchiwanie się rozmowom ludzi i późniejsze przelewanie tego na papier. Chociażby siedzisz w kolejce do lekarza albo jedziesz pociągiem. Patrzysz na ludzi, słuchasz ich, obserwujesz, co robią, gdy mówią lub słuchają rozmówcy et cetera. Zwracasz uwagę na to, czy wymawia poprawnie słowa, czy ma jakąś wadę wymowy.
      Równie dobrze możesz także opisywać samych ludzi, co pomaga w późniejszym opisywaniu bohaterów.

      Usuń
    3. Nie bardzo rozumiem o co Ci chodzi i do czego pijesz, więc jeśli coś przeinaczyłam, to z góry przepraszam. Tak, znam świetnie swoich bohaterów i ich motywacje, bo taka jest moja powinność jako autora opowiadania. W tym konkretnym przypadku wydaje (a przynajmniej wydawało, bo skoro są wątpliwości, to nie jest takie oczywiste) mi się jednak, że zarys charakteru Narietty przedstawiony czytelnikowi jest dosyć jasny. Zresztą przeanalizujmy jej zachowanie, dotychczas znane czytelnikowi:
      - Nari zabiera tylko portfel,
      - potrafi zorganizować sobie ubranie (płacąc za nie, jak za zboże) i jakiśtam przewóz, który przybliża ją do domu,
      - złapana na gorącym uczynku, zgrywa Greka i udaje, że nic wielkiego się nie stało.
      Na tej podstawie, faktycznie - można by pomyśleć, że jest złodziejką i tak, to, że nie ukradła automobilu byłby okropnym błędem z mojej strony. Jednakże czytelnik miał okazję zapoznać się z rozdziałem pierwszym i tam Nari, widząc jak Erik zabiera smocze złoto reaguje słowami "Nie twoje, to nie rusz", co powinno kazać czytelnikowi powątpiewać w jej chciwość, a popełnione, niemal dziecięce błędy, które doprowadziły do tego, że plan samodzielnego powrotu do domu spalił na panewce - w jej spryt.
      Przynajmniej taką logiką kierowałam się, pisząc ten rozdział. Czy gdzieś tutaj jest błąd w moich założeniach?

      Ćwiczeń literackich jak najbardziej spróbuję.

      Usuń
    4. O to mi chodziło. Znasz bohaterów, więc dla Ciebie wszystkie akcje będą logiczne, ponieważ wiesz w jaki sposób zachowaliby się w danej sytuacji.

      Chciwość nie jest tym samym, co chęć powrotu do domu za wszelką cenę. Można się zagłębiać w filozofię i psychologię, ale nie widzę sensu. Logika jest zachowana jak najbardziej i można wyjaśnić to charakterem postaci. Chociaż ja na jej miejscu wziąłbym automobil, żeby jak najszybciej oddalić się od typka, przed którym przecież tak jakby uciekam.

      Neuromanc3r-.

      Usuń
  3. Chyba po czasie skumałam. Dobra, już wiem co mam robić xD
    Dzięki wielkie za Twoje uwagi. Są bezcenne =]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo po prostu ja zawile tłumaczę. Czego nie wykluczam.

      Usuń
  4. Dzień dobry.:)
    Ach, te podwózki na transportowych wozach (ze zgodą właściciela czy nie :)). Aż się nostalgicznie robi. Albo tylko według mnie, bo stosunkowo dawno nie miałam przyjemności czytać nic w tym klimacie.
    Pierwszy opis gór był dezorientujący, bo pomieszałaś czasy. Rozumiem zamysł, bo góry niezmienne, stałe (no wiesz, o co chodzi, nie rozwodzimy się nad wypiętrzaniem ani zapadaniem), ale musisz być konsekwentna. Wybrałaś czas przeszły? Lecisz z nim jak wierna żona.
    Opowieść o Szczelinie Małżeńskiej nie powinna się spodobać mojej feministycznej duszy, ale łapię ideę, znów się fajnie i nienachlanie tworzy świat przedstawiony, a ja jestem zachwycona. Fascynują mnie takie legendy. Ta na dodatek skojarzyła się z bajką z dzieciństwa o białych olbrzymach mieszkających w górach, którzy byli wprawdzie trochę przygłupi, ale mieli kochającą, przecudowną matkę (trochę inna rola kobiet tutaj :)).
    Jeszcze kolej. Naprawdę nie spodziewałam się takiej kreacji tła przy smokach. To chyba znaczy, że myślę stereotypowo. Och, trudno, może się ogarnę. Tak jak Erik po niechlubnej nocy. :) Aj, te przekupstwo. No ale nie oczekiwałam, że młynarz nie skorzysta. Tak jak, że z kradzieżą chodzi o Nariettę. W głowie miałam coś bardziej złowieszczego, ale to nie tak, że się zawiodłam. Jest w porządku, ludzko znów, więc możesz być z siebie dumna. Jak Erik może przynosić frajdę i dobrze się o nim czyta… to coś czuję, że Nari mnie będzie irytować. Już jej mam pomału dosyć. Wady wadami, ale jej przypadły takie, których wyjątkowo nie lubię.
    Ciekawe, czy to z rodziną Tremaine to prawda, czy Narietta kłamie, by Erik się zgodził. Wcale bym się nie zdziwiła.
    Czekam na więcej, do kolejnego,
    Miłego dnia,
    Fenoloftaleina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, muszę się w końcu zabrać za te poprawki, bo pewne błędy to aż wstyd.

