10. Umowa

Gdy tylko Salar usłyszał, że smokobójca został aresztowany, nieomal wyszedł sam z siebie. Zbyt śmiałe poczynania Lira, jakkolwiek dyktowane dobrem sprawy, doprowadzały mężczyznę do istnej pasji. Nie mieli przecież żadnego sensownego zarzutu, który można by postawić panu Veleno!
To znaczy się, owszem, okoliczności były dla niego raczej niefortunne, ale to cały czas zbyt mało, by móc postawić go przed sądem. Do tego potrzebne są żelazne i niezbite dowody, a nie jakieś mgliste przesłanki. Co więcej, tak naprawdę ten człowiek nie utrudniał im pracy i wysyłanie go do aresztu było zbędną nadgorliwością. Gdy niedługo zostanie zwolniony, a to się stanie na pewno, jeśli nie udowodnią mu winy, będzie mógł napytać im prawdziwej biedy. Detektyw będzie musiał teraz zająć się tym wszystkim osobiście.
– Bardzo zawiodło mnie twoje postępowanie. – Salar siedział za biurkiem, uważnie przyglądając się Lirowi. Chłopak był niewiele starszy od jego syna, chociaż detektyw mógł się założyć, że jego własne dziecię miało o wiele więcej rozsądku. Młody protegowany zamiast słuchać tyrady ze spuszczoną głową, nie przestawał zapierać się w swojej racji.
– Daj mi szansę. Wystarczy, mi pięć minut, żeby ją wyrolować. Sama przyzna się do winy...
– Do jakiej winy?! – Mężczyzna uderzył pięścią w blat. – Dzieciaku, zaaresztowałeś człowieka nie mając żelaznych dowodów na jego winę! Ty masz pojęcie co się stanie, jak któraś gazeta się o tym rozpisze?! Ty wiesz, co zrobi z tobą komendant?! Przestań pisać bajki!
– Nic mi nie zrobi, bo udowodnię swoją rację! – upierał się przy swoim Lir. – Może i tego nie widzisz, bo zapatrzyłeś się w jej śliczną buźkę i niewinne oczęta, ale ja wiem, że to ona! – Salar już zamierzał zbesztać chłopaka za tak niedorzeczne insynuacje, gdy ten nagle wypalił: – A jeśli się mylę, to odejdę z policji! Pojadę na północ i zostanę kronikarzem wielkiego księcia Trezonu.
Mężczyzna oniemiał. Lir nie był człowiekiem honoru. Po trupach doszedłby do celu, ale jednocześnie był bardzo słowny. Jeśli obiecał, że coś zrobi, to było więcej jak pewne, że tego dokona. 
– Naprawdę, czy tylko ja to widzę? – prychnął młodzieniec. – Nie uważasz, że ona jest zbyt cudowna, żeby mogła być prawdziwa? Młoda, bogata, miła i piękna? Gdzieś na tym obrazku wspaniałości musi być rysa... A areszt smokobójcy pomoże mi ją zlokalizować.
Salar zastanowił się. Dobrze rozumiał odczucia podwładnego i podziwiał go, że nie wpadł w „sidła" panny Tremaine. Jednocześnie sam ją przesłuchiwał, gdyby w jej zachowaniu było coś naprawdę podejrzanego, z pewnością by to dostrzegł. Jest przecież doświadczonym detektywem i już nie takie zagadki rozwiązywał.
– Dobrze, zobaczymy czy masz rację – zdecydował w końcu z ciężkim westchnięciem. – Ale twoja samowolka nie może przejść niezauważona. Zostajesz odsunięty od tej sprawy.
Blada twarz Lira szybko zmieniła kolor na purpurowy.
– Nie możesz!
– Oczywiście, że mogę – odparł spokojnie Salar. – Nie waż się nawet zbliżać do kogokolwiek związanego z tą sprawą. Jeśli to zrobisz, czeka cię dyscyplinarka. Jeśli za to okaże się, że od samego początku miałeś rację, to z radością oddam ci swoje stanowisko.
Zakład był kuszący. To była zbyt dobra okazja na awans by Lir mógł sobie ją odmówić. Dzięki temu wpadł w sidła zastawione przez detektywa i nie będzie więcej przeszkadzać w śledztwie swoją samowolką. Salar zbyt dobrze pamiętał, jak chłopak namieszał ostatnim razem, gdy swoim agresywnym stylem przesłuchiwania doprowadził biedną panią Kannis do rozstroju nerwów.
– Dobra, stoi. – To czasami było naprawdę zabawne. Jak niewiele wysiłku trzeba, by omamić ambitny młody umysł. Wystarczyła choćby nikła szansa na poprawę bytu, a młodzi potrafili rzucić wszystko, na co pracowali do tej pory, by rzucić się w pogoń za mrzonką.
