poniedziałek, 13 czerwca 2016

9. Morderca

Rosanna należała do tych przyjemnych w obyciu i bardzo sympatycznych dziewczyn. Żywa, radosna, odważna – daleko było jej do obrazka typowej Neustijki. Poza sceną poruszała się niezgrabnie, prawie kanciasto. Nie posiadała w sobie ani krztyny tej niewymuszonej elegancji, która charakteryzowała chociażby Nari. Jednocześnie miała to bardzo gdzieś i pozostawała sobą, wyszczekaną gwiazdą teatru Czarny kot.

Po skończonym spektaklu chętnie wypiła z Erikiem drinka, a później oprowadziła go po okolicy, pokazując kilka szczególnie ciekawych miejsc. Wprosili się do jakieś sutereny niezależnego muzyka na przyjęcie. Chociaż smokobójca nie znał nikogo, został przyjęty jak wielki przyjaciel, zwłaszcza gdy postawił dwie butelki dobrego i orzeźwiającego ginu.
Aktorka też cieszyła się niezachwianą popularnością. Rozdała kilka autografów, pouśmiechała się, odstawiła improwizację ku uciesze zebranych. Jeden z malarzy błagał ją, by pozowała do jego obrazów. W czym się specjalizował? Otóż był właśnie w trakcie szukania siebie i swojego własnego stylu.
Młode dziewczyny z bohemy oblegały Erika, by zechciał opowiedzieć im co nieco o swoich przygodach? Czy posługuje się magią by pokonać smoki? Jaki był najstraszniejszy? Czy też uważa, że powinno wprowadzić się ujednolicone znaki drogowe o fioletowej barwie?
– Czekaj, co? – Świat cudownie się kręcił, a korale na szyi dziewczyny trzeszczały za każdym razem, gdy się poruszyła. Elegancka szatynka o ciemnych oczach przycupnęła na jego kolanach. Objęła szyję mężczyzny i czule wyszeptała mu do ucha:
– Fioletowe znaki. Czy nie uważasz, że byłyby świetne? – Miała na imię Tesa, czy Tacja? Erik nie pamiętał. – W czasach gdy coraz więcej osób może pozwolić sobie na automobile należałoby jakoś oznaczyć nieprzejezdne miejsca albo niebezpieczne. Albo ślepe zaułki w miastach. Myślę, że jednolity system znaków byłby bardzo pomocny... Dużo podróżujesz, co o tym sądzisz?
Tacja, ona na imię miała Tacja. Przedstawiła się jako muza tego malarza, co chciał... Namalować coś z czymś i bez czegoś...
– Dlaczego akurat fioletowe? – zapytał Erik. Noga, na której siedziała jego rozmówczyni zaczęła mu cierpnąć.
– A dlaczego by nie? Lubię... – Muzyk zaczął grać na trąbce solówkę, uniemożliwiając dalszą rozmowę. Ktoś otworzył szampana i spryskał nim zebranych. Ktoś zaczął tańczyć. Któraś dziewczyna odsłoniła swoje zgrabne nogi aż do wysokości pasków do pończoch. Jakaś para paliła wspólnie jednego papierosa.
Wirtuoz umawiał się z reżyserem, że skomponuje muzykę do jego nowej sztuki. Aktorka obiecała pozować malarzowi. A malarz zobowiązał się zaprojektować plakaty na recital muzyka. Jakaś piosenkarka przyrzekła wesprzeć poetę i śpiewać jego wiersze. A modystka zadeklarowała się zaprojektować oryginalny kapelusz na tę okazję. Neustijska bohema żyła w wesołej symbiozie.
Nagle Tacja oblała malarza zawartością swojego kieliszka.
– TY PRZEBRZYDŁA ŚWINIO!!! – wrzasnęła w ogóle nie przejmując się ludźmi dookoła. Wszystko ucichło, a świadkowie z zainteresowaniem oglądali kłótnię. – Ty przebrzydła, szowinistyczna świnio! Maluję równie dobrze jak ty i mogę się pod tym podpisywać!
– Ależ kochanie... – Mężczyzna poprawił swoją zaczeskę, uśmiechem próbując zamaskować zmieszanie. – Mi chodzi tylko o twoje dobro. Kto kupiłby obrazy kobiety?
– Kto kupiłby obrazy kobiety?! – prychnęła jak kotka Tacja. – A kto kupuje twoje bohomazy?! Jeszcze mnie popamiętasz! Ty...
– Polać jej! – wrzasnął reżyser, przerywając scenę. – Wódki! Dajcie jej wódki! Jak chce być jak mężczyzna, niech się napije wódki!
Podano jej szklaneczkę wypełnioną po brzegi przeźroczystym napojem. Erik aż się skrzywił, widząc jak Tacja pewnie chwyta naczynie i jednym haustem wypija alkohol. Aż łzy jej poleciały z oczu, rozmazując czarny makijaż, ale wypiła do końca. Zwycięsko podniosła pustą szklaneczkę do góry. Spróbowała też zrobić krok do przodu, ale wyraźnie traciła równowagę, więc została na miejscu.
– Głupio wam teraz, co? – parsknęła do wszystkich. W odpowiedzi otrzymała brawa.
– To ja też zostanę emancypantą! – zadeklarował nagle gospodarz imprezy. – Uważam, że powinnyście mieć tyle samo obowiązków co my! – Po suterenie rozległy się szydercze śmiechy.
– I praw!
– Dobrze, praw też. – Muzyk objął Tację w pasie i na oczach wszystkich gorąco ją pocałował. Znowu ktoś się zaśmiał, ktoś zaczął gwizdać na parę, ktoś puścił głośną muzykę z gramofonu i przyjęcie zaczęło toczyć się swoim tokiem.
Gdy skacowany Erik obudził się w suterenie było już po południu. Był jednym z pierwszych ocalałych po imprezie, ale to nie był żaden powód do dumy. Ciągle kręciło mu się w głowie, gdy ktoś podstawił mu pod głowę wiadro z jakąś śmierdzącą zawartością. Czując odrażający smród, natychmiast zwymiotował. Ktoś pogłaskał go po plecach.
– Już dobrze. – Głos Rosanny był ochrypły, ale przyjemny. Widocznie ona też lubiła się dobrze zabawić. Jak każdy w tym towarzystwie. Gdy Erik nieomal wypluł swoje wnętrzności z obrzydzeniem zauważył, że wiadro jest pełne różnych dziwnych substancji. Uświadomiwszy sobie, co to może być, zwymiotował jeszcze raz.
Czy wcześniej suterena też była taka obskurna? Ceglaste ściany pokryto starymi gazetami, meble wydawały się być pokryte pleśnią. Ile wczoraj wypalono tutaj papierosów, jeśli teraz nad pomieszczeniem unosił się gęsty siwy dym? Uczestnicy przyjęcia spali gdzie popadło. Rankiem ci niezależni artyści jakoś wydawali się nie być tak interesujący. Ot, uliczny grajek, niespełniony pisarz uciekający przed krytyką i zwyczajna pracownica sklepu z kapeluszami. Ktoś chciał podreperować domowy budżet, komuś kariera nie powiodła się zgodnie z oczekiwaniami.
Nawet Rosanna w świetle dnia wydawała się nagle stracić większą część swojej urody. Jej twarz poza złamanym nosem szpeciły też dzioby po ospie, a porównanie do lalkowej urody Nari stanowiło niemal profanację. Chociaż na pewien sposób były do siebie podobne, teraz Rosanna przypominała raczej brzydszą starszą siostrę Tremaine niż jej bliźniaczkę.
– Za tę noc należą się dwie złote korony – oświadczyła bezlitośnie aktorka, gdy Erik jako tako doszedł do siebie.
– Niby za co? – parsknął w odpowiedzi smokobójca, ostrożnie próbując zebrać się w garść. Potrzebował mnóstwo wody. Kąpiel w perfumach również by nie zaszkodziła. – Nie zapracowałaś nawet na pół.
– Dwie złote korony albo porozmawiasz o tym z trzema byczkami, którzy pilnują tutaj porządku – powtórzyła zniecierpliwiona dziewczyna, odrzucając kaskadę jasnych włosów na plecy.
Zaśmiał się. Trzech bezlitosnych mięśniaków przeciwko niemu samemu? To mogło być interesujące. Mordobicie zawsze było jakąś odskocznią od codziennych zajęć, ale trzech zwyczajnych chłopców to stanowczo zbyt mało, by dać sobie z nim radę. Nie mieli najmniejszych szans z nim, gdy jest wypoczęty i w pełni sił. Chociaż teraz był przygnieciony przez paskudnego kaca.
– Było nie było, jestem diwą w Czarnym kocie i tej nocy byłam twoją przewodniczką. Za to się płaci – zaświergotała, uśmiechając się przymilająco.
– Dam ci jedną koronę. – Erik nie ustępował w targowaniu się, ale aktorka nie dała się tak łatwo zbyć. Przysiadła na jego kolanie, po czym pocałowała go czule w czoło.
– Półtorej korony i to tylko dlatego, że jesteś ładnym chłopcem z egzotyczną urodą.
– Za tę obelgę nie dam więcej jak koronę i piętnaście feningów!
– Dobrze – Zgodziła się nagle Rosanna. – