Imperium II

W czasie kilkunastu niemiłosiernie przeciągających się dni od upadku jej państwa, dziewczyna była świadkiem wielu okropnych sytuacji, których wolała nigdy nie widzieć. W czasie ostatniej bitwy o Isarię miasto dosłownie spłynęło krwią, a późniejsza feta barbarzyńskich najeźdźców wiązała się z zupełnym zezwierzęceniem. Akty przemocy niemożliwe do ludzkiego pojęcia zdarzały się również na zamku i były wymierzone również w tych, którzy wobec przegranej poddali się Trezończykom bez większego oporu.
Doszło nawet do absurdu, w którym Aila czasami była wdzięczna losowi, za to, co się z nią stało. W końcu imperator był tylko jeden i, bądź co bądź, nigdy nie skrzywdził jej tak, jak niektórzy żołnierze potrafili upodlić inne dziewczęta. Chociaż mógł. Pozwolił też, by zachowała wszystkie swoje rzeczy oraz podarował suknie i biżuterię należące do jej matki. Nie wygnał jej z wygodnych komnat zamku ani nie kazał ciężko pracować, co niejednokrotnie mu doradzano. Zamiast tego pozwolił jej wykonywać normalne obowiązki i zarządzać zamkiem jak zwykle to robiła. Ostatecznie, mogło być z nią znacznie gorzej. Paradoksalnie to właśnie ten znienawidzony Artem stał się jej gwarantem bezpieczeństwa i dobroczyńcą. Księżniczka nigdy nie czuła większego obrzydzenia do samej siebie, niż w chwili, gdy przyłapała się na podobnych myślach.
– Woda nie jest zbyt zimna? – zapytała Dalia, myjąc plecy księżniczki.
Przydzielona służąca zwracała się do niej wyłącznie po trezońsku, zgodnie z życzeniem imperatora.
– Nie, jest w porządku – odparła drżącym głosem Aila, chociaż rzeczywiście, jej ciało pokryła gęsia skórka. Czasami zdarzało się tak, że mimo wytężenia wszystkich sił, nie zdołała zdusić płaczu, który nieustannie męczył ją, odkąd doszło do tych wszystkich tragedii. Z przeraźliwie mocno bijącym sercem, dłonią wytarła suche powieki, upewniając się, że łzy jeszcze nie spłynęły po jej policzkach.
Wbrew temu, co początkowo myślała, imperator wcale nie traktował jej z jakimś szczególnym nabożeństwem. Po pamiętnym zwycięstwie nie tknął swojej branki przez tydzień, najwyraźniej będąc zbyt zajętym wprowadzaniem własnych porządków w jej kraju. Ona z kolei w tym czasie miała przynajmniej kilkanaście sposobności na zabicie go. Przez zadźganie, poderżnięcie gardła, uduszenie, upadek z wysokości… Księżniczce nie brakowało pomysłów na skrócenie życia najeźdźcy, ale z każdy kolejny dzień odsłaniał coraz więcej powodów, by jednak tego nie robiła.
Później imperator pojechał sobie na polowanie, zostawiając Ailę w zamku. Jego nieobecność ośmielała wielu trezończyków. W czasie pierwszej nocy od wyjazdu imperatora księżniczka mogłaby przysiąc, że twierdzą znowu trzęsie bitwa. Słyszała potworne wrzaski i pewnie, gdyby przezornie nie zaryglowała się w sypialni imperatora, sama dołączyłaby do nich. Na drugi dzień należało spalić wiele martwych ciał. Z czasem noce stały się nieco spokojniejsze, ale to wcale nie oznaczało, że były, choć odrobinę bezpieczniejsze.
– Wracają! – zawołała służąca, gdy gdzieś w oddali ponurą ciszę przerwał dźwięk rogu. Zaciekawiona dziewczyna wyjrzała przez oszklone okno komnaty, wyraźnie ciesząc się z powrotu zbrojnych, którzy wspólnie z ich władcą od kilku dni zabawiali się na polowaniu. Z królewskich lasów wrócili szybciej, niż się spodziewano.
Serce księżniczki drgnęło w złym przeczuciu. Czyżby w czasie polowania stało się coś złego imperatorowi? Kto inny zdołałby obronić ją przed tymi barbarzyńcami? Jeśli zabraknie Artema, nie byłoby już nikogo, kto utrzymałby te bestie w ryzach, z dala od niej. Poddani… Jej biedni, podbici poddani byli obecnie zbyt słabi, by cokolwiek zrobić. Nikt nie mógł pomóc. Z pewnością nikt nawet nie chciał. Okrutna wojna zdążyła zmęczyć wszystkich.
– Musi pani to zobaczyć! – Dalia aż podskakiwała, gdy przemierzała odległość od okna do balii, w której kąpała się upadła księżniczka. Ciemnobrązowe kosmyki włosów opadły jej na piegowatą twarz.
Służąca szybko sięgnęła po prześcieradło kąpielowe i szczelnie owinęła swoją panią. Nie bacząc na ospałość Aili, bezceremonialnie pociągnęła, by też zobaczyła przyjazd imperatorskiej świty. Nietrudno było zgadnąć, że dziewczyna nigdy wcześniej nie służyła żadnej prawdziwej damie.
– Tam, na głównym trakcie!
Księżniczka z niechęcią spojrzała na zniszczone miasto. Kilka tygodni temu ulice tętniły życiem, teraz za to wyglądały jak kompletne ruiny. Trezońscy żołnierze rozkradli, co tylko się dało, przy okazji niszcząc to, czego zabrać nie mogli. Z niegdyś pięknego uniwersytetu zostały jedynie zniszczone mury pozbawione dachu, a wspaniała biblioteka – duma jej narodu – nieubłaganie traciła kolejne bezcenne woluminy. Aila sama słyszała, jak Artem kazał pilnować budynku.
Być może właśnie tak wyglądałby pochód jego wojsk, gdyby miasto poddałoby się bez walki. Zwarty szyk, dyscyplina zbrojnych, na przedzie kilku ulubionych rycerzy imperatora, ozdobionych trezońską bielą. Czystą, pozbawioną śladów krwi, które wyryły się w pamięci księżniczki. Zaraz za swoimi pupilami jechał imperator. Aila poznała go po karym ogierze, którego dosiadał. Artem jechał bez żadnego kompana do rozmowy obok siebie.
– Widzi to pani?
Księżniczka potrzebowała dłuższej chwili, by dostrzec, o co pyta służąca. Daleko za imperatorem sześć koni ciągnęły rząd połączonych ze sobą wozów, na którym leżał wyciągnięty, czarny jak smoła gad. Aili zaschło w gardle, gdy zrozumiała, że to nie jest zwykłe zwierzę. Imperator upolował smoka.
– Tak, widzę – wykrztusiła w końcu. – Powinnyśmy szybko przygotować się na przyjęcie jego wysokości.
Na okazję jego powrotu księżniczka wybrała ostentacyjnie białą suknię zdobioną misternymi neustijskimi haftami i ormijskimi koronkami. Dotyk cienko tkanego jedwabiu, chociaż przyjemny, przypominał jej o doświadczonej stracie.
Dziedziniec zamku w porównaniu do tego, jakim go pamiętała, został zmieniony w prawdziwe pobojowisko. Barbarzyńcy z prawdziwą pasją niszczyli wszystko, co tylko chwycili w ręce. Płaskorzeźby, które zdobiły wewnętrzny mur, w całości wykuto, zostawiając jedynie zniszczone cegły, a kilka spokojnie rosnących drzew wyrwano razem z korzeniami. Trezońska służba imperatora, nawet nie zawracała sobie głowy przyjazdem ich pana. Widząc to, Ailę zaczął palić wstyd, że dopuściła do tego wszystkiego.
Rozmiękła ziemia zatrzęsła się, gdy do zamku wpadł Artem ze swoją świtą. W przeciwieństwie do zakutych w stal rycerzy nosił na sobie okropnie uszyty wełniany kaftan, który zupełnie nie pasował ani do wczesnojesiennej pogody, ani do barbarzyńcy. Trezończycy uwielbiali pławić się w świecidełkach, którymi namiętnie zdobili swoje stroje i fryzury, tymczasem imperator wyglądał w najlepszym razie jak ubogi farmer. Do tego obrzydliwie cuchnął. Księżniczka z trudem przezwyciężyła mdłości, gdy przechodził obok niej. Okropny odór spoconego ciała, końskiego łajna i gnijącego trupa niósł się za nim przez dłuższą chwilę. Inni też musieli czuć ten smród. Drużyna imperatora trzymała się zbyt daleko niego, by uznawać to za normalne. Zwykle rzadko odstępowali Artema na krok, teraz pozwolili mu samotnie wejść do twierdzy.
Na dziedzińcu rozległy się pełne niedowierzania okrzyki, gdy wprowadzono wozy ze smokiem. Aila również dołączyła do zbiorowej ciekawości pomieszanej z niedowierzaniem. Z imperatorskiego polowania nie przywieziono trofeum w postaci olbrzymiego smoczego truchła, jak początkowo myślała. Ciasno związany smok cały czas żył i łypał na nią wściekłymi ślepiami. Kiedy wydał z siebie pełen groźby pomruk, ludzie stojący najbliżej, natychmiast zaczęli oddalać się od skrępowanej bestii.
Isarczykom niestraszne było zabijanie smoków. Wbrew pozorom, to nie taka trudna sztuka, gdy wie się co nieco na temat ich natury. Jednak łapanie gadów żywcem to zupełnie inna sprawa. Aila czasami słyszała o zuchwałych kradzieżach jaj czy smocząt z leża i nieudanych próbach udomowienia ich. Natomiast nigdy nie spotkała się z próbą pojmania żywego stwora, a ten złapany przez Artema wyglądał na zupełnie dorosłego. Bestia mierzyła jakieś pięćdziesiąt stóp długości i ciasno związana grubymi linami, zajmowała całą szerokość wozów. Jej cztery kończyny przylegały do podłużnego cielska, pokrytego pięknymi, mieniącymi się w świetle słońca, czarnymi łuskami. Poza tym smokowi odrąbano skrzydła. Isarczyjce zrobiło się żal gada, gdy w miejsce dwóch członków zobaczyła jedynie krótkie kikuty pokryte świeżym strupem. Mimo tego nie rozpaczała zbyt długo nad ponurym losem zwierzęcia. Gromki śmiech ulubieńców Artema odwrócił jej uwagę.
– Nie wiem, czy smarkacz był bardziej głupi, czy odważny – rechotał Kortaj, wyszczerzając zęby. Aila nie wiedziała, jak mogła, chociaż na chwilę uwierzyć, że ten rycerzyk w złotej zbroi przyniesie jej ratunek. Zamiast tego okazał się zwiastunem okropnej klęski. – Oblanie imperatora wiadrem pełnym gówna i skunksich szczyn musiało się źle skończyć.