      Nie martw się, mojej feministycznej duszy też ta opowieść nie leży. Mniej więcej tak widzę dawne, ludowe myślenie, z tym, że to uniwersum jest trochę przejaskrawione. Taka licentia poetica, bo do mojej prywatnej definicji feministycznej bohaterki nie pasują postacie, które de facto są ucieleśnieniem męskiego archetypu bohatera i chciałam mieć łatwą wymówkę, dlaczego moje postaci nie mogą być typowo SilnąPostaciąKobiecą™.

      Usuń

Smokobójca

Gdy Imperium toczy wojna domowa, a mniejsze państewka próbują umocnić swoją pozycję, na kontynencie smoki stają się niechcianymi szkodnikami, które niszczą wioski i kradną złoto. Zawód smokobójcy staje się coraz bardziej zyskowny, a wielu próbuje swoich sił w starciu z gadami, jednak tylko nieliczni są w stanie zdobyć kilkuletnie doświadczenie. Erik sam siebie uważa za najlepszego w tej nietypowej profesji, jednak szybko okazuje się, że zabicie smoka jest dopiero początkiem jego problemów. Niespodziewanie staje się jednym ze świadków morderstwa i musi odkryć kto zabił starego bankiera.

Poszukiwany

Podjęte w przeszłości decyzje miały konsekwencję, które Erik nie do końca przewidział. Trudno stwierdzić, czy jakość jego życia wzrosła czy zmalała. Z pewnością było zupełnie inaczej, niż się spodziewał, dlatego w końcu padną pytania, na które nigdy nie chciał odpowiadać.
W tym samym czasie, zaskoczony nieoczekiwanym rozwiązaniem prowadzonej przez siebie sprawy, detektyw Salar zaczął coraz głębiej drążyć w przeszłości rodziny Tremaine. Uzyskane odpowiedzi w niepowołanych rękach mogą okazać się bardzo niebezpieczne dla całego kraju.
W Trezonie sprawy zaczynały przybierać zły obrót dla Białych. Błękitna Księżniczka rozpoczęła wojnę totalną i nie zamierzała się wahać, by ostatecznie przejąć władzę w Imperium.
Świat nie zmienił się jakoś szczególnie odkąd zamordowano pana Tremaine. Imperium dalej walczyło samo ze sobą, a smoki nadal były traktowane jak szkodniki, które napadały na wioski i kradły złoto. Zawód smokobójcy cały czas pozostawał bardzo zyskowny, tylko czy warto ponosić ryzyko, gdy już nie jest się samemu?

Imperium

W zależności od miejsca pochodzenia historyka, kroniki różnią się opisem Upadku Isarii. Trezońscy kronikarze w swoich zapisach podkreślali niewątpliwy talent polityczny imperatora Artema. Przez potomnych został on nazwany Artemem Żelaznym, bowiem jego wola - niczym żelazo - łatwiej pękała niż uginała się. Badacze historii z innych państw natomiast uwielbiają umniejszać jego dokonania, przypisując część pomysłów jego faworycie, księżniczce Aili. Jak było naprawdę? Trudno powiedzieć. Jedno jest pewne, nawet w najbardziej fantastycznie brzmiącej legendzie tkwi ziarenko prawdy.