Wieczorem, gdy wychodził z komendy, padał rzęsisty deszcz. Miasto w promieniu kilku przecznic wyglądało na niemal całkowicie opuszczone. Nie licząc jednej dorożki, która właśnie podjeżdżała pod komendę. Z jej wnętrza zgrabnie wyskoczyła panna Tremaine. Jasną główkę chronił przed deszczem jedynie cienki kapelusik z nisko opuszczonym rondem. Niedbale poprawiła poły swojego czarnego płaszcza.
– Dobrze, że pana znalazłam, panie detektywie! - krzyknęła na policjanta i ręką nakazała wejść z nią do pojazdu. Z ciężkim westchnięciem, Salar spełnił jej prośbę. Domyślał się już, jaką to ważną sprawę mogła mieć do niego dziewczyna o tej porze.
Na zewnątrz zapadał zmierzch, a we wnętrzu dorożki panował ponury półmrok. Stary detektyw widział jedynie jasną twarzyczkę Narietty, która wyglądała jak duch.
– Obdzwoniłam pięćdziesiąt trzy hotele w tym mieście. Drugie tyle objeździłam dzisiejszego popołudnia. Nigdzie go nie ma i pan musi, ale to musi mi go znaleźć! – przedstawiła pokrótce swoją sytuację dziewczyna. Zachowywała się zupełnie inaczej, niż tego ranka. Była bardziej nieugięta i stanowcza. Widząc ją tylko w tym stanie, mógłby nawet nazwać ją twardą. – Przecież nigdy sobie nie wybaczę, jeśli coś mu się stało!
Oczywiście, Salar mógł od razu powiedzieć jej, że Erik Veleno został aresztowany. Zaoszczędziłby jej kilku minut niepokoju. Postanowił jednak zdobyć odpowiedzi na pytania, które nasunęły mu się po porannym przesłuchaniu.
– Musiała pani poświęcić bardzo dużo czasu na poszukiwania. Czy przypadkiem to nie dzisiaj był pogrzeb pańskiego dziadka?
W zapadających ciemnościach niezbyt dobrze widział jaką minę zrobiła dziewczyna. Uśmiechała się czy raczej jej usta wygięły się w podkówkę?
– Zabroniono mi pojawienia się na pogrzebie – oświadczyła lodowato. – Wczoraj zaś Ian wyrzucił mnie z domu i zameldował w jakimś zapchlonym apartamencie w Hotelu Monkijskim, dlatego miałam dzisiaj bardzo dużo czasu, by zająć się szukaniem Erika. Nigdzie go nie ma i to pan musi go odszukać!
Hotel Monkijski był jednym z tych miejsc, z których stolica mogła być dumna. W końcu nosił jej nazwę i stanowił wizytówkę przed zagranicznymi gośćmi. Zbudowany niecałych dwadzieścia lat temu budynek był nowoczesny nawet jak na współczesne standardy, a jego fasada stanowiła istne dzieło sztuki. Słynął też z tego, że poza hotelowymi pokojami mógł oddać do dyspozycji gości apartamenty w trzech standardach, z czego żadnego nie można było określić „zapchlonym".
– Dlaczego nie mogła przyjść pani na pogrzeb? – Osobiste pytanie zostało zadane zbyt otwarcie, by panna Tremaine zechciała na nie odpowiedzieć.
– To nasze sprawy rodzinne – szybko ucięła.
Salar nie wątpił, że gdyby drążył temat, ona uparcie odmawiałaby odpowiedzi. Zresztą, to nie wypadało. Wścibianie nosa w sprawy rodzinne, nawet jeśli robił to policjant na służbie, nigdy nie wyglądało dobrze, dlatego postanowił nie zamęczać dziewczyny swoją ciekawością. Przynajmniej nie osobiście.
– Bardzo mi przykro, że została pani tak okrutnie potraktowana po tym, co ją spotkało. – Mężczyzna starał się brzmieć tak bardzo naturalnie, jak tylko potrafi. – A co do pana Veleno, to proszę się nie martwić. Z tego co wiem, został aresztowany dzisiejszego popołudnia.
– Co takiego?! – Jeśli to w ogóle było możliwe, to twarz dziewczyny jeszcze bardziej zbielała. – Przecież Erik jest niewinny! Rozmawiał ze mną gdy to się stało!
– Znaleziono przy nim rapier, który mógł być potencjalnym narzędziem zbrodni – wytłumaczył spokojnie detektyw, ale dziewczyny to w ogóle nie uspokoiło.
– Przecież nie miał go przy sobie, gdy to się stało! – warknęła, wyraźnie zezłoszczona. Czyli nawet tak milutka osóbka jak ona miała jakiś temperament?