Mimo sytuacji trzeba oddać Kortajowi, że był przystojnym chłopakiem. Dwudziestoletni młodzieniec, całkiem wysoki i szeroki w barkach, mimo krzywd, które wyrządził, cały czas cieszył się powodzeniem wśród wolnych dziewcząt. Jego sięgające ramion włosy miały kolor palonej kawy, a złamany przed laty nos dodawał łagodnym liniom twarzy zadziornego charakteru.
– Ale sam powiedz, że Artem zareagował jak południowy słabeusz. Za coś takiego trzeba było puścić z dymem cały powiat – odparł drugi rycerz, którego widok za każdym razem mroził krew w żyłach księżniczki. Dobrze pamiętała zimne spojrzenie jego szaroniebieskich oczu i fakt, że to właśnie on zamordował jej małego braciszka. Zdążyła dowiedzieć się, że nosił nazwisko Lejton, a jego brat był bogaczem zza gór.
– Wioskę przynajmniej – zgodził się Silas, trzeci z imperatorskich kundli i zarazem najstarszy z nich. Trudno powiedzieć, czego miał na twarzy więcej: blizn czy zmarszczek. Jako jedyny z rycerzy imperatora nie brał udziału w polowaniu. – Bez bata południowcy zaczynają się panoszyć – dodał, spoglądając wymownie na Ailę.
Szybko pozostała dwójka poszła za jego przykładem, ale to nie spłoszyło księżniczki. Czy to się komukolwiek podobało, czy nie, była branką Artema i żaden z nich nie miał prawa jej tknąć. Stary barbarzyńca nie ośmielił się poczynić więcej uwag, Lejton w niepokojącym milczeniu skłonił nisko głowę, jakby chciał oddać jej hołd, natomiast Kortaj roześmiał się radośnie i gestem ręki przywołał dziewczynę do siebie. Czuła w tym jakiś upokarzający podstęp, ale głupia ciekawość zwyciężyła. Ciężka łapa spoczęła na ramionach księżniczki, gdy młodzieniec objął ją nonszalancko i zaczął palcami przeczesywać jej rozpuszczone rude pasma.
– Zgadzasz się? – zapytał rycerz, nachylając się nad uchem dziewczyny. Zimny dreszcz przebiegł po jej plecach, a na szyję i ramiona wstąpiła gęsia skórka.
– Bardzo mi przykro, ale nie wiem, czego dotyczy rozmowa – odparła chłodno, acz uprzejmie Aila, siląc się na usłużny ton. Zignorowała dłoń Kortaja, który teraz z niezdrową fascynacją badał jej włosy od samej nasady, dotykając palcami skórę głowy.
– To bardzo dziwne. – Szarpnięcie było tak niespodziewane, że Isarczyjka pisnęła. Krótko, bo krótko, ale wystarczająco donośnie, by zwrócić na siebie spojrzenia innych ludzi. Nikt jednak nie odważył się zwrócić uwagi imperatorskim kundlom. – Mógłbym przysiąc, że podsłuchiwałaś. – Przy drugim szarpnięciu Aila nie wydała z siebie żadnego dźwięku. Kortaj zadarł jej głowę wysoko, tak by mogła zobaczyć błękit nieba, ale nie ośmielił się zagrozić stalą. – Cieszysz się, wiedźmo?
– Nie wiem, o co chodzi. – Barbarzyńcy mogli się wściekać i obrażać ją do woli, ale gdyby spróbowali wyrządzić jej jakąkolwiek krzywdę, rychło spotkałaby ich kara.
– Twój poddany zaatakował imperatora wiadrem pełnym nieczystości. A jedyną karą, jaką za to otrzymał, było zlizanie wszystkiego ze zbroi. Chyba zgodzisz się, że to zbyt łagodny wyr…
– Ja nie mam żadnych poddanych – odpowiedziała zimno księżniczka. Kortaj puścił jej włosy, pozwalając stanąć prosto. – Pamiętasz, panie? Sam ogłosiłeś, że cała Isaria należy do jego wysokości. Przykro mi, że w czasie polowania spotkała go taka nieprzyjemność.
– „Nieprzyjemność”? – Silas splunął prosto pod stopy Aili, która cofnęła się z obrzydzeniem. – Raczysz sobie żartować, dziewczyno! Twoi ludzie napadli na nas! To była zwyczajna zasadzka!
– Zasadzka zorganizowana wyłącznie po to, by oblać imperatora fekaliami – zgodziła się Isarczyjka, a jej granatowe oczy zapłonęły w bezsilnej złości. – Tylko się cieszyć, że przy tak lichej ochronie nie doszło do czegoś znacznie gorszego.
Silas gotowy był ją uderzyć, ale dwaj pozostali kundle w porę go przytrzymali. Jego duża, brzydka twarz zrobiła się cała purpurowa, a białe blizny błyszczały złowieszczo, niczym błyskawice w czasie burzy.
– Powtórz to, suko! – krzyknął na nią, szarpiąc się ze znacznie młodszymi Kortajem i Lejtonem. – Powtórz to, a gnaty ci poprzetrącam!
– Daj spokój – powtarzał co rusz milczący rycerz o złowrogim spojrzeniu. – Artemowi to się nie spodoba.
