wtorek, 9 sierpnia 2016

Imperium I

W zależności od miejsca pochodzenia historyka, kroniki różnią się opisem Upadku Isarii. Trezońscy kronikarze w swoich zapisach podkreślali niewątpliwy talent strategiczny imperatora Artema. Przez potomnych został on nazwany Artemem Żelaznym, bowiem jego wola – niczym żelazo – nie dało jej się ugiąć. Badacze historii z innych państw natomiast uwielbiają umniejszać jego dokonania, przypisując część pomysłów jego faworycie, księżniczce Aili. Jak było naprawdę? Trudno powiedzieć. Jedno jest pewne, nawet w najbardziej fantastycznie brzmiącej legendzie tkwi ziarenko prawdy.



Wojna, to najgorsze piekło, jakiego można było doświadczyć. Skulona pod stołem Aila zatykała sobie uszy, udając, że nie słyszy huków ani wrzasków ludzi. Oczy też miała zamknięte – bała się, że gdy ją otworzy, ujrzy jedynie krew i ogień. Nie chciała niczego widzieć, ani niczego słyszeć i gdyby to zależało od niej, najchętniej straciłaby teraz świadomość.
Gdy główna brama twierdzy padła, wszyscy zgromadzeni w sali tronowej rozpierzchli się. Niektórzy, pozbawieni nadziei na przeżycie, wybierali śmierć od trucizny, niż od wrogiego miecza. Inni klękali przed zwycięzcami i obiecywali nagrody na swoje życie, nie oglądając się na nikogo innego. Dwórki Aili, choć dotychczas nazywały się jej przyjaciółkami i obiecały wierność, natychmiast wydały księżniczkę zwycięzcom.
Nie miała pojęcia dlaczego wtedy uciekła, przecież też mogła się poddać. Mogła paść na kolana przed intruzami, błagając o litość. Może zachowałaby głowę, albo chociaż uniknęła tych przerażających chwil czekania. Zamiast tego wykorzystała swoją jedyną przewagę, znajomość zamku i uciekła, zamykając się w swojej komnacie. Jakby to miało cokolwiek jej pomóc, albo odwrócić losy bitwy!
Chyba cały zamek zatrząsł się, gdy za jednym zamachem tarana wyważono drzwi. Solidne dębowe skrzydło z impetem wyleciało ze zniszczonych zawiasów, zamiast złamać się pod naporem wroga. Ilekroć Aila wspominała tę chwilę, nie pamiętała wiele. Tylko tyle, że płakała jak mała dziewczynka i błagała o litość, a zebrani rycerze oraz zbrojni wyśmiali jej prośby. Zapatrzeni w siebie Trezończycy gardzili innymi narodami, nic więc dziwnego, że żaden z nich nie rozumiał isarskiego, a ona była zbyt zdenerwowana, by choćby spróbować porozumieć się w ich języku.
Uderzyła głową o blat stołu, gdy ktoś wyrwał ją z kryjówki. Ailę aż zamroczyło, ledwo zdołała się wyprostować. Jej nędzna postawa wywoływała śmiechy. Ktoś pociągnął za rękaw jej sukni, bezceremonialnie rozrywając szew, a ktoś inny szarpnął za falbanę, aż zapiszczała. Nogi miała jak z waty, gdy wyprowadzono ją z komnaty.
Co rusz widziała trupy. Nie anonimowe ciała obcych ludzi, czy wojowników, ale trupy własnych, najwierniejszych służących. Starych i młodych, kobiet i mężczyzn, którzy z jakiegoś powodu nie chcieli poddać się trezońskiej okupacji. Aila wyraźnie widziała ich twarze, chociaż nie miała odwagi spoglądać im w oczy. Czuła, że swoim tchórzliwym zachowaniem wszystkich zawiodła. Powinna była przejąć dowodzenie nad obroną zamku i nie pozwolić wrogom dostać się do twierdzy. Nawet jeśli nie miała pojęcia, jak powinna wyglądać obrona.
Sala tronowa była pełna obcych. Zwycięzcy wytaczali z piwnic najlepsze wina i głośno radowali się, chociaż nie ugaszono jeszcze ostatnich pożarów w mieście, ani nie dobito wszystkich ludzi wiernych Isarii. Ktoś ośmielił się nawet zająć miejsce jej ojca i usiąść na wielkim tronie wykonanym z błękitnego marmuru. Aila ledwo widziała przez łzy, ale im bliżej tronu ją prowadzono, tym lepiej dostrzegła posturę najeźdźcy. Impperator był trzydziestoletnim mężczyzną, na dźwięk którego imienia cały cywilizowany świat trząsł się ze strachu.
