22. Asystent

Pełna nieprzyjemnego napięcia chwila przedłużała się, gdy postawiony w stan oskarżenia asystent ostatecznie postanowił uparcie milczeć. Nie zraziło to detektywa, znał ten zabieg. Przestępcom wydawało się, że jeśli niczego nie powiedzą, będą bezpieczni. Jakby dotychczas zdobyte dowody nie były wystarczające. 
– W domu państwa Tremaine nie działo się zbyt dobrze, prawda? – podjął Salar, uważnie obserwując jak Kubert na przemian czerwienieje, to znów blednie. – Panna Tremaine często kłóciła się ze swoim dziadkiem?
Chłopak z wolna pokręcił głową. Jego zapuszczona broda wydawała się siwieć w oczach. 
– Nie. Byli bardzo zgodni – odpowiedział, na nowo siadając na krześle przed detektywem. Zrezygnowany, spróbował rozluźnić kołnierzyk koszuli. 
– Ale mimo tego, panna Tremaine z jakiegoś powodu posunęła się do ucieczki? 
– Co to ma do rzeczy? – Ręce chłopaka drżały niemiłosiernie. Ledwo udało mu się chwycić w palce supeł krawata.
– Chociaż mam wiedzę na temat ogólnego przebiegu samego aktu morderstwa, przyznaję otwarcie, że pierwszym, co mnie zmyliło było dziwne zachowania Loty po przybyciu policji. Wskazywała winę Narietty Tremaine i Erika Veleno tak pewnie, że nawet pomimo braku rzeczowych i sensownych dowodów nawet moje podejrzenia w pierwszej chwili spadły na nich. Dlatego zastanawia mnie skąd myśl, że wnuczka, która, jak wszyscy twierdzą, żyła ze swoim dziadkiem bardzo zgodnie, mogłaby być zdolna do zamordowania go z zimną krwią?
– Nie wiem. – Tego rodzaju odpowiedź nie zadowalała policjanta. – Nie jest wielką tajemnicą fakt, że panna Tremaine nie była z jego krwi. Może stąd te podejrzenia?
– A być może ktoś ją skutecznie nastawił? Ktoś, kto dobrze wiedział, czego Lota rozpaczliwie potrzebowała na tamtą chwilę i był w stanie jej to zapewnić? – podsunął, nie bez pewnej złości Salar. Dlaczego morderca rżnie głupa? Przecież obydwaj dobrze wiedzieli, co zaszło. – Wszyscy państwo wiedzieliście o tym, że potrzebuje pieniędzy. Dlatego podczas, gdy Reva została na piętrze, Milan był w kuchni, a panna Tremaine i pan Veleno rozmawiali ze sobą we foyer, wątpliwy pozostaje fakt, co w tym czasie robił pan i Lota. 
Co więcej! Śmiem twierdzić, że wbrew temu, co zostało zeznane, wcale nie szedł pan w tym czasie do kuchni, ani tym bardziej nie odprowadzał pana Veleno do drzwi. Co najwyżej mógł je mu wskazać. Zamiast tego wrócił pan do gabinetu i zabił Antosa Tremaine! Czy tak było? 
– Nonsens! – oburzył się Kubert. – Bzdury, nie poszlaki! Równie dobrze zabić mogła Lota! W końcu to ona znalazła ciało! 
– Bardzo wygodne wytłumaczenie. W końcu nieboszczka nie może się bronić… Ktoś inny mógłby nawet w nie uwierzyć, ale w toku śledztwa dowiedziałem się dwóch ważnych rzeczy. Po pierwsze, nikt poza panem i panną Tremaine nie mógł wchodzić do gabinetu bez wyraźnego zaproszenia. Po drugie, po oględzinach ciała, koroner wykazał, że Antosa Tremaine zabił ktoś, kto nie wzbudzał w nim żadnych podejrzeń. Lota nie spełniała tego warunku. 
– Podczas nieobecności panny Tremaine ktoś musiał sprzątać w gabinecie, więc…
– Czyżby? – zdziwił się Salar. – To bardzo ciekawe, bo dobrze pamiętam, że gabinet był bardzo zakurzony. To, w połączeniu z surową sylwetką Antosa Tremaine każe mi myśleć, iż Lota wcale nie miała pozwolenia na wejście do gabinetu. Zamiast tego uważam, że przez tragiczne w skutkach zrządzenie losu przyłapała pana na gorącym uczynku. 
– Chciała od niego wyłudzić pieniądze. Może jej odmówił i…
– To bez sensu. Jakby nie patrzeć, żywy Antos Tremaine, jakkolwiek uparty, szybciej wspomógłby służącą, niż martwy. Ewentualną awanturę, ktoś powinien by usłyszeć, ciało osoby zabitej w afekcie powinno nosić ślady szarpaniny, a nic nie wskazuje, jakoby taka się odbyła. Nie, najpewniej Lota przyłapała pana, próbującego wymknąć się z gabinetu i wtedy kupił pan sobie jej milczenie, które spowodowały wyrzuty sumienia doprowadzające na skraj obłędu, a w konsekwencji i jej śmierci. 
– Pieniędzmi, których i tak nie mam? 