– To wiedźma. Omotała go urokiem, ale nie na długo – dodawał od siebie przystojny młodzik. –Gdy tylko okaże się jałowa jak pozostałe, straci jego względy.
Aila nie odpowiedziała. Zaczepka nie wywołała w niej żadnych negatywnych uczuć, ba! Nawet ucieszyłoby ją, gdyby nigdy nie urodziła imperatorowi dzieci. Niech sobie poszuka innych kobiet. Z całą pewnością wiele Trezonek chętnie zostanie matką jego następców z własnej, niczym nieprzymuszonej woli.
Odeszła od kundli Artema, chcąc w spokoju dopilnować, by na zamku imperatora nie spotkała już żadna nieprzyjemność. Jego gniew mógł mieć katastrofalne dla kraju skutki, dlatego księżniczka osobiście zadbała, by dobrze wywietrzono salę tronową i udekorowano ją cudem uratowanymi gobelinami z motywem smoków, a kucharze przygotowali najlepsze smakołyki. Zarządziła również wytoczyć z piwnicy jedną z beczek płynnego złota, które jej ojciec skrzętnie zbierał. To powinno chociaż trochę go udobruchać.
Gdy przyszła pora posiłku i jego wysokość zdecydował się tego dnia nie ucztować, a spokojnie zjeść w swoich komnatach, Aila powierzyła kucharzowi wybranie dań, które wydawały się mu się najodpowiedniejsze dla imperatora. Sama wzięła na siebie rolę gospodarza i przyjęła Trezończyków w wielkiej sali niczym najznamienitszych gości. Nie spodobało się to ani jej ludziom, którzy mieli dość służenia barbarzyńcom, ani Trezończykom, którzy nie tolerowali jej panoszenia się we własnym domu. Ich zdanie nie miało jednak żadnego znaczenia. W zamczysku liczyła się opinia tylko jednej osoby.
W czasie uczty, pod pretekstem rozmowy o polowaniu, do uszu dziewczyny doszło wiele ważnych informacji. Trezończycy narzekali na kiepskie jedzenie w oberżach, które mijali i niewielką ilość zwierzyny w lasach, które należały do króla. Nie podobało im się tracenie metali na dziwaczne mechanizmy i nieużyteczne w ich mniemaniu rzeczy. Ani to, że na ich widok, Isarczycy, zamiast walczyć, poddawali się. Nie mieściło im się w głowach, by ktokolwiek cenił życie bardziej niż dobrą bitkę.
– Czy ludzie głodują? – zapytała w pewnej chwili, ściągając na siebie grzmiące spojrzenia wojów Artema. Spodziewała się, że zostanie wyśmiana, zamiast tego Lejton, który siedział po jej lewej stronie, cicho odparł:
– Tak, myślę, że tak.
Aila spojrzała na niego ze szczerym zdziwieniem.
– To dziwne – stwierdziła ze sztuczną lekkością w głosie. – Wydawało mi się, że tego lata plony uchodziły za wyjątkowo obfite.
– Większość pól na północy kraju została spalona przed zbiorami – wyjaśnił rycerz. – A to, co zostało, okropnie podrożało. Nie wszystkich stać na jedzenie. Myśliwi odważyli się nawet wejść do lasów imperatora. Jednego dnia nad Kurem trzeba było powiesić aż piętnastu ludzi za kłusownictwo.
Informacja zmroziła krew w żyłach dziewczynie. Lejton nazwał ich kłusownikami, jednak mogła się założyć, że tak naprawdę były to dzieci lub starcy. Mężczyźni zginęli w wojnie.
– Pierwszą grupę zignorowaliśmy, drugiej kazaliśmy wracać do domu, ale przy trzeciej i kolejnych Artem stracił cierpliwość. Ludzie muszą wiedzieć, że chociaż władca się zmienił, prawo nadal obowiązuje. – Słowa blondyna brzmiały obojętnie, ale nie ośmielił się podnieść spojrzenia na Ailę.
Zastanawiało ją, czy gdy podróżowali i musieli spojrzeć w oczy każdemu, kogo skazali na głód, mieli jakiekolwiek wyrzuty sumienia. Czy takie bestie jak oni w ogóle potrafiły współczuć? Księżniczka szczerze wątpiła.
Jedynym sztućcem, którego potrafili używać Trezończycy były noże. Barbarzyńcy nigdy nie rozstawali się ze swoimi krótkimi kordami, które służyły im zarówno jako broń, podręczne narzędzie do zarzynania zwierzyny, jak i do krojenia mięsa. Wszystko inne wyjadali palcami jak zwierzęta. Gdy po raz pierwszy wyłożono srebro stołowe, uznali to za podarek od przegranego, a nie wiedząc, do czego służy widelec czy łyżka – wyginali je i przymierzali do swoich płaszczy niczym spinki. Aila przecierała oczy ze zdumienia, gdy w czasie zwycięskiej uczty widziała jak imperator, ten sam imperator, który pokonał w boju jej brata i ojca, nie potrafi zjeść zwykłej zupy wzorem cywilizowanych ludzi.
Dziewczyna nie odpowiedziała rycerzowi. Perspektywa przedłużającego się cierpienia jej poddanych odbierała jej apetyt i sprawiała, że głos grzązł jej w gardle. Ilekroć o tym rozmyślała, nie mogła pojąć, w jaki sposób doszło do przegranej jej kraju. Isaria pod każdym względem była lepszym państwem od Trezonu. Mieli do swojej dyspozycji dobrze zorganizowane wojsko, uczonych strategów i przede wszystkim, siejący ogromne zniszczenie czarny proch. Mimo tego zostali rozgromieni przez tę krwiożerczą bandę.
Delikatne szturchanie za ramię przerwało rozmyślanie księżniczki. Z niezadowoleniem spojrzała na sprawcę zamieszania, którym okazał się młody trezoński chłopiec, którego Artem niesłusznie nazywał swoim podczaszym. W praktyce służącemu bliżej było do pazia.
– Jego wspaniałość wzywa panią – oświadczył cicho, nachylając się nad jej uchem.
Serce Aili zaczęło bić tak mocno, że sprawiało jej ból. Twarz jej zbladła, a przez głowę przeleciały dziesiątki pytań. Dlaczego wzywa ją akurat teraz? Czy czymś go rozgniewała? A może chce ją pochwalić? Czy znowu ją skrzywdzi? Z trudem wstała od stołu i chwiejnym z przerażenia krokiem poszła za chłopcem do komnat zajmowanych przez imperatora. Czy ktoś zauważył, jak kurczowo zaciska dłonie w pięści?
Gdy weszli do komnaty, natychmiast poczuła znajomy już smród i ujrzała klęczącego przed imperatorem zamkowego kucharza. Płakał, lecz natychmiast dostrzegł swoją księżniczkę. Błagalnie wzniósł do niej ręce i podarował przerażone spojrzenie.
– Wasza wysokość, ja nie chciałem… Kazałaś, pani, przygotować coś specjalnego, więc to zrobiłem. Nie wiedziałem… – mówił w ojczystym języku, co wyraźnie nie spodobało się Artemowi, który uparcie milczał.
Na początku nie wiedziała, o co chodzi. Szybko rozejrzała się po komnacie swoich rodziców, która wyglądała na nietkniętą przez obcą rękę. Prawie wszystko stało niezniszczone, na swoim miejscu. Jedynie duża, palisandrowa skrzynka, która kryła w sobie mechanizm nowoczesnego czasomierza została przysunięta bliżej łoża. Najwidoczniej Artem lubił badać wynalazek przed snem.
Imperator siedział wygodnie na jednym z krzeseł. Odbyta kąpiel tylko trochę pomogła z paskudną wonią, którą roztaczał. Nosił na sobie rozpięty do połowy, błękitno–czarny dublet ojca Aili wykonany z pierwszorzędnej jakości bawełny i jasne, barbarzyńskie spodnie z szorstkiego samodziału. Jego ciemne włosy zostały zgolone zupełnie na łyso, razem z brwiami i zarostem, co nadawało jego niezadowoleniu wyjątkowo złowieszczy wygląd. Dopiero gdy Aila dostrzegła ceramiczny talerz z nietkniętą przepiórką w figach, zrozumiała, o co się rozchodzi. Podanie drobiu Trezończykom uchodziło za okropną obrazę, dlatego natychmiast sama też uklękła przed jego wysokością i pokornie spuściła przed nim głowę. Nigdy w życiu nie uda jej się wytłumaczyć z tego przewinienia.
– On twierdzi, że to ty kazałaś mu przygotować to… coś – podjął Artem, wskazując na danie.
– Kazałam mu przygotować dla waszej wysokości wszystko, co najlepsze, a później kazałam sługom to podać – zgodziła się ze stwierdzeniem księżniczka. – Przepiórka w Isarii uchodzi za wielki rarytas. To danie królów.
– Widzisz tu gdzieś króla? – Słysząc zadane pytanie, Ailę oblał rumieniec równie czerwony, co jej włosy. – Bo ja nie.
Tylko ułamek sekundy zajęło dziewczynie zastanowienie się nad odpowiedzią. Bez drugiej chwili do namysłu, nim zbyt dobrze przemyśli konsekwencje pyskówki, odparła:
– Po podbiciu królestwa jego wysokość stał się również i królem.
Dopiero kiedy usłyszała samą siebie, zrozumiała jak niedorzecznie odważnie brzmią jej słowa. Przeraziło ją to, ale nic więcej do nich nie dodała. Jeszcze koszmarniejszy wydał się zimny śmiech, którym wybuchł imperator.

– Technicznie rzecz biorąc, nie podbiłem Isarii, a ją anektowałem, więc nie tyle stałem się królem, ile raczej wymazałem królestwo z mapy. – Aila oczami wyobraźni widziała, jak jej ścięta głowa będzie toczyć się po podłodze, podobnie do tego, co stało się z jej młodszym bratem. – Ale podoba mi się sposób, w jaki kombinujesz. Masz coś jeszcze do dodania?
Księżniczka nigdy nie uważała samej siebie za odważną, w przeciwieństwie do jej braci. Łatwo nabierała się na bajki o potworach, nie lubiła zapuszczać się w nieznane miejsca i jak ognia unikała wszelkich konfliktów. Mimo tego śmiała powiedzieć:
– Tak, to moja wina. To ja nie dopilnowałam dań i pozwoliłam, by jego wysokość otrzymał drób. Jeśli jego wysokość czuje się obrażony przez moje zaniedbanie, proszę, żeby swój słuszny gniew skierował tylko na mnie. – Ukradkiem podniosła wzrok, by spróbować odczytać z twarzy imperatora, co zamierzał.