Teraz siedział w kunsztownej zbroi, z głową wspartą na ręce. Jego ciemne, przepocone włosy błyszczały, a na jego czole odznaczała się paskudna rana, która obficie krwawiła. Księżniczka w ogóle mu nie współczuła. To on wszystko zaczął i to na jego sumieniu będzie ciążyć masakra, którą urządził.
Kierowana złością, nie zgięła kolan, gdy pchnięto ją wprost przed nogi najeźdźcy. Nie da mu tej satysfakcji, chociaż jednocześnie wszystko się w niej trzęsło na myśl o własnym położeniu. Co jej mogą zrobić? Zabiją? Zamkną? Zgwałcą? Będą torturować? Myśli jak wezbrana rzeka przelały wartko przez głowę Aili. Czy oni wszyscy widzieli, jak bardzo się boi?
Nagle do sali tronowej wpadła drużyna rycerzy w pełnych zbrojach. W innej sytuacji, możliwe, że na turnieju, Aila mogłaby ich nawet podziwiać. Wyglądali imponująco na swoich wspaniałych rumakach, a największe wrażenie robił ten w złotej zbroi, który ruszył wprost na tron. Przez ułamek chwili księżniczka naiwnie uwierzyła, że to właśnie on okaże się jej wybawcą i przybył ją ocalić. Później ujrzała zbroczoną krwią, białą pelerynę.
Z pomocą służby, jeździec całkiem zgrabnie zszedł z konia i ściągnąwszy hełm, uklęknął przed imperatorem, mówiąc:
– Isaria jest twoja, panie. – Do Aili zupełnie nie docierały te słowa. Chociaż dobrze znała trezoński, wydawało jej się, że w ogóle nie zrozumiała sensu wypowiedzi. Próbowała odczytać z twarzy rycerza odpowiedzi na najbardziej trapiące ją pytania, a gdy nie zdołała, rozejrzała się po sali i zgromadzonych. W końcu to dostrzegła.
– Litości! – Aila z łoskotem opadła na kolana, niemal czołgając się przed najeźdźcą. Jeden rycerz z drużyny dumnie prezentował wszystkim głowę jej ojca, drugi natomiast trzymał jej miotającego się jeszcze brata, bladego jak zwój pergaminu chłopca. – Błagam panie, okaż nam litość! – Księżniczka odrzuciła całą swoją dumę, gotowa całować imperatora po stopach. Słyszała za plecami szydercze śmiechy, gdy przycisnęła rozpalony policzek do zimnego nagolennika. – Błagam panie, zrobię wszystko co zechcesz! Tylko okaż mojemu bratu litość!
Tym, który odciągnął ją od imperatora był ten sam trezoński rycerz, który ogłosił upadek jej państwa. Szybko postawił dziewczynę do pionu u trzymał ją, chociaż rozpaczliwie próbowała się uwolnić.
– Co ona tam bełkocze? – zrozpaczona Aila zaniemówiła. Czując na ramionach ciężkie dłonie wojaka, bała się nawet drgnąć, a co dopiero odezwać w języku wroga. Posyłała przerażone
– Błaga o łaskę dla brata – padła odpowiedź kogoś z tłumu.
Chłopiec miał przerażone spojrzenie. Plan isarskiego króla zakładał, że korzystając z chaosu decydującego momentu w bitwie, jego następca tronu wymknie się ze stolicy w towarzystwie najwierniejszych rycerzy. Nie przewidział jednak, że imperator narazi swoje życie i wyśle osobistą gwardię w pogoń za młodym księciem.
– Okrucieństwo nie jest wyrazem siły – przemówił władca po krótkiej chwili namysłu, a jego słowa rozpaliły w Aili nadzieję. Gorące łzy ściekały po policzkach księżniczki, gdy przyciskała dłonie do ust. Może i to nie brzmiało imponująco, ale myśl, że uratowała chociaż jedno życie napełniła jej serce nadzieją. Tak długo jak jej mały brat, król Isarii żyje, zawsze znajdzie się siła gotowa poprzeć ich sprawę. Może nie dzisiaj, ani nie jutro, ale w końcu ich kraj podniesie się z kolan, zerwie z trezońskiego łańcucha. A gdy ten moment odpłacą się za wszystkie doznane krzywdy z nawiązką. – Zróbcie to najszybciej, jak się da.
W sali rozległ się dźwięk, podobny do odbijającej się od podłogi piłki. Aila nie wiedziała, jak to się stało, że to słyszała. Przecież nie było cicho. W samej sali tronowej ludzie głównie śmiali się i żartowali. Kpili z isarskich obrońców, głośno skandując nazwiska swoich dowódców, gwarantów zwycięstwa. Można było usłyszeć z zewnątrz huki armat i jęki rannych. Tam, poza zamkiem ciągle trwała wojna. Nie wszyscy zaakceptowali przegraną, co głośno udowadniali. A jednak, mimo tego wszystkiego, zauważyła, jak głowa jej braciszka spada z ciała i przetacza się po kamiennej posadzce. Przez długi czas pamiętała krwawy ślad, jaki został po niej.
Szaleńczy wrzask Aili jeszcze długo echem niósł się po salach.
Imperator śmierdział krwią i śmiercią, gdy ją całował. Ile osób zamordował własnymi rękoma, a ilu zginęło przez jego rozkazy? Aila słyszała, że Isaria wystawiła do boju z Trezonem jakieś trzydzieści tysięcy rycerzy i większość z nich poległa. Do tego ich zbrojni i służba. Cała rzesza bezimiennych dla księżniczki ludzi, którym popalono domy, rozkradziono dobytek, zgwałcono żony i córki. O własnych stratach nie wspominając. Ciepły i wilgotny klimat Zachodniego Wybrzeża był obcy trezończykom. Przez długi czas nie potrafili odczytywać tutejszej pogody i nawet ona nieraz słyszała, że w ich obozach często szalały epidemie. Wobec tego obstawiała, że jego ofiary można liczyć w setkach tysięcy, może nawet w milionach. A on śmiał się niczym mały chłopiec cieszący się z nowej zabawki, gdy siłą odbierał jej cnotę.
– Nareszcie – jęknął chrapliwie imperator, odnajdując własne szczęście między nogami isarskiej księżniczki.
Łoże jej rodziców zaskrzypiało, gdy w końcu z niej zszedł. Wyraźnie z siebie zadowolony podszedł do stołu stojącego na czterech kutych nogach, przy którym zwykle matka jadała śniadania i nalał sobie wina do złotego pucharu ojca. W ogóle nie wstydził się swojej nagości. Bez krztyny krępacji przechadzał się po królewskiej komnacie i zaglądał do wszelkich możliwych zakamarków jej rodziców. Jak dzikus oglądał misterne bibeloty, a po jego twarzy wyraźnie było widać ciekawość, do czego one służą.
Pomieszczenie wyglądało dokładnie, tak jak zostawił je ojciec. Aila doskonale znała układ posrebrzanych mebli, sceny na arrasach i historię każdego z upolowanych zwierzy, których skóry ścieliły podłogę. Na moment jej wzrok utknął z zasłoniętym błękitną kotarą oknie. Wyobrażała sobie, jak cudownie byłoby skrócić swoje męki i rzucić się z wysokości. Niestety, od wybawienia oddzielała ją szerokość komnaty oraz imperator, obierający teraz owoce. Nóż w jego dłoni zamigotał kusząco do księżniczki. Przełknęła ślinę, widząc jak mężczyzna zostawia ostrze na tacy wśród owoców. Gdyby tylko udało jej się je zdobyć, mogłaby zakończyć to wszystko. Życie okrutnika lub własne.
Czuła oślizgłe dłonie na ciele, gdy z wprawą przewracał ją na brzuch. Niemal zwymiotowała z przejęcia, kiedy Imperator po raz drugi tej nocy wziął ją sobie, wodząc palcem wzdłuż kręgosłupa.
– Błagam, nie! – Nauczona doświadczeniem z poprzedniego razu, wiedziała już, że czynny opór tylko pogarsza sprawę. Mogła próbować się szarpać czy kopać, ale nie udałoby jej się uchronić przed nieuniknionym. Przez walkę, wszystko bardziej bolało. Dlatego zobojętniała leżała na łóżku, udając, że nie czuje niczego, co robił z nią imperator.
– Lubisz błagać, co? – zakpił perfidnie, zdradzając swoją znajomość isarskiego. – To chyba u was rodzinne. Gdy ścinałem twojego starszego brata po bitwie nad Szarymi Wodami, on też błagał. O swoje życie. Obiecywał, że w zamian odda mi wszystko. Tron, koronę, królestwo, ciebie. Jakbym nie mógł tego wszystkiego wziąć sobie sam. – Imperator skończył z głośnym sapnięciem, poklepując Ailę w pośladek. – Przypomnij mi, ile masz lat?
– Siedemnaście – jęknęła w obym języku księżniczka, gdy jej oprawca rozłożył się wygodnie na łożu, po prawej stronie, tej bliżej zasłoniętego okna. To było miejsce króla.
– Siedemnaście? – zdziwił się imperator. Ani na chwilę nie przestawał wodzić opuszkami palców po skórze branki, prawie doprowadzając ją do torsji. – Myślałem, że jesteś starsza. Kto by pomyślał, że byle nastolęcie może być tak apetyczne?
Gotowy był złożyć na ustach Aili czuły pocałunek, o ile te niechciane pieszczoty można nazywać „czułymi". Nim jednak zdążył to zrobić, ona odsunęła się od niego tak gwałtownie, że spadła z łóżka, ciągnąc za sobą cienki koc z farbowanej muliny, który kiedyś tkała wspólnie z matką. Gdy obolała podnosiła się z pokrytej sarnimi skórami podłogi, usłyszała:
– Świetnie, że stoisz. Nalej mi wina! – Posłusznie ruszyła do stolika, szczelnie okrywając się materiałem. Nagle poczuła szarpnięcie z drugiej strony koca. – W MOJEJ – zaakcentował – sypialni nie musisz zakrywać swojego ciała. Jeśli ci zimno, powiedz. Coś na to zaradzimy.
Zduszając łzy upokorzenia, naga Aila przemaszerowała przez komnatę, dostrzegając koniec swojej udręki. Ostrożnie nalała wina do pełna pucharu, czując na sobie baczny wzrok imperatora. Nie mogą zwyczajnie wziąć sobie noża, gdy spojrzeniem wyraźnie pilnował każdy jej ruch. Musiała go jakoś przechytrzyć. Machinalnie odgarnęła włosy za ucho, tak samo, jak miała w zwyczaju to robić, gdy nauczyciele zadawali jej trudne lub żmudne prace. Naraz usłyszała syk, kątem dostrzegając, jak imperator podziwia ten drobny gest.
W sypialni znajdowało się kilka świeczników, a na każdym z nich wolno paliły się woskowe świece. Przy ich blasku, sięgające bioder włosy księżniczki nabrały głębokiego odcienia ciemnoczerwonego wina, wyraźnego na tle jej jasnej karnacji. Imperator wyraźnie zachwycał się subtelnościami ciała swojej młodziutkiej branki. Aila nie miała pojęcia co sobie myślał, gdy zgodnie z jego wolą zabierała pełny kielich i nóż wraz z owocem granatu. Gdyby tylko wiedział, jakie myśli głębiły się w głowie jego kochanki w czasie tych kilku bezszelestnych kroków do łóżka!
Srebrny nóż do owoców miał ciężką i misternie rzeźbioną rączkę, która dobrze leżała w dłoni. Gładkie ostrze, chociaż nie dłuższe niż pięć cali, mogło z łatwością przeciąć ciało. Isarska księżniczka z trudem ukrywała emocje, gdy nachylała się nad imperatorem, podając mu puchar wina.
– Klęknij. – Serce zaczęło bić jej jak oszalałe. Zaraz pozbawi życia tego potwora. Niech no tylko odwróci wzrok, by nie zdążył zareagować. – Dlaczego cokolwiek podajesz mi jedną ręką, jak wiejska przekupa? Co tam trzymasz? – Ciało nie słuchało Aili. Gdy tylko imperator spojrzał na zawartość jej dłoni, chciała rzucić się na niego z wrzaskiem i zabić lub zginąć próbując tego dokonać. Niestety, z gardła nie wydobyła żadnego dźwięku, a ręka ani o jotę nie poruszyła się w kierunku gardła oprawcy. – Granat?
– Panie, czy mogę? – Kąciki ust imperatora zadrgały, jakby podejrzewał podstęp. Przez ułamek sekundy bacznie taksował zawartość jej dłoni, jakby zastanawiając się, czy jego ofiara jest zdolna wyrządzić mu krzywdę. Później jednym haustem wypił cały kielich wina, gestem pozwalając jej robić co chce.
Nie było w tamtej chwili człowieka, który pragnąłby śmierci imperatora mocniej od isarskiej księżniczki. Kurczowo zaciskała palce na rączce noża, mogąc zadać mu cios w każdym momencie. Aila niemal upajała się myślą, że to tak naprawdę ona ma imperatora w garści i może go wykończyć jeśli tylko zbierze w sobie wystarczająco dużo sił. Musiał być przecież okropnie zmęczony. Brał osobiście udział w bitwie o stolicę, po swoim zwycięstwie rozdawał zaszczyty poddanym, którzy wyróżnili się w służbie. Dwukrotnie zgwałcił ją. Nawet taki potwór jak on musiał odczuwać zmęczenie po tym wszystkim.
Więc dlaczego jej głupia ręka nie chce poruszyć się, żeby odebrać mu życie?! Przecież nie bała się śmierci z rąk jego gwardzistów. Właściwie zgon byłby dla niej wybawieniem. A imperator każdym swoim czynem wyrządzonym Isarii zasłużył na śmierć z rąk księżniczki. Wypowiedział wojnę. Za sobą pozostawiał tylko ruiny i zgliszcza ciągnące się aż do granic z imperium. Na jej oczach kazał zabić dziecko. A w końcu – wziął sobie ją.
Słowa nie są w stanie oddać tego, co czuła Aila, gdy pierwszy szok opadł i powoli dochodziło do niej, jak ogromną krzywdę jej wyrządzono. Miała wrażenie, że boli ją każdy nawet najmniejszy skrawek ciała i świadomości. Upodlona, teraz najchętniej by teraz wycięła sobie zbrukane krocze tym przeklętym nożem do owoców, a każdy kawałek skóry, który dotknął – zerwała, niczym zbyt dobrze przylegające do ciała, brzydkie ubranie.
– Oh, daj mi to! – Zniecierpliwiony czekaniem na jakikolwiek ruch ze strony Aili, imperator wyrwał jej z ręki zarówno sztuciec, jak i owoc. Umiejętnie obrał granat ze skórki, rozsypując ciemnoczerwone pestki na jasnych udach dziewczyny, która zupełnie straciła kontakt z rzeczywistością. Klęczała przed swoim oprawcą w bezruchu, a jej wzrok był zupełnie pusty. Pozostawała w takim stanie przed dłuższą chwilę, aż poczuła jak najeźdźca wsuwa kilka ziarenek do jej ust. Obrzydliwym pocałunkiem upewnił się, że spróbowała słodyczy owocu. – Smacznego. – Te słowa przelały czarę goryczy.
Księżniczka zerwała się z miejsca, zrzucając przeklęte pestki granatu z nóg. Jeśli nie może uratować świata przed tym potworem, przynajmniej uratuje siebie! Nim imperator zdążył zareagować dobiegła do okna, zamaszyście odsuwając błękitną kotarę. Dopiero wtedy mogła zobaczyć, czym tak naprawdę jest wojna. Jeszcze przed ułamkiem gotowa do skoku Aila stała jak wryta, nie mogąc uwierzyć w to, co widzi za szklanym witrażem. Drżącą ręką, niepewnie odsunęła skobelek.
Wieża króla górowała nad murami miasta, dlatego księżniczka dobrze widziała wszystko, co obecnie się dzieje. Ciepły wiatr otulił jej twarz, przynosząc ze sobą smród dymu i ognia. Chociaż od przegranej stolicy minęła już niemalże cała noc, wciąż było słychać krzyki przegranych, którzy nie pogodzili się jeszcze ze swoim losem. Języki ognia mieszały się z atramentowym niebem, które na wschodzie nabierało szkarłatnej niczym krew barwy.
„Jeszcze nie teraz" – pomyślała rozpaczliwie Aila, widząc pożogę trawiącą jej ukochane miasto. Jeśli opatrzność łaknęła jej życia i skoku z wieży, to skoczy. Ale jeszcze nie teraz. Wpierw musiała zaopiekować się ludźmi, którzy przez tyle lat wiernie służyli jej rodzinie i walczyli za nią. Jest im to winna, jako ich ostatnia, prawowita władczyni. 

2 komentarze:

  1. To opowiadanie zostawię sobie do przeczytania, gdy skończysz pisać Smokobójcę. ; ) Będę czytał też teksty na innych blogach, więc nie chciałbym już bardziej sobie mieszać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko - tylko lojalnie uprzedzam, że do definitywnego końca "smokobójcy" jeszcze trochę, a moje tempo pisania nie zachwyca ;)

      Usuń