– A nawet jeśli, to jest zbyt duży, by go schować tak, by nikt wcześniej go nie zobaczył – zgodził się z dziewczyną Salar. Dojeżdżali do jasno oświetlonego hotelu. – Tak wiem, panno Tremaine. Proszę się nie martwić, jestem pewny, że szybko rozwikłamy tę sprawę. – powtórzył zapewnienie niczym mantrę. – Jeśli pan Veleno rzeczywiście jest niewinny, to niezwłocznie zostanie zwolniony z aresztu i wtedy, jestem pewny, złoży pani wizytę.
– Oby tak się stało – odpowiedziała wściekle dziewczyna, gdy zatrzymali się na miejscu. Pospiesznie uregulowała opłatę z woźnicą i bez pożegnania wyskoczyła z pojazdu i w deszczu pobiegła do hotelu.
„To sprawy rodzinne" - tak powiedziała. Salarowi ciężko było wymyślić, jakież to znowu komplikacje sprawiły, że zabroniono jej pojawić się na pogrzebie własnego dziadka. Wymówka za to była dla niej bardzo wygodna. Czyżby Lir miał słuszność podejrzewając akurat ją?
Detektyw nie wątpił, że bez względu, jak wiele razy zapyta ją o to, ona będzie uchylała się od odpowiedzi. Miał ogromnego farta, że był ktoś, komu ona prawdopodobnie zwierzy się ze wszystkiego. Wystarczyło tylko przekonać go do współpracy, a to po aresztowaniu mogło okazać się bardzo trudne. Do tego spotkania należało się dobrze przygotować.
Następnego dnia Salar zaplanował dokładniejsze przepytanie pozostałych świadków. Zacznie od tego sekretarza, Kuberta. Jego zeznanie może być kluczowe wobec zeznań smokobójcy, poza tym z pewnością znał dużo zawodowych szczegółów z życia nieboszczyka. Możliwe, że będzie dysponował informacjami, które zmienią kierunek śledztwa.
Jako drugą detektyw planował przesłuchać Lotę. Biedna dziewczyna, przez okoliczności, których była świadkiem wpadła w histerię i nie dotychczas nie była w stanie złożyć żadnego zeznania. Może znajdując ciało dostrzegła coś ciekawego? Salar w to wątpił, ale jego sumienność nie pozwoliła mu zignorować tak ważnego szczegółu.
Kolejna pokojówka, Reva była najdłużej pracującą w domu Tremainów służącą. Pracowała jeszcze za życia żony zamordowanego i od jej śmierci pieczołowicie pilnowała porządku w domu. Z pewnością znała też wiele pikantnych szczegółów z pożycia tej rodziny.
Z samego rana Salar zapoznał się z protokołem przeszukania rzeczy Erika. Szybko znalazł wszystkie informacje, których potrzebował i natychmiast pognał do aresztu, prosząc o spotkanie ze smokobójcą. To, co zastał na miejscu, przeszło jego najśmielsze oczekiwania. Bilans w celi? Dwa do zera dla pana Veleno. Gdy trafił do aresztu został usadzony z dwoma innymi przestępcami, oskarżonymi o gwałty i rozbój. To byli recydywiści i w areszcie czuli się jak we własnym domu, nic więc dziwnego, że spróbowali wtłuc nowemu przybyszowi szacunek do siebie.
Przed świtem jeden skończył ze otwartym złamaniem nogi w kolanie oraz paskudnie zmiażdżonym nosem, drugi z połamanymi żebrami, ręką i prawdopodobnie pękniętą czaszką. Erik Veleno natomiast został lekko dźgnięty w okolice obojczyka prowizorycznym nożem zrobionym z kawałka tłuczonego szkła. Miał też rozcięty łuk brwiowy, ranę na policzku i w kąciku ust. No i kilka poważniejszych siniaków oraz innych zadrapań, ale ogółem jego wynik i tak był zaskakujący dla większości klawiszy, którzy obstawiali, że skończy się przynajmniej na pobiciu.
– Panna Tremaine nie będzie zadowolona, gdy pana zobaczy w takim stanie – zagaił Salar, wchodząc do celi. Mogła pomieścić czterech więźniów, ale obecnie przebywał w niej tylko leżący na pryczy smokobójca. Wyglądał marnie. Niechlujny, kilkudniowy zarost pokrywał mu brodę i policzki, a oczy były wyraźnie podkrążone. – Ta poranna bójka chyba była zbędna?