Bez zarostu i ciemnych włosów wyglądał jeszcze groźniej. Aila z łatwością dostrzegała zmarszczki na twarzy Artema, które zdradzały, że już dawno przestał być młodzieńcem. Tylko kilka lat różnicy dzieliło jego wiek od wieku jej ojca. Jego głęboko osadzone oczy, czarne jak dwa węgle spoglądały na dziewczynę na poły dzikim spojrzeniem, a wąskie usta o opadających kącikach drżały. Chciał coś powiedzieć?
– Pani twierdzi, że to jej wina, więc możesz odejść – rzekł imperator do kucharza po krótkiej chwili namysłu. – Tylko zabierz ode mnie to ohydztwo.
Gnąc się w pokłonach dla litościwego władcy, Isarczyk dziękował mu za okazaną łaskę. Pospiesznie zabrał ze sobą talerz i niemal wybiegł z komnaty, nie przestając chwalić mądrości i sprawiedliwości, jaką okazał mu trezoński wódz. Gdy tylko zamknęły się za nim drzwi, do uszu Aili dobiegł dźwięk rozbijającego się talerza, który najwyraźniej musiał wypaść z drżących rąk poczciwca.
– I co mam z tobą zrobić? – westchnął Artem. Księżniczka nie ośmieliła się nic odpowiedzieć, więc wstał z miejsca i niczym wygłodniały tygrys zaczął krążyć wokół niej. – Dochodziły do mnie różne skargi. Moi ludzie twierdzą, że podczas mojej nieobecności zachowywałaś się jak prawdziwa królowa. Teraz podburzasz poddanych do jawnego obrażania mnie. A kto wie, co siedzi w twojej głowie? Może jeszcze planujesz rebelię przeciwko moim rządom?
Wiele razy. Niezliczoną ilość, zawsze, gdy ogarniała ją bezsilna złość na położenie, w którym się znalazła. W marzeniach odcinała mu łeb, podobnie jak jego ludzie pozbawili głowy jej brata. Każdej nocy od rozpoczęcia wojny śniła, że doprowadza do jego klęski. A imperator, klęcząc przed nią, żałośnie błaga o litość. Aila nie miała w sobie ani krzty miłosierdzia, tak samo, jak on nie miał go dla niej.
– Jego wysokość okazał mi dużo dobroci i łaski. Bunt byłby… – umilkła, gdy poczuła, jak imperator zaciska twarde dłonie na jej ramionach. Całe ciało dziewczyny napięło się, gotowe do skoku i ucieczki jak najdalej od jego dotyku. Ostatkiem woli zwalczyła odruch.
– Mów dalej – padła komenda, a szorstkie palce zaczęły muskać granice kołnierzyka sukni z szyją.
– Bunt byłby niewdzięczną głupotą z mojej strony – skończyła swoją myśl. Czy teraz ją udusi? Im dłużej czekała na werdykt, tym bardziej się go bała. Musiała kurczowo zacisnąć dłonie na materiale sukni, by nie zdradzić, jak bardzo się trzęsą.
– Zdesperowani ludzie często robią głupie rzeczy – odparł Artem, zostawiając szyję księżniczki w spokoju. Powolnym krokiem obszedł dziewczynę dookoła, po czym niespodziewanie usiadł na wyłożonej skórami zwierząt ziemi, naprzeciwko niej. Oparł brodę na pięści i zaczął intensywnie przyglądać się swojej brance. – Czujesz się zdesperowana?
Zadanie pytanie zupełnie skonfundowało Ailę. Co miała na nie odpowiedzieć? Jeśli powie, że tak, imperator odczyta to jako przyznanie się do zdrady. Jeśli zaś powie, że nie, być może będzie chciał doprowadzić ją do desperacji. Postawił ją w sytuacji bez wyjścia i na tę myśl po plecach dziewczyny przebiegły zimne ciarki. Dlatego na pytanie odpowiedziała w najlepszy sposób, jaki przyszedł jej do głowy.
– Nie rozumiem pytania.
Imperator wydał z siebie pomruk niezadowolenia, na którego dźwięk, serce księżniczki podskoczyło do gardła.
– Wobec tego, wiesz może, dlaczego podanie mi ptactwa, było tak karygodnym posunięciem? – zapytał, a jego branka, zbyt przerażona, by pisnąć choćby jedno słowo, pokręciła przecząco głową. – Szkoda. Co to jest?
Z początku dziewczyna myślała, że jego wysokość ma na myśli okno, które wskazywał. To samo okno, przez które miała ochotę się rzucić, gdy widziała najgorsze obrazy. Powinna skoczyć. Już nigdy nie zdobędzie w sobie wystarczająco dużo odwagi, żeby skończyć to wszystko. Zagwozdka jednak nie mogła dotyczyć okna, przez które dziewczyna widziała skrawek błękitu. To byłoby zbyt proste, dlatego Aila w milczeniu wpatrywała się w coś, co Artem chciał wskazać i po raz kolejny nie rozumiała zadanego pytania. Co było za oknem? Widok na fosę okalającą twierdzę i na zrujnowane miasto. Miała to jakoś szczególnie nazwać?
– Jego Wysokość pyta o swoje imperium? – Głos księżniczki brzmiał jak zza grubej ściany. – Jest ono bardzo rozległe, chociaż zmęczone nieustannym…
– Nie pytałem o ziemię. – Mężczyzna protekcjonalnie poklepał Ailę po głowie. – A o to, co jest nad nią. Czym dla ciebie jest niebo?
– Cóż… – Imperatorska branka skupiła się, układając w głowie jak najlepszą odpowiedź. Nie przyszło jej to łatwo, gdy zorientowała się, że nie potrafi ubrać w słowa najoczywistszych rzeczy. – Zgodnie z moją wiedzą, niebem nazywamy sklepienie świata, na którym przemieszczają się ciała niebieskie i to wszystko, co mogę powiedzieć.
– Możesz usiąść.
Ledwo usłyszawszy zgodę, przysiadła na piętach. Artem nie wyglądał na zadowolonego taką odpowiedzią na pytanie, a jego spojrzenie przeszywało księżniczkę na wskroś.
– Czym według ciebie jest to „sklepienie”? – zadał kolejne pytanie, a zimny pot oblał plecy Aili.
– Jestem pewna, że Jego Wysokość ma dostęp do wielu uczonych, którzy lepiej niż ja odpowiedzą mu na tak ważkie pytania. – Zmusiła się do bladego, acz przymilnego uśmiechu. – Nie jestem pewna, czy sama do końca pojmuję, czym w istocie jest niebo, więc nie mogę wytłumaczyć tego lepiej, niż to zrobiłam.
– Nie obchodzi mnie wiedza. – W końcu zrozumiała, do czego dążył imperator.
– Na południu wierzymy tylko w to, co możemy zbadać empirycznie.
– W takim razie co to za wiara? – Kąciki ust mężczyzny wygięły się w drwiącym uśmieszku. – W Trezonie mówi się, że śmierć dotyczy tylko ciała. Ludzki umysł, dusza i wola zostają, by pomagać potomnym na tak długo, jak żyjący pamiętają o zmarłych. Jeśli wierzycie tylko w to, co możecie zbadać, to co według ciebie spotkało twoją rodzinę?
Księżniczka zbladła na samo wspomnienie ojca i braci, a w ustach poczuła smak goryczy. Gdyby chociaż odrobina z tego, co powiedział jej Artem, była prawdą, to co by jej doradzili? Jak mogliby jej pomóc? Wszyscy trzej przegrali w starciu z północnym barbarzyńcą.
– Stanęli na drodze jego łaskawości – odpowiedziała, uważnie ważąc słowa – więc obrócili się w pył. To wszystko.
Imperator sięgnął po kosmyk czerwonych jak krew włosów. Obracał go między palcami, jakby badając ich grubość oraz fakturę, po czym założył za ucho dziewczyny i odsłonił jej zbielałą twarz.
– Myśl, że śmierć wszystko kończy… Nie jest ci ciężko z nią? – Protekcjonalne poklepanie po policzku sprawiło, że na twarz dziewczyny wstąpił rumieniec.
– A czy jego wysokości jest ciężko, gdy zrzuca zbędny balast? – Jakimś cudem głos nie uwiązł w gardle Aili, gdy porównywała najbliższych do życiowego obciążenia. – Owszem, na początku miałam poczucie straty, ale teraz jest mi lżej.
– Lżej?
– Śmierć wyzwala – wyjaśniła niedowierzającemu jej słowom Artemowi, co z niewiadomych przyczyn dodało jej otuchy. – Bo jeśli wszystko kończy, a mój ojciec i bracia są martwi, nie wiąże mnie ich ambicja. Nie ogranicza mnie ich wola. Nie muszę dzielić ich nienawiści. Nie ma ich, więc nie jestem im niczego winna. Z drugiej strony… To musi być okropne zawsze czuć na plecach oddech swoich przodków? Być związanym ich aprobatą? Przy każdej decyzji być ocenianym przez duchy przeszłości?
Łgarstwo gładko wypełzło z ust dziewczyny. Nie wierzyła w ani jedno swoje słowo, ale imperator wydawał się przyjmować takie wytłumaczenie południowej filozofii.
– W istocie. Dla ciasnych umysłów północna wiara może wydawać się przytłaczająca. – Niespodziewana zgoda w poglądach zszokowała Ailę. Myślała, że Artem dąży do otwartego opiewania wyższości północnej kultury nad południową, dlatego stosunkowo drobna uszczypliwość nie zrobiła na niej żadnego wrażenia. Zdecydowanie gorzej zniosła następny komentarz władcy, który zdecydowanie zbyt natarczywie studiował jej twarz.
– Nie jesteś taka znowu najgorsza.
Wyginając usta w pełnym wyższości uśmieszku, Artem wstał z miejsca. Zrobił to w doskonałym momencie, gdyż właśnie wtedy do komnaty wrócił zgięty w pół kucharz, niosący na rękach imponujący półmisek skwierczących jeszcze mięs. Natomiast kolejni służący przynieśli misę z gotowanymi warzywami, talerz pełen deserowych łakoci i czystą zastawę. Na samym końcu do komnaty wszedł mały paź, ostrożnie niosąc szklany puchar i dzban pełen słodkiego, czerwonego wina.
Mężczyzna pstryknął palcami na Ailę i wskazał jej drzwi.
– Właściwie to możesz już iść. Wieczorem sam cię odwiedzę.
Pomimo wyraźnego rozkazu, księżniczka nie ruszyła się z miejsca. Czuła, jak wszystkie jej mięśnie boleśnie się napinają na samą wzmiankę o jego odwiedzinach. Przez głowę przeleciało jej wspomnienie ostatniego koszmaru. Nie życzyła sobie takich wizyt ani nie chciała imperatora w swoim łóżku.
Pomimo drżenia nóg, dziewczyna wstała z miejsca. Powoli otrzepała suknię z ziemi i odczekała chwilę, aż służący znowu ich opuszczą.
– Wystarczy, że jego wysokość po mnie pośle, a przyjdę – rzekła tak spokojnie, jak tylko potrafiła. – W mojej sypialni cały czas brakuje drzwi.
Artem tylko machnął ręką.
– Cokolwiek – mruknął, gestem dając do zrozumienia, że wolał, aby już wyszła.
Bez dalszej zwłoki, księżniczka ukłoniła się sztywno przed imperatorem i opuściła go. Jak w transie przeszła przez zimny korytarz i zeszła po stromych schodach, gdzie minęła się z młodym Kortajem. Emocje opuściły ją dopiero w wielkiej sali, gdzie sprzątano po obiadowej uczcie. Tam przysiadła na jednym z krzeseł i dopiero wtedy, niespokojnie spoglądając na kamienny tron, zaczęła zastanawiać się, co ją czeka.
Nawet małe dzieci na południu wiedziały, że imperatorzy nigdy nie zawierali małżeństw, nawet tych dynastycznych. Oczywiście, czasami, jeśli wymagała tego sytuacja, w swej niewątpliwej mądrości, dobroci i łaskawości mogli przyjąć pod swoją opiekę jakąś wpływową księżniczkę, królewnę czy inną szacowną damę. Niemniej jednak, małżeństwo w przypadku rządzącego rzekomym Imperium było nie do przyjęcia dla barbarzyńców. Porównanie ich władcy do króla którejś z krain cywilizowanego świata stanowiło okropną obrazę. Ich wódz powinien zostać wyniesiony daleko ponad zwykłych możnych tego świata.
Historia również znała takich przywódców Trezonu, którym wystarczyła jedna towarzyszka na całe życie. Aila dobrze wiedziała też, że taka decyzja powodowała powszechne niezadowolenie, a jeśli wybranka z jakichś powodów nie była w stanie urodzić godnego następcy, zwykle kończyła swój żywot w wyjątkowo tragicznych okolicznościach. Dlatego znakomita większość kolejnych władców utrzymywała przynajmniej kilka kochanic w jednym czasie, co znacznie upraszczało sprawę spłodzenia odpowiedniego dziedzica.

Isarska księżniczka ani na moment nie zwątpiła, że Artem również ma w swojej siedzibie przynajmniej kilka kobiet, które być może niespokojnie czekały na ponowne spotkanie z nim. Właściwie, to zdecydowanie bliżej prawdy leżało stwierdzenie, iż życzyła sobie, by miał już ulubione towarzyszki, matki swoich dzieci i kochanki wśród swojego stadka. Wtedy mogłaby przynajmniej próbować zniknąć w ich tłumie i już nigdy nie wracać myślami do nocy, kiedy wszystko straciła. 

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Smokobójca

Gdy Imperium toczy wojna domowa, a mniejsze państewka próbują umocnić swoją pozycję, na kontynencie smoki stają się niechcianymi szkodnikami, które niszczą wioski i kradną złoto. Zawód smokobójcy staje się coraz bardziej zyskowny, a wielu próbuje swoich sił w starciu z gadami, jednak tylko nieliczni są w stanie zdobyć kilkuletnie doświadczenie. Erik sam siebie uważa za najlepszego w tej nietypowej profesji, jednak szybko okazuje się, że zabicie smoka jest dopiero początkiem jego problemów. Niespodziewanie staje się jednym ze świadków morderstwa i musi odkryć kto zabił starego bankiera.

Poszukiwany

Podjęte w przeszłości decyzje miały konsekwencję, które Erik nie do końca przewidział. Trudno stwierdzić, czy jakość jego życia wzrosła czy zmalała. Z pewnością było zupełnie inaczej, niż się spodziewał, dlatego w końcu padną pytania, na które nigdy nie chciał odpowiadać.
W tym samym czasie, zaskoczony nieoczekiwanym rozwiązaniem prowadzonej przez siebie sprawy, detektyw Salar zaczął coraz głębiej drążyć w przeszłości rodziny Tremaine. Uzyskane odpowiedzi w niepowołanych rękach mogą okazać się bardzo niebezpieczne dla całego kraju.
W Trezonie sprawy zaczynały przybierać zły obrót dla Białych. Błękitna Księżniczka rozpoczęła wojnę totalną i nie zamierzała się wahać, by ostatecznie przejąć władzę w Imperium.
Świat nie zmienił się jakoś szczególnie odkąd zamordowano pana Tremaine. Imperium dalej walczyło samo ze sobą, a smoki nadal były traktowane jak szkodniki, które napadały na wioski i kradły złoto. Zawód smokobójcy cały czas pozostawał bardzo zyskowny, tylko czy warto ponosić ryzyko, gdy już nie jest się samemu?

Imperium

W zależności od miejsca pochodzenia historyka, kroniki różnią się opisem Upadku Isarii. Trezońscy kronikarze w swoich zapisach podkreślali niewątpliwy talent polityczny imperatora Artema. Przez potomnych został on nazwany Artemem Żelaznym, bowiem jego wola - niczym żelazo - łatwiej pękała niż uginała się. Badacze historii z innych państw natomiast uwielbiają umniejszać jego dokonania, przypisując część pomysłów jego faworycie, księżniczce Aili. Jak było naprawdę? Trudno powiedzieć. Jedno jest pewne, nawet w najbardziej fantastycznie brzmiącej legendzie tkwi ziarenko prawdy.