– Pieniędzmi Iana Tremaine – odpowiedział Salar. – Według mojej wiedzy tylko pan i Lota zyskaliście na śmierci Antosa Tremaine. Pan otrzymał awans, Lota natomiast potrzebne pieniądze. Stąd moje pytanie i dla własnego dobra, radzę panu dobrze się zastanowić. Co wspólnego z tym morderstwem ma Ian Tremaine, wnuk i spadkobierca zamordowanego? I czy to, co panu zaoferował, będzie cokolwiek warte, gdy zawiśnie pan na stryczku?
Blade usta Kuberta wykrzywiły się w dziwny, absolutnie szalony grymas. Salar widywał już takie uśmiechy u morderców. To było pomieszane poczucie ulgi, że męcząca tajemnica została już wydana i czegoś jeszcze… Czegoś, co za każdym razem okazywało się być innym, zupełnie nieprzewidzianym przez detektywa składnikiem. Co stało za uśmiechem Kuberta?  
– Niestety, pan jest z tych ludzi starej daty, prawda? Trafił pan kulą w płot. – Chłopak przechylił głowę. – Mogę pana zapewnić, że Ian nie ma ze śmiercią Antosa nic wspólnego. To dobry zarządca, ani nic ponadto. Zabrakłoby mu odwagi, by posunąć się do zlecenia morderstwa, a spadek i tak otrzymałby prędzej, czy później.  
Uwagi młodzieńca wydały się być Salarowi wyjątkowo dziwne. Jakie znaczenie ma jego rzekoma „stara data”? Dlaczego nagle wspomina o spadku? Skąd ta nagła zmiana nastawienia? 
– W takim razie kto to był? Nazwiska, pseudonimy, motywy? – dopytywał detektyw, ostatecznie dając się sprowokować. Szeroki, okrutny wyszczerz Kuberta działał mu na nerwy, podobnie jak jego uparte milczenie. – Człowieku! Dlaczego zamordowałeś Antosa Tremaine? Dlaczego zrobiłeś to akurat w dniu, gdy panna Tremaine wróciła do domu? Co z tego masz poza tylko trochę lepszą pracą? Warto było zabijać drugiego człowieka? Tylko dla awansu!? Nie boisz się stryczka?! 
Młodzieniec nie odpowiedział już na żadne z tych pytań, doprowadzając detektywa do szału. Salar nie rozumiał jego pojmowania, przecież chłopak do pewnego momentu nie wyglądał na szaleńca. Nie miał wystarczająco dobrego motywu, które uzasadniło by takie postępowanie. Samo zabójstwo nie wyglądało też na szczególnie dobrze zaplanowane. Bardziej przypominało spontaniczne działanie spowodowane nagłą zmianą sytuacji. Co to mogło ją spowodować? Detektywowi przychodziła na myśl tylko jedna odpowiedź. Tuż przed morderstwem do domu wróciła Narietta Tremaine. Ale dlaczego jej powrót cokolwiek zmieniał? 
Kolejne pytania stawiane przed oskarżonym, również pozostawały bez odpowiedzi. Wobec tego stary policjant postanowił nie cackać się z oskarżonym ani chwili dłużej i odesłał chłopaka do aresztu. Później podumał nad tym, czego nowego dowiedział się od Kuberta.
Wszelkie jego dotychczasowe wątpliwości zostały rozwiane. To młody Barton zabił. Wszystkie poszlaki wskazywały na jego winę. Jednocześnie też stwierdził, że „nie ma krwi na rękach”, przez co Salar rozumiał, że on sam nie chciał śmierci starca. Kto ewentualnie mógł jej pragnąć? Oczywista odpowiedź brzmiała: jego dziedzic albo jakiś osobisty wróg. Dotychczas jednak nikt nawet nie zająknął się o tym, by pan Tremaine miał problemy czy otrzymywał pogróżki. Z drugiej strony, zabity mógł chcieć ukryć kłopoty przed wnuczką, a asystent okazał się zdrajcą… 
Detektyw wiedział, że powinien zamknąć sprawę. Znalazł mordercę, który odpowie za swój czyn. Idea szukania motywów sprawcy, cały czas spotykała się z nieustanną krytyką. Winę ponosił ten, kto złamał prawo i koniec pieśni. Pomimo tego, poczucie sprawiedliwości starca nakazało mu odnaleźć podżegacza, ponieważ takie zakończenie śledztwa absolutnie go nie satysfakcjonowało. W tym celu zaczął od własnego podejrzenia, dlatego po uporządkowaniu myśli, postanowił spotkać się z Ianem Tremaine. 
– Myślę, że z całą stanowczością mogę rzec, że odnaleźliśmy sprawcę przestępstwa – oświadczył służbowym tonem Salar, tuż po przywitaniu się z grubym, niezbyt przystojnym mężczyzną w jasnym garniturze. 
– Moje gratulacje – odparł Ian, wracając na swoje miejsce za służbowym biurkiem. Jego biuro w głównej siedzibie banku nie było zbyt duże, ale bardzo nowoczesne. Oświetlały je zwisające z sufitu elektryczne lampy, a na biurku, obok przepełnionej niedopałkami popielniczki i oprawionego w hebanową ramkę dagerotypu, stał najprawdziwszy telefon. – Proszę usiąść i opowiedzieć mi wszystko. Cygara? 
Detektyw odmówił poczęstunku i zajął miejsce interesanta, naprzeciwko dębowego biurka. Dostrzegł, że bliski bankierowi obraz przedstawia jest pamiątką po jego własnym ślubie. 
– Po odnalezionych przez policję poszlakach, udało się ustalić, że mordercą okazał się być Kubert Barton, asystent pańskiego dziadka. 
Ian skinął głową, jednocześnie odcinając jeden kraniec cygara. Gdy je zapalił, w całym gabinecie uniósł się drażniący zapach tytoniu. 
– Zawsze wiedziałem, że coś jest nie tak z tym chłopakiem. Nie rozumiałem, dlaczego dziadek trzyma go przy sobie, ale nie rozumiem. Dziadek dobrze traktował służbę. Dużo płacił i dodatkowo łożył im na niepewną przyszłość. Praca też nie była zbyt trudna. Przyznał, dlaczego to zrobił?
– Jasno dawał do zrozumienia, że zrobił to z pańskiego polecenia – skłamał bez mrugnięcia okiem Salar. 
Usłyszawszy oskarżenie, Ian Tremaine zakrztusił się dymem cygara. Musiało minąć kilka dobrych minut, w czasie których jego nalana twarz zrobiła się purpurowa – czy to ze złości, czy to od uporczywego kaszlenia. W końcu jednak udało mu się doprowadzić do porządku. 
– Bzdura i obrzydliwa potwarz! – wysapał wściekle. – Nie mam z tym nic wspólnego! 
– Jestem pewien, że przy odrobinie dobrej woli z pańskiej strony uda też nam się to udowodnić – odrzekł stary detektyw, wyciągnąwszy z wewnętrznej kieszeni swojej marynarki kajet z notatkami. – Na początku proszę powiedzieć mi, dlaczego zdecydował się pan odesłać pannę Tremaine do hotelu? 
– Gdy powiadomiono mnie o morderstwie do domu dziadka pojechałem razem z żoną już w nocy. Narietta już spała, był z nią tylko ten cały smokobójca i pokrótce wyjaśnił mi, co się stało. Nie byłem świadkiem morderstwa, ale proszę mi wierzyć… Spanie w tamtym miejscu, tuż po tym, co się stało, było najdziwniejszym doświadczeniem w moim życiu. Dla Narietty, która i tak na co dzień żyła w tamtym domu, przebywanie tam musiało być okropne. Rano Doti, to znaczy moja żona, zaproponowała, że najlepszym dla niej rozwiązaniem będzie odesłanie do hotelu. Początkowo miało to trwać tylko kilka dni, ale odkąd moi rodzice również postanowili się tam wprowadzić, dla wszystkich lepiej będzie, jeśli Narietta zostanie tam jeszcze trochę. 
– Dlaczego? – zdziwił się policjant, próbując w jakiś sposób dopasować to do tego, co już wie. 
– Nie mają ze sobą dobrych stosunków. – Ian skrzywił się. – Odkąd dziadek wydziedziczył ojca, przestali w ogóle się widywać. 
Ta informacja była czymś nowym. Żal za brak należnego, w swoim mniemaniu, spadku był dobrym motywem, by łaknąć czyjegoś nieszczęścia. Jednak morderstwo tylko przyspieszało realizację niekorzystnego testamentu. Chyba, że za zabójstwem stoi ten, kto zyskuje przepisany majątek. Po raz kolejny wiele wskazywało na Iana.
– Czy mogę wiedzieć jakiej treści był testament? Z tego, co mi wiadomo, panna Tremaine nie brała udziału ani w pogrzebie, ani w odczytywaniu jego treści? – zapytał Salar.
– To osobiste pytanie, ale może chociaż trochę pomoże panu oddalić ode mnie zarzuty – zacmokał niezadowolony bankier. Wydawał wciąż nie dowierzać, że mógł zostać wydany przez wspólnika w zbrodni. Co takiego zaoferował Kubertowi, by zagwarantować sobie bezpieczeństwo? – Dziadek w testamencie podzielił swój majątek równo na pół. Między mnie i Nariettę. 
Detektyw nie rozumiał, dlaczego Ian Tremaine tak łatwo potwierdza jego podejrzenia z każdym kolejnym słowem. Był aż tak głupi, czy może raczej pewny swego, że nie bał się oskarżenia? Wiedziony doświadczeniem, policjant słuchał dalej jego zeznania. 
– Oczywiście, z racji tego, że nie wiadomo było, czy Narietta kiedykolwiek będzie mogła dziedziczyć, dziadek spisał swój testament pod warunkiem. Zastrzegał w nim, że połowa majątku będzie należała do mnie, jeśli druga połowa zostanie przekazana jej mężowi w ramach posagu. Do tego czasu całość, podobnie zresztą jak Narietta, znajduje się pod moim zarządem. 
– To chyba mi wystarczy. – Salar wstał z miejsca. – Rozumiem, że jeśli tylko panna Tremaine nigdy nie wyszłaby za mąż, to pan odziedziczyłby całość majątku? Należało jedynie pozostawić ją samą sobie i nigdy nie wyrazić zgody na żaden ślub. W swojej prostocie idealne. 
Ian pobladł, odsuwając się z głośnym szurnięciem od biurka. Kraniec jego cygara rozjarzył się jasno, gdy zaciągał się tytoniem. 
– Nigdy w życiu nie zrobiłbym jej czegoś takiego! – zapewnił gorąco, gdy z jego nozdrzy buchnął siwy dym. – To moja siostra i zasługuje na wszystko co najlepsze. Z załatwianiem tak delikatnych spraw wolałem poczekać, aż wszystko się wyjaśni i wyklaruje. Zresztą… I bez tego mam dość pieniędzy, żeby żyć wygodnie do końca życia. Po co mi więcej? 
– Nie wiem po co. Wiem za to, że cały majątek pańskiego dziadka to o wiele więcej niż jego połowa. Wiem też, że to pan awansował Kuberta Bartona i dał pieniądze Locie. Jak dla mnie, fakt, że spośród czworga pracowników tylko dwoje cokolwiek zyskało, jednoznacznie kojarzy się z nagrodą. 
Salar mógł się założyć, że przez ułamek sekundy najmłodszy Tremaine gotowy był zaprotestować. Nawet charakterystycznie rozdziawił usta, ale w porę domyślił się czegoś, co dla detektywa na razie pozostało nieodgadnione. Spanikowany wzrok Iana powędrował na portret i wtedy policjant zrozumiał, dlaczego nie zaprotestował. Na dagerotypie wyraźnie szczęśliwy mężczyzna czule obejmował krągłą brunetkę w sukni ślubnej. Panna młoda również się uśmiechała, ale obraz bezlitośnie podkreślał jak bardzo stresowało ją wydarzenie. Detektyw nie chciał wierzyć, by morderstwo sięgało swoimi korzeniami aż tak daleko wstecz. 
Bankier ostatni raz zaciągnął się cygarem, po czym zamaszystym ruchem zgasił go. Gdy to robił, niechcący wysypał nieco popiołu z naczynia. Zaklął głośno i natychmiast zaczął dłonią ścierać bałagan z blatu biurka. Tremaine grał na zwłokę, ważąc w myślach swój wybór. Stary policjant nie popędzał go. W końcu bez względu na co się zdecyduje, Ian przegrał. 
– Nawet jeśli to zrobiłem, to co z tego? Podżeganie nie jest zabronione, więc o co chodzi? Poskarżę się na pańską pracę komendantowi – oświadczył mężczyzna, którego głos brzmiał jakby należał do przerażonego chłopca. Ton mówienia zupełnie nie pasował do postawy, którą postanowił przyjąć.
– Po prostu chciałbym wiedzieć, dlaczego pan Tremaine zginął – odrzekł spokojnie Salar. Wsparłszy ręce na własnych kolanach, nachylił się do przodu. – A teraz wiem, że pan nie może odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ najwyraźniej sam nie ma pan o tym najmniejszego pojęcia – dodał ściszonym głosem. – Chętnie zamieniłbym kilka słów z pańską żoną na ten temat, ale obawiam się, że moi przełożeni rzeczywiście mogliby to odebrać jako przejaw nadmiernej impertynencji i opieszałości w sprawie. Zwłaszcza, gdy sprawca i tak już został schwytany. 
– Doti nie ma z tym nic wspólnego – zapewnił ponuro Ian. – Dlatego pańscy przełożeni z pewnością będą mieli rację. Znaleźliście mordercę, cieszcie się swoim kolejnym małym sukcesem. 
Detektyw wcale nie czuł, że osiągnął sukces w tej sprawie. Wręcz przeciwnie, całe dochodzenie, które przeprowadził, wyglądało jak pieczołowicie wydreptane kółko. Znalazł mordercę, ale odnalezienie go ani trochę nie przybliżyło policjanta do odpowiedzi na najważniejsze pytania, które męczyły go od samego początku. Dlaczego pan Tremaine zginął? Kto tak naprawdę cokolwiek zyskał na jego przedwczesnej śmierci? Jaki związek z tą tragedią ma niespodziewany powrót panny Tremaine? 
Nawet jeśli oficjalnie zamknie sprawę, nie chciał jej porzucać bez odpowiedzi na te pytania. Prawdopodobnie, jeżeli ich nie odnajdzie, już nigdy nie zaśnie spokojnie. To morderstwo nie było podobne do żadnego innego, z jakim Salar dotychczas miał do czynienia i właśnie dlatego stary policjant czuł niezdrową ekscytację. Gdy wracał na komisariat chwilami czuł się, jakby znowu stał się nieopierzonym żółtodziobem na swoim pierwszym śledztwie. Niestety, gdy tylko przekroczył próg komendy, czekała go nieprzyjemna niespodzianka. 


