sobota, 2 lipca 2016

13. Pokojówka

Ilustracja Henry'ego Patricka Raleigh 
Młody baron, Rakan Wiwain był przystojnym arystokratą. Włosy nosił krótko przystrzyżone, miał dumny, orli nos i prostą sylwetką. W szytym na miarę fraku prezentował się nienagannie. Trzymał kieliszek szampana, gdy podczas antraktu rozmawiał ze swoim dobrym przyjacielem. Z naturalną dla siebie pewnością, zachęcał go do kandydowania w najbliższych wyborach do neustijskiego senatu. Znajomości zdobyte w trakcie trwania kadencji mogły się okazać bezcenne, a przecież baron Wiwain był przede wszystkim człowiekiem interesu. Inaczej nie udałoby się mu wkraść w łaski starego Tremaine'a.
Gdy Narietta samotnie przechodziła przez korytarz, wszelkie rozmowy natychmiast ucichły. Chociaż nigdy w życiu Rakan by się do tego nie przyznał, jego też płoszyła go obecność byłej narzeczonej, a jednocześnie czuł dziką satysfakcję na myśl, że ona ciągle była sama. Gdyby miała u boku jakiegoś innego mężczyznę, baron chyba zjadłby swoje buty ze złości. Nikt prócz niego nie był wart jej ręki.
Jeśli czuła na sobie wścibskie spojrzenia innych widzów opery, to Narietta niczego nie dała po sobie poznać. Spokojnie szła do kobiecej palarni, obracając w palcach swój wspaniały naszyjnik z pereł. Jej niedoszły mąż za to widział wszystko. Zarówno zazdrosne, jak i lubieżne spojrzenia oraz ukrytą w nich ciekawość, jak bardzo subtelne są krzywizny jej ciała skryte teraz pod elegancką suknią w kolorze szampana. Kimkolwiek będzie ten, któremu uda się ją zdobyć, nie zejdzie z języków monkijskiej elity przynajmniej przez kilka tygodni.
– I pomyśleć, że to mogła być twoja żona – skomentował przyjaciel Rakana, rozbawiony całą tą sytuacją, gdy tylko dziewczyna zniknęła z pola widzenia. – Co też stary Tremaine sobie myślał, gdy zrywał wasze zaręczyny?
– Podobno ściśle wspierał Białych swoim majątkiem i chciał ją wysłać trezońskiemu księciu krwi na prezent, jako kochankę. Ten stary cap był pozbawiony serca, dla niego liczyła się tylko forsa. – Kłamstwo wyszło z ust barona z zaskakującą łatwością. Nie zamierzał przed nikim przyznawać się dlaczego tak naprawdę zerwano ich zaręczyny. Nie był to dla niego żaden powód do dumy.
Z palarni jak z procy wypadła hrabianka Fiali, nowa narzeczona Rakana. Nie była tak zachwycająco piękna jak Narietta, ale baron już zdążył pogodził się z tym, że żadna inna kobieta nigdy nie dorówna urodą Tremaine. To jak próbować porównać jasność żarówki do słońca.
– Ależ ona ma tupet, żeby pojawiać się tak bez słowa wyjaśnienia! – skomentowała dziewczyna, ujmując swojego partnera pod ramię. – Podobno ona uciekła z domu i puściła się z jakimś bandytą. Teraz nosi w brzuchu jego dziecko i chce się z nim pobrać. Gdy stary się dowiedział o jej planach, to serce mu stanęło!
Hrabianka zaśmiała się okrutnie, zupełnie nie przejmując się, że swoim zachowaniem przyciąga spojrzenia innych ludzi. Baron milczeniem zbył plotkę. Doskonale wiedział, iż to nic więcej, jak okrutna potwarz wymyślona przez jakąś zazdrośnicę, bo sam wielokrotnie próbował uwieść Nariettę jeszcze w czasie ich narzeczeństwa. Jeśli jemu nie uległa, to nie zrobiłaby tego też dla nikogo innego, a już zwłaszcza dla jakiegoś bandyty. Była zbyt rozsądną dziewczyną na takie szaleństwa.
– Czy to nie zbyt szybko? – padło pytanie z ust baronowskiego przyjaciela, które natychmiast ucięło śmiech Fiali.
– Co?
– Czy to nie zbyt szybko? – powtórzył mężczyzna. Widząc, że nie spotkał się z należytym zrozumieniem zaczął tłumaczyć: – Panna Tremaine zniknęła przed dwoma tygodniami. Proszę mi wybaczyć, nie jestem kobietą i nie do końca jestem pewny, jak to rzeczywiście wygląda, ale to chyba zbyt krótki czas, by być w zupełności pewnym ciąży?
Fiali nie zdążyła odpowiedzieć, bo rozległ się dzwonek zapowiadający drugi akt. Zebrani pośpiesznie ruszyli na swoje miejsca, a wśród nich Rakan Wiwain poszedł za tumem z pełną opieszałością. Próbował odnaleźć wzrokiem wśród nijakich twarzy tę najpiękniejszą, ale nie dostrzegł jej. Może jeszcze nie skończyła palić papierosa i z typową dla siebie obojętnością wobec wszystkiego spóźni się na spektakl?

*
Reva była trzydziestokilkuletnią pokojówką z niema dwudziestoletnim doświadczeniem. Jej matka również pełniła rolę służącej. Prawdopodobnie córka także będzie służyć. Życie porzuconych przez mężów kobiet w Neustii nie należało do najprzyjemniejszych, dlatego Salara nie zdziwiła mosiężna broszka przypięta do białego kołnierzyka. Mimoza była symbolem kobiet, które walczyły o posiadanie praw równych mężczyznom.
– Gdy to się stało byłam na piętrze i chowałam wykrochmaloną bieliznę pościelową do bieliźniarki w garderobie pana Tremaine. Niczego nie widziałam, poza tym jak w pewnym momencie przebrana i odświeżona panna Narietta schodzi na parter. To wszystko, co wiem – powiedziała zdecydowanie, splatając ze sobą spracowane dłonie. Jej twarz miała spokojny wyraz, jakby była zastygnięta w wosku. W ogóle nie dało się odczytać, co tak naprawdę myśli.
– Panna Tremaine w swoim zeznaniu powiedziała mi, że nie chciała jej pani wpuścić do domu – podjął Salar, po wysłuchaniu słów pokojówki. – Dlaczego?
Kobieta miała oliwkową karnację i nijakie włosy. Ubrana była w szary uniform służącej i wyglądała na starszą niż była w rzeczywistości. Pytanie w ogóle nie zaskoczyło.
– Nie poznałam jej – oświadczyła spokojnie. – Panna Narietta zawsze jest piękną i elegancką damą. Wtedy była rozczochrana, miała na sobie męską marynarkę i przyjechała z tym łachudrą, którego nigdy wcześniej nie widziałam na oczy. W jego towarzystwie wyglądała raczej jak dziewczyna spod latarni, niż dama, to jej nie wpuściłam.
Wymówka nie zabrzmiała przekonująco, co Salar sumiennie zanotował w swoim zeszycie.
– Jak długo pracowała pani u pana Tremaine i co może pani o nim powiedzieć? Jakim był człowiekiem, czy miał jakiś wrogów?
Kobieta uśmiechnęła się lekko, skromnie spuszczając powieki.
Pan Tremaine... Należał do najuczciwszych ludzi, jakich kiedykolwiek poznałam. Wszystko musiało być dokładnie tak, jak się umówił i było mowy o żadnych odstępstwach. Pracowałam u niego przez prawie dziesięć lat, codziennie, przez dwanaście godzin. Od ósmej rano do ósmej wieczorem. Do moich obowiązków należało sprzątanie, pranie, nakrywanie do stołu i robienie zakupów, na zmianę z Lotą. Tylko do jego gabinetu nie wolno było wchodzić nikomu. Praca dla niego była ciężka, ale dobrze płacił. Zarabiałam u niego trzydzieści osiem fenigów tygodniowo, a dwa dodatkowe wpłacał na książeczkę oszczędnościową w swoim banku, na niepewną przyszłość. Nikt inny tyle by nie zapłacił.
Salar pokiwał ze zrozumieniem głową. Trochę ponad pięć koron miesięcznie byłoby skromnym wynagrodzeniem dla żywiciela rodziny, ale kobiety zwykle aż tyle nie otrzymują. Trzy korony, może cztery gdy jest się bardzo dobrze wykształconą guwernantką było wszystkim, na co tak naprawdę mogły liczyć. Oczywiście pod warunkiem, że uprzednio otrzymały zgodę na pracę. Oferta pana Tremaine była więc nadzwyczajnie szczodra.
– Jaki miał stosunki z panną Tremaine? – Kobieta zamyśliła się. Przez moment zastanawiała się nad odpowiedzią, by w końcu rzec:
– Obydwoje byli ze sobą bardzo zżyci. Pan Tremaine nikomu nie pozwalał wchodzić do swojego gabinetu, poza panną Nariettą i tylko ona mogła robić tam porządku. Czasami nawet prosił ją, by pisała za niego listy w interesach pod dyktando. Tylko... Że to było takie bardzo niezdrowe. – Detektyw nadstawił uszu, a pokojówka mówiła dalej. – On ją rozpieszczał do granic przyzwoitości, a ona potrafiła to wykorzystać nawet kiedy była jeszcze dzieckiem. Już wtedy, gdy zaczynałam pracę panna Narietta dobrze wiedziała, że wystarczy odrobinę zapłakać, by dostać wszystko, czego tylko chce. Chociaż był twardym człowiekiem w interesach, pan Tremaine nigdy niczego nie potrafił jej odmówić. Nawet na ostatnią rocznicę urodzin podarował jej przepiękny naszyjnik z pereł, wart chyba majątek.