– Chroniłem tylko swój tyłek. Niektóre drogi powinny być wyłącznie jednokierunkowe – Zrezygnowany chłopak nie uraczył gościa spojrzeniem. Świetnie! Jego zmęczenie było sprzymierzeńcem detektywa. – Wypuścicie mnie, czy mam poczekać na kolejnego skrzywionego sublokatora?
– Właściwie to chciałem porozmawiać o pańskiej podejrzanej księdze podatkowej. Lepiej będzie, jeśli przyzna się pan przede mną, niż urzędnikiem skarbówki. Oni potrafią być naprawdę okrutni.
Na twarzy młodzieńca odmalowało się niedowierzanie. Wyraźnie pobladł i z zakłopotaniem przeczesał tłuste włosy, jakby zupełnie zapomniał o tym drobnym szczególe.
– Przecież księga wygląda idealnie! Ten skurwysyn z Faerny zapewniał, że nikt się nie zorientuje! – wypalił wściekle. – Chciał za to pięć koron!
– To bardzo dobrze wydane pięć koron, żaden z policjantów nie podejrzewał nawet, że to może być fałszywka. – Salara rozbawiło zdziwione spojrzenie Erika. – Tak, ja też. Podszedłem pana, bo zafałszowywanie podatków to częste przestępstwo wśród smokobójców, ale skoro pan się wydał, to hmm... Będziemy musieli wspólnie coś na to poradzić. – Na moment zapadła między nimi dramatyczna cisza. Detektyw pozwolił aresztowanemu dobrze przemyśleć jego położenie. – Pańskie nazwisko, o ile w ogóle jest prawdziwe, wskazuje, że nie jest pan z Neustii?
– Nie, jestem Trezończykiem – odpowiedział Veleno, siadając. – To coś zmienia?
– Bardzo dużo. Jak mniemam uciekł pan z kraju, bo nie ma ochoty brać udziału w bratobójczej wojnie, która podzieliła naszych drogich przyjaciół z północy? Chociaż może lepiej byłoby, gdybym użył określenia „siostrobójczej"?
– Coś w tym stylu. – Salar pokiwał głową, dobrze wiedząc, że ma rację. Obecnie wielu młodych Trezończyków uciekało na południe. – I co teraz? Deportujecie mnie za nieodprowadzanie podatków?
– Zwykle tak to załatwiamy, plus ogromna kara grzywny, ale, niestety, aktualnie moje śledztwo w sprawie morderstwa utknęło w martwym punkcie. – Przynęta została rzucona. – Śledztwo zabrnęło bardzo głęboko w osobiste sprawy rodziny Tremaine, a to, sam pan chyba rozumie, bardzo wiąże mi ręce. – Smokobójca prychnął z dezaprobatą.
– Słynna neustijska kultura zabrania panu pytać nawet w obliczu morderstwa? – nie dowierzał. Bez dwóch zdań dał się złapać w tę drobną manipulację detektywa.
– Dla pana jako Trezończyka może się to wydawać dziwne, ale dla każdego Neustijczyka to oczywiste. Nie wypada być aż tak nadgorliwym w jakichkolwiek okolicznościach, dlatego zwykle w takich sytuacjach nie wypytujemy bezpośrednio samych zainteresowanych, a szukamy informacji z drugiej ręki – wyjaśnił pokrótce policjant, dobrze widząc, jak Erik robi się coraz bardziej zainteresowany jego sprawą. – Jak mniemam, pan nie miałby oporów przed zapytaniem panny Tremaine o sprawy osobiste?
– Skąd pomysł, że ona chciałaby o tym ze mną rozmawiać?
– Panie Veleno! – zaśmiał się Salar. – Tylko ślepiec nie dostrzegłby w jaki sposób ona na pana patrzy. Jestem pewny, że wystarczyłoby tylko zapytać, a Narietta Tremaine opowiedziałaby wszystko, co będzie konieczne. Jeśli zgodziłby się pan przekazać zdobyte informacje mnie, to chętnie zapomniałbym o tym, co tu dzisiaj usłyszałem.
– Jaką mam gwarancję, że na pewno tak się stanie? – dopytywał niestrudzenie Erik, chociaż aktualnie wyglądał na takiego, co za wyjście z aresztu sprzedałby własną matkę.
– Dokładnie taką samą, jaką mam ja, że będzie mi pan przekazywać prawdę. Umowa między dwoma dżentelmenami zobowiązuje, czyż nie?
Nie myśląc zbyt wiele, smokobójca zgodził się, co było oczywistym rozwiązaniem dylematu ich obojga. Z jednej strony Erik zostanie wypuszczony na wolność i poza codziennym meldowaniem się przed Salarem będzie mógł swobodnie poruszać się po mieście w towarzystwie przeuroczej damy. Z drugiej detektyw dowie się wszystkiego, czego będzie potrzebował. W tym rozdaniu obydwoje wygrywali.

„Dobra robota" pochwalił sam siebie detektyw, gdy wspólnie z młodzieńcem wychodził z jego aresztu. Użył swojego dobrego imienia jako poręczenia za smokobójcę przed zarządcą. Często to robił w sprawach wymagających zastosowania nadzwyczajnych środków, dlatego nie napotkał żadnych problemów. Dzień zaczynał się nadzwyczaj obiecująco.  

4 komentarze

  1. Weszłam na twojego bloga przypadkiem i jestem bardzo mile zaskoczona :) Świetnie piszesz. Masz lekkie pióro i fajnie się to czyta, tylko mój jedyny problem polega na tym, że teraz będę musiała przeczytać wszystkie twoje posty. Ajajaj. Módl się żebym tego nie zrobiła bo jak się już wciągnę to będę cię gnębić o jak najszybsze publikacje :D pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi czytać takie pochwały. Dzięki =)
      Pozytywne kopniaki w tyłek o aktualizacje dla mnie są zawsze dobre, dlatego mam nadzieję, że poprzednie posty Ci się spodobają i jednak zostaniesz tutaj na dłużej.

      Usuń
  2. No hej.

    Od razu powiem, że zauważyłem błąd. Nawet dwa.

    "Salar zastanowił się. Dobrze rozumiał odczucia podwładnego i podziwiał go, że nie wpadł w „sidła" panny Tremaine. Jednocześnie sam ją przesłuchiwał, gdyby w jej zachowaniu było coś naprawdę podejrzanego, z pewnością by to dostrzegł. Jest przecież doświadczonym detektywem i już nie takie zagadki rozwiązywał."

    Pierwszy to brak literki "i" przed słowem "gdyby" w zdaniu "Jednocześnie sam ją przesłuchiwał, gdyby w jej zachowaniu było coś naprawdę podejrzanego". Tutaj to "i" idealnie by pasowało i nie wiem, czy po prostu o nim zapomniałaś czy zrobiłaś to specjalnie.

    Drugi to brak jednego czasu. Nie wiem, jak było w poprzednich rozdziałach, bo nie zwracałem na to uwagi, ale tutaj wpadło mi w oku, bo sam z tym miałem problem. Jeśli już piszesz w czasie przeszłym, to stosuj to do wszystkich czasowników itp. "Jest przecież doświadczonym detektywem i już nie takie zagadki rozwiązywał." - "Jest" na "był", ładnie proszę. :)

    Ogółem strasznie podoba mi się ten wątek detektywistyczny. Lubię kryminały i sam nawet jeden pisałem w dalekiej przeszłości (wiązał się z nim wątek cyberpunkowych wampirów). I tak jak poprzedni rozdział, czyli Interludium, dość opornie mi się czytało z racji politycznych rozmów itp., to ten czytało mi się przyjemnie.
    Manipulujesz czytelnikiem, przedstawiając najpierw jedno spojrzenie na postać, a potem nagle drugie, przeciwne. Coś jak z teoriami spiskowymi, kiedy masz oficjalną wersję wydarzeń, a później drugą, gdy ktoś zaczyna się nad tym zastanawiać. ;)
    Teraz autentycznie nie jestem pewien, czy przypadkiem dziewczyna nie zabiła albo nie zleciła zabicia swojego dziadka. Kiedy miałaby to zrobić? Pewnie wiąże to się z tym pobytem u smoka i luką w pamięci, jeśli można to tak nazwać. Obstawiam jednak, że oboje są niewinni, bo tak. X)

    Pozdrawiam,
    graf zer0.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ugh, dzięki za zwrócenie uwagi o czasach. Czasami faktycznie - sama się zapędzam i gubię, ale przy najbliższej okazji to poprawię.

      No i że akurat ten wątek przypadł Ci do gustu. Nie będę ukrywać, że to moje pierwsze podejście, ale póki się udaje i Czytelnik jest zadowolony - jestem z siebie dumna.

      Usuń

Smokobójca

Gdy Imperium toczy wojna domowa, a mniejsze państewka próbują umocnić swoją pozycję, na kontynencie smoki stają się niechcianymi szkodnikami, które niszczą wioski i kradną złoto. Zawód smokobójcy staje się coraz bardziej zyskowny, a wielu próbuje swoich sił w starciu z gadami, jednak tylko nieliczni są w stanie zdobyć kilkuletnie doświadczenie. Erik sam siebie uważa za najlepszego w tej nietypowej profesji, jednak szybko okazuje się, że zabicie smoka jest dopiero początkiem jego problemów. Niespodziewanie staje się jednym ze świadków morderstwa i musi odkryć kto zabił starego bankiera.

Poszukiwany

Podjęte w przeszłości decyzje miały konsekwencję, które Erik nie do końca przewidział. Trudno stwierdzić, czy jakość jego życia wzrosła czy zmalała. Z pewnością było zupełnie inaczej, niż się spodziewał, dlatego w końcu padną pytania, na które nigdy nie chciał odpowiadać.
W tym samym czasie, zaskoczony nieoczekiwanym rozwiązaniem prowadzonej przez siebie sprawy, detektyw Salar zaczął coraz głębiej drążyć w przeszłości rodziny Tremaine. Uzyskane odpowiedzi w niepowołanych rękach mogą okazać się bardzo niebezpieczne dla całego kraju.
W Trezonie sprawy zaczynały przybierać zły obrót dla Białych. Błękitna Księżniczka rozpoczęła wojnę totalną i nie zamierzała się wahać, by ostatecznie przejąć władzę w Imperium.
Świat nie zmienił się jakoś szczególnie odkąd zamordowano pana Tremaine. Imperium dalej walczyło samo ze sobą, a smoki nadal były traktowane jak szkodniki, które napadały na wioski i kradły złoto. Zawód smokobójcy cały czas pozostawał bardzo zyskowny, tylko czy warto ponosić ryzyko, gdy już nie jest się samemu?

Imperium

W zależności od miejsca pochodzenia historyka, kroniki różnią się opisem Upadku Isarii. Trezońscy kronikarze w swoich zapisach podkreślali niewątpliwy talent polityczny imperatora Artema. Przez potomnych został on nazwany Artemem Żelaznym, bowiem jego wola - niczym żelazo - łatwiej pękała niż uginała się. Badacze historii z innych państw natomiast uwielbiają umniejszać jego dokonania, przypisując część pomysłów jego faworycie, księżniczce Aili. Jak było naprawdę? Trudno powiedzieć. Jedno jest pewne, nawet w najbardziej fantastycznie brzmiącej legendzie tkwi ziarenko prawdy.