Organizacyjnie od autora: 

zdaję sobie sprawę, że na blogu zabieg, który wykonam nie będzie wyglądał tak ,,epicko" jak na wattpadzie, bo nie zamierzam ani zmieniać adresu, ani nie dorzucę sobie nowej okładeczki, a ewentualna zmiana tytułu będzie widoczna tylko w etykietach. Jednak żeby nie było, tak tym rozdziałem osiągnęłam pewien przełom, na którym najrozsądniej będzie skończyć ,,Smokobójcę". Wcale nie oznacza to jednak, że porzucam wszystkie rozgrzebane wątki. Po prostu po dłuższym namyśle, postanowiłam trochę zmienić formułę i swoje podejście do pisania tego tekstu, a tę zmianę warto byłoby czymś zaznaczyć. Dlatego umówmy się, że Faza 1 została skończona, więc brniemy w Fazę 2 =D Co więcej, chcę się pochwalić, że dzisiaj mija równo rok od publikacji pierwszego rozdziału (niestety, pierwszeństwo w tej materii oddaję wattpadowi), dlatego tym bardziej jest co świętować. Pewnie niedługo zarzucę jakimś specjalem z tej okazji, ale najpierw chciałabym zrobić rzetelne podsumowanie tego, co udało mi się osiągnąć w czasie tworzenia tekstu. Na sam koniec szczególne podziękowania należą się użytkownikowi graf zer0 aka Neuromanc3r. Pojęcia nie mam, co zatrzymuje Cię przez tak długi czas na moim blogu, ale uważam, że powinieneś otrzymać medal honorowego komentatora. Zdaję sobie, że tego nie widać, bo nie poprawiam na bieżąco swoich tekstów tutaj, ale chcę, żebyś wiedział, iż Twoje uwagi mają swoje odzwierciedlenie w ŚciśleTajnymPliku zawierającym częściowo poprawiony i zredagowany tekst ,,Smokobójcy" i jeszcze przyjdzie czas, gdy podzielę się nim na łamach bloga.

6 komentarzy

  1. Cześć! Właśnie przeczytałam. Żałuję, że nie trafiłam tutaj wcześniej - mogłabym komentować każdy rozdział na bierząco, co z pewnością pomogłoby ci w pracy nad Ściśle Tajnym Plikiem :( ale cóż - lepiej późno, niż wcale. Może teraz trafi się okazja do poprawy
    Ogólnie w kilku miejscach pojawiły się zdania, które brzmiały "nie po polsku", ale nie było tego dużo. Z kolei masz spory problem z przecinkami. Radziłabym też wstawić wcięcia w akapitach, bo czasami można się pogubić
    Ogólnie jest super. Stworzyłaś świetne, trzymające w napięciu opowiadanie. Zdołałaś ogarnąć wiele rozbudowanych wątków i zaciekawić nimi czytelnika. Ponadto piszesz bardzo oryginalnym językiem - widać, że wyrobiłaś sobie już swój styl, który jest jak najbardziej poprawny, płynny i nie męczy czytelnika, dzięki czemu można pochłonąć opowiadanie jednym tchem
    Mam nadzieję, że niedługo pojawią się nowe rozdziały. W międzyczasie zapraszam do mnie:
    http://preludiumofwyverntrylogy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś podzieliła się swoimi uwagami teraz, nawet po czasie =) Każdy komentarz jest dla mnie bardzo pomocny.
      Czy brak wcięć w akapitach występuje na komputerze czy na telefonie? Pytam, bo to dla mnie istotna różnica w kombinowaniu z cudzym szablonem, a i przeglądałam poprzednie posty na lapku i tam nic takiego nie zauważyłam. O.O

      Cieszę się, że moje opowiadanie Ci się spodobało. Mogę wiedzieć, który jego aspekt zapadł Ci szczególnie w pamięć? (A jeśli nic nie zapadło, to też napisz, bo to ważna informacja dla mnie).

      Dzięki za komentarz i z racji na datę życzę mokrego Dyngusa ;)

      Usuń
  2. Zacznę od tyłka strony:
    Zazwyczaj czytam na smartfonie, więc już mówię. Akapity nie występują w wersji mobilnej szablonu, ale w wersji na komputer wszystko jest w porządku.

    Za wyróżnienie ślicznie dziękuję, chociaż brakuje jeszcze paru innych nicków, których używałem podczas swojej "kariery" na Bloggerze. Obecnego jednak nie mam zamiaru już zmieniać; powoli tworzę własną "markę", więc jakakolwiek zmiana nie byłaby mi na rękę. X)

    Co mnie zatrzymuje na Twoim blogu? Myślę, że komentarze pod wcześniejszymi rozdziałami rozwiewają wątpliwości.
    A jeśli jednak nie, to już mówię: blogosfera to dziwne miejsce. Większość naprawdę dobrych autorów albo przerywa publikację (wystarczy popatrzeć na blogi w zakładce "cyberprzestrzeń" u mnie), albo w ogóle nie wrzuca nigdzie reklam własnej twórczości. Przez co ciężko znaleźć cokolwiek wartościowego i dlatego staram się traktować każde dobre opowiadanie w "wyjątkowy" sposób: obserwuję, czytam, komentuję, czyli robię to, co chciałbym, żeby inni robili. Wiem, że na Wattpadzie jest zdecydowanie więcej czytających i komentujących, ale jednak... nie przekonuje mnie to. Dlatego cieszę się, gdy natrafiam na perełkę na Bloggerze.

    Cóż, jestem ciekaw efektów poprawek, et cetera.

    Pozdrawiam serdecznie,
    graf zer0.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, użyłam domyślnego szablonu i widzę już, że chyba jest lepiej z tymi akapitami :)
      Wyróżniłabym więcej Twoich nicków, ale tylko pod tymi mnie komentowałeś :D

      Usuń
  3. Odnośnie opowiadania:
    Fajnie śledzić rozwój czegoś, jeszcze fajniej, gdy to jest dobre, a najfajniej, choć niekoniecznie, gdy się kończy. Z jednej strony smutek, że nie będzie więcej, z drugiej radość, bo w końcu jakieś opowiadanie zostało zakończone, a nie porzucone.
    I wiem, u Ciebie to zaledwie jedna część, ale sam fakt, że ta jedna dobiegła końca, dużo dla mnie znaczy. Nie mogę się doczekać kolejnych faz, nie mogę się doczekać opowiadania, które zaczęłaś i jeszcze tego, którego na razie nie pokazałaś.

    Rozdział:
    Wątek detektywistyczny był super. I teraz, jak na to patrzę, z łatwością można było odgadnąć tożsamość sprawcy już na samym początku. Ale co to za sztuka, kiedy zna się wersje wydarzeń wszystkich podejrzanych, poszlaki i mordercę? : P
    Żałuję, że nie miałem okazji przeczytać wszystkich rozdziałów jednym ciągiem. Miałem zbyt duże przerwy pomiędzy nimi, żeby zapamiętać wszystko i bardziej skupić się na historii. To największa wada publikowania w Internecie: opowiadania są zazwyczaj podzielone na części, a te ukazują się w różnych odstępach czasu. Raz na tydzień, raz na miesiąc albo nieregularnie.
    Nie wiem, czy wtedy udałoby mi się rozwiązać zagadkę, ale pewno miałbym na to większe szanse. Dlatego ciężko ocenić mi samą intrygę, jak Ci to wyszło, et cetera. Wątek był naprawdę fajny, jak już wspominałem, ale o zagadce się nie wypowiem.

    Jakie mam oczekiwania wobec drugiej fazy?
    Chciałbym więcej wątków związanych z samym Erikiem: trochę o jego przeszłości, relacjach w rodzinie, i tak dalej.
    Chciałbym, żeby w tle przewijał się wątek Salara, który by dalej węszył.
    Pewno będzie więcej polityki lub wątków związanych z sytuacją w państwie.
    No i swatanie Narietty.

    Chciałbym też, żeby pojawiło się streszczenie pierwszej fazy. Może to głupio zabrzmi, ale takie coś byłoby bardzo przydatne, przynajmniej dla mnie.
    I pytanie: co stało się z nadludźmi wspomnianymi na początku opowiadania? Pojawili się później? Jak mówiłem, mam kiepską pamięć. Stąd prośba o streszczenie. : )

    Pozdrawiam serdecznie,
    graf zer0.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Sztuczne ludzie" ("nakładzie" może ciągnąć za sobą złe skojarzenia :p) nie pojawili się później bezpośrednio. Zostali parę razy wspomniani, a Lir zdradził się, że jestem nim.
      Nad streszczeniem pomyślę, w sumie nawet nie wpadło mi to wcześniej do głowy, a na pewnym etapie to jest przydatne.
      Cieszy mnie, że masz taki pozytywny stosunek do wątku detektywistycznego, bo nie ma co ukrywać. Jakieś sensowne rozplanowanie tego było trudne i wymagało dużo medytacji nad tym. Ale jeśli twierdzisz, że było super, to znaczy, że było warto.
      Do Twoich konkretnych oczekiwaniań na pewno się odniosę treścią dalszej historii (co zresztą cały czas zapowiadam), więc nie będę się wygadywać w komentarzu :)

      Usuń

Smokobójca

Gdy Imperium toczy wojna domowa, a mniejsze państewka próbują umocnić swoją pozycję, na kontynencie smoki stają się niechcianymi szkodnikami, które niszczą wioski i kradną złoto. Zawód smokobójcy staje się coraz bardziej zyskowny, a wielu próbuje swoich sił w starciu z gadami, jednak tylko nieliczni są w stanie zdobyć kilkuletnie doświadczenie. Erik sam siebie uważa za najlepszego w tej nietypowej profesji, jednak szybko okazuje się, że zabicie smoka jest dopiero początkiem jego problemów. Niespodziewanie staje się jednym ze świadków morderstwa i musi odkryć kto zabił starego bankiera.

Poszukiwany

Podjęte w przeszłości decyzje miały konsekwencję, które Erik nie do końca przewidział. Trudno stwierdzić, czy jakość jego życia wzrosła czy zmalała. Z pewnością było zupełnie inaczej, niż się spodziewał, dlatego w końcu padną pytania, na które nigdy nie chciał odpowiadać.
W tym samym czasie, zaskoczony nieoczekiwanym rozwiązaniem prowadzonej przez siebie sprawy, detektyw Salar zaczął coraz głębiej drążyć w przeszłości rodziny Tremaine. Uzyskane odpowiedzi w niepowołanych rękach mogą okazać się bardzo niebezpieczne dla całego kraju.
W Trezonie sprawy zaczynały przybierać zły obrót dla Białych. Błękitna Księżniczka rozpoczęła wojnę totalną i nie zamierzała się wahać, by ostatecznie przejąć władzę w Imperium.
Świat nie zmienił się jakoś szczególnie odkąd zamordowano pana Tremaine. Imperium dalej walczyło samo ze sobą, a smoki nadal były traktowane jak szkodniki, które napadały na wioski i kradły złoto. Zawód smokobójcy cały czas pozostawał bardzo zyskowny, tylko czy warto ponosić ryzyko, gdy już nie jest się samemu?

Imperium

W zależności od miejsca pochodzenia historyka, kroniki różnią się opisem Upadku Isarii. Trezońscy kronikarze w swoich zapisach podkreślali niewątpliwy talent polityczny imperatora Artema. Przez potomnych został on nazwany Artemem Żelaznym, bowiem jego wola - niczym żelazo - łatwiej pękała niż uginała się. Badacze historii z innych państw natomiast uwielbiają umniejszać jego dokonania, przypisując część pomysłów jego faworycie, księżniczce Aili. Jak było naprawdę? Trudno powiedzieć. Jedno jest pewne, nawet w najbardziej fantastycznie brzmiącej legendzie tkwi ziarenko prawdy.