To oświadczenie pokojówki było bardzo ważne. Jeśli rzeczywiście tak było, to panna Tremaine nie miała żadnego powodu, by zabijać starca. Mogła przecież zdobyć wszystko na swój niezachwiany urok.
– A jak ocenia pani pannę Tremaine? – zapytał detektyw znad zeszytu.
– Ma niewiele talentów, ale zawsze będzie wiodła dostatnie życie, bo jest piękna i pochodzi z bogatej rodziny – stwierdziła gorzko pokojówka. – Nigdy nie zrozumie problemów zwyczajnego człowieka, ani nie będzie musiała martwić się o swój byt, ale to w sumie dobra osoba. Część swoich starych zabawek oddała do bidula. Pozwalała też mi zabierać stroje, z których wyrosła, dla córki. Zawsze była wyrozumiała i uprzejma dla służby. Ale przecież łatwiej jest wybaczyć zniszczenie jednej jedwabnej sukienki, gdy ma się dziesiątki w zapasie. – Kobieta skrzywiła się lekko. – Nie powinnam tego mówić.
– Obiecuję nie wydać pani przed panną Tremaine – uśmiechnął się lekko Salar. – Proszę mi jeszcze powiedzieć, czy wiadomo coś pani na temat planowanej przyszłości dla Narietty Tremaine?
– To chyba zbyt osobiste pytanie – zauważyła Reva, wyraźnie się mieszając. – Ja nie powinnam...
– Nalegam. – Detektyw zamknął swój zeszycik i spojrzał kobiecie prosto w oczy. – Obiecuję, że nie wydam pani.
Pokojówka zawahała się. Z jednej strony nie wypadało, z drugiej wyraźnie chciała poplotkować o wnuczce swojego chlebodawcy. Ostrożnie rozejrzała się po opustoszałym policyjnym biurze, po czym nachyliła się bliżej do detektywa.
– Zawsze kręciło się wokół niej kilku obiecujących adoratorów – powiedziała ściszonym głosem, prawie szeptem. – Przez kilka miesięcy nawet spotykała się z młodym baronem Wiwain, który był nawet przez krótki czas jej oficjalnym narzeczonym, ale później zerwano zaręczyny.
– Dlaczego?
– Och, nie wiem. Pan Tremaine nie zwierzał mi się ze swoich planów matrymonialnych dla panny Narietty. Baron bardzo jej się podobał, zresztą to nic dziwnego, to bardzo przystojny człowiek. Ma też okazałą posiadłość za miastem. Z panną Nariettą pasowali do siebie i byli przepiękną parą. Pewnie rozstali się dlatego, że pan Tremaine znalazł dla niej kogoś lepszego, ale ten nowy konkurent chyba przypadł jej do gustu. Dlatego szukali dalej, nie wiem, czy znaleźli kogoś nowego, bo wtedy zaczęły się te okropne plotki.
–Plotki? – zdziwił się detektyw. Na jego nieszczęście twarz pokojówki pozostała nieprzenikniona. – Jakiego rodzaju plotki?
Uśmiech, który wpełzł na usta kobiety był pełen wyższości. Nie był to jednak zwyczajny grymas. Jej oczy zdradzały, że naprawdę cieszyło ją dzielenie się informacjami z Salarem.
– Plotki o pochodzeniu panny Narietty – rzuciła jakby od niechcenia. – Ona jest przygarnięta, więc ludzie gadają. Nie musi pan sobie tym zawracać głowy, bo to wierutna bzdura.
– Wierci mi pani dziurę w brzuchu.
Ktoś bardzo głośny wpadł na komisariat policji. Nawet w biurze było słychać toczącą się kłótnię. Salar postarał się zignorować hałasy, nie spuszczając wzroku z przesłuchiwanej Revy.
– No przecież mówię, że to bzdury. Nie ma się czym przejmować. Panna Narietta wzbudza powszechną zazdrość wśród innych dziewczyn i złość odrzuconych zalotników. To chyba nic nadzwyczajnego, że zaczęli na nią gadać?
Mimo wszystko Salar chętnie nacisnąłby jeszcze bardziej na świadka. Już sama informacja o przygarnięciu Narietty do rodziny Tremaine była dla niego zaskakująca, a co interesującego mogło być skryte w kolejnych plotkach? W każdej bladze tkwiło ziarno prawdy. Doświadczenie nauczyło detektywa, że nawet najmniejsza i najbardziej niedorzeczna poszlaka może okazać się istotna, gdy w grę wchodzą ludzkie słabości.
Niestety, hałasy z każdą chwilą robiły się coraz bardziej głośne i Salar podejrzewał już jakie licho czai się za drzwiami. Dlatego też na sam koniec zapytał świadka o jej własne podejrzenia.
– To mogła być Lota – oświadczyła zdecydowanie Reva, bez chwili namysłu. – To ona znalazła pana Tremaine i była cała w jego krwi. To ona narobiła rabanu i pierwsza rzuciła oskarżenie w kierunku panny biednej panny Narietty. – Uwagi pokojówki były zaskakująco trafne, dlatego Salar z ciekawością wysłuchał, co miała do powiedzenia. – Myślałam też nad tym i jestem pewna, że miała powód! Jej najstarsi synowie to bliźniacy. Razem z mężem chciała ich wysłać dalej do szkoły, by zdobyli porządne wykształcenie, ale nie stać ich było na zapłatę dwóch czesnych z góry. Z tego co wiem, to przez jakiś czas próbowała zapytać pana Tremaine o udzielenie pożyczki, ale nie wiem czy się zgodził. Mógł odmówić.
Świeże spojrzenie na sprawę było bezcenne. Dotychczas przez podejrzenia Lira, detektyw bez sensu krążył wokół postaci Narietty Tremaine i jej tajemniczego zniknięcia, a być może jego założenie było błędne? Może powinien jednak lepiej się przyjrzeć służbie, bez względu na to, ile czasu pracowali w rodzinie?
– To bardzo cenne informację. Dziękuję za nie. – Salar uprzejmie pożegnał się z Revą i odprowadził ją do wyjścia komisariatu.
Na zewnątrz spotkał Lira, który uzbrojony w opasłe tomiszcze uważnie analizował jakieś fotogramy. Stary detektyw cieszył się, że chłopak w końcu zrozumiał swoje błędne podejście do pracy i zaczął od mniejszych spraw. Pewny, iż młody śpiewająco da sobie radę z każdą inną zagadką, policjant gotowy był pochwalić jego dojrzałą postawę. W porę jednak dostrzegł wściekłego smokobójcę, który w towarzystwie pary mundurowych stał na zewnątrz i wydawał się czekać na niego.
Z drżącym sercem, Salar podszedł do Lira. Tomiszcze czytane przez młodego okazało się być „Leksykonem broni legendarnych i historycznych".
– Możesz mi powiedzieć jaką sprawą obecnie się zajmujesz? – zapytał podejrzliwie detektyw. Z ciekawością zajrzał młodemu przez ramię. Na fotogramach dostrzegł rapier zarekwirowany panu Veleno, który do złudzenia przypominał jedną z ilustracji w książce. Lir podnosząc wzrok na mentora, zrobił minę niewiniątka.
– Odsunąłeś mnie od sprawy morderstwa, więc przyjrzałem się zgłoszeniu porwania Naretty Tremaine. Wyobraź sobie, że przez dwa tygodnie nikt nawet nie raczył spojrzeć na tę sprawę. Prawdziwy skandal. 
Z każdym kolejnym słowem chłopaka, Salar czuł jak zimny pot rosi jego kark i plecy. Idiota! Zabronił mu mieszać się w morderstwo, ale nawet słowem nie wspomniał o porwaniu...
– Myślisz, że to jest ta sama broń? – Detektyw przyjrzał się uważnie ilustracji i fotogramowi. Na pierwszy rzut oka wszystko się zgadzało, ale po dłuższym przyjrzeniu się szczegółom... Nie pozostawał nawet cień wątpliwości, że to ten sam rapier. Począwszy od ogólnego wyglądu, po bardziej szczegółowe informacje.
– Tak – oświadczył w końcu. – To może być ta sama broń, albo jej bardzo dobry falsyfikat. Co to?
– Znany jest jako „Mroźny Kieł" – wyjaśnił Lir ściszonym głosem, tak by usłyszał go tylko Salar – i to jedno z koronnych oręży trezońskiej rodziny imperatorskiej.
Nogi nieomal ugięły się Salarowi pod tą informacją. Detektyw czuł, jak kolor odpływa z jego twarzy, a ręce zaczynają drżeć ze zdenerwowania. Spróbował to sobie wszystko jakoś racjonalnie wyjaśnić. Przecież książęta nie jeżdżą incognito po świecie i, do kroćset, nie zabijają smoków. Nie ratują pięknych dam z opresji, jak w bajkach. Młody książę jest obecnie w Trezonie, gdzie wspólnie z wujem prowadzi wojnę przeciwko własnej siostrze. Gdyby go tam nie było, wszyscy by o tym wiedzieli.
– To musi być podróba. – Salar wsparł się na młodszym współpracowniku. – Chociaż chyba nie zawadzi też porozmawiać o tym z panem Veleno.
Przecież Erik Veleno nie miał w sobie ani krzty książęcości. Więcej w nim było z ulicznego rzezimieszka, jak z arystokratycznego dziedzica. Gdyby doszedł do władzy w Imperium, cały cywilizowany świat chyba stanąłby na głowie. A Salar wolał nawet nie myśleć, jak bardzo mściwy potrafi być człowiek taki jak on.


5 komentarzy:

  1. Hej :)
    Na początek, mały błąd:
    'tylko ona mogła robić tam porządku' - porządki
    Poza tym, chyba jest okej, nie zauważyłam innych błędów.
    Co do rozdziału: czyli nie jestem jedyna, która podejrzewa tę pokojówkę. Dobrze wiedzieć, chociaż po tym rozdziale, wydaje mi się, że to jednak nie ona.
    Erik księciem? Jakoś mi na takiego nie wygląda ;) Tylko skąd w takim razie wziął ten rapier? Ukradł? ;)
    Ogółem, fajny rozdział, chyba lepszy, niż poprzedni.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hejka.

    Musiałem sobie zrobić małą przerwę, bo trzeba było nakarmić pieski i porobić kilka innych rzeczy.

    Raport odnośnie literówek autorstwa graf zer0:

    "Reva była trzydziestokilkuletnią pokojówką z niema dwudziestoletnim doświadczeniem." - brakuje literki "l" w słowie "niemal"

    "Pewnie rozstali się dlatego, że pan Tremaine znalazł dla niej kogoś lepszego, ale ten nowy konkurent chyba przypadł jej do gustu." - tu chyba brakuje "nie" przed słowem "przypadł".

    Ogółem zauważyłem pewną dziwną zależność, jeśli chodzi o Twoje opowiadanie. Fajnie czyta mi się co drugi albo trzeci rozdział, a najlepsze to są chyba te, co jest paradoksem, niezwiązane bezpośrednio z postaciami Erika i Narietty, gdy są razem. Rozdziały z pojedynczymi epizodami bohaterów drugoplanowych jakoś bardziej mi podchodzą. Jak chociażby ten powyżej. Śledztwo, rozmowy i tak dalej są po prostu świetne. Dialogi Narietty i Erika są dobre, ale nie aż tak bardzo.

    I wychodzi na to, że jednak Erik okaże się być księciem czy kimś w tym rodzaju. Nie będę kłamał i nie powiem, że mnie to nie zaskoczyło, ale w sumie jakby na to spojrzeć z innej strony, to można było tego oczekiwać. Zbyt często w książkach i opowiadaniach ostatnie łachmyty okazywały się pochodzić z dobrych rodów ;P

    Pozdrawiam,
    graf zer0.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, to pewnie dlatego, że nie każdy lubi wątki romantyczne, bo czasami czytam opinie skrajnie odmienne - po co to śledztwo? Po co tło i opis świata? Dawać loffki, kisski i dramy! ;) Dlatego, próbując dogodzić wszystkim, staram się balansować między wątkami i zrealizować je najlepiej jak potrafię =)

      Co do Erika-księcia, to tak, poszłam trochę po linii najmniejszego oporu. Ale hej, udało mi się zaskoczyć czytelnika!

      Błędy poprawię, dzięki za wytknięcie.

      Usuń
    2. To już chyba zależy od tego, jaki target sobie obierzesz. Jasne, że romans itd. sprawi, że będziesz miała więcej czytelników niż jakbyś pisała "normalne" opowiadanie.

      Kiedyś zrobiłem eksperyment i pisałem "yaoi, w którym nie było yaoi". W miesiąc nabiłem więcej obserwatorów (i to bez żadnej reklamy) niż na swoim "poważnym" blogu (z reklamowaniem się).

      Usuń
    3. Jakbym miała więcej czasu, zrobiłabym coś podobnego. A że czasu brak - muszę skupić się na tej jednej historii, którą w gruncie rzeczy bardzo lubię ;)

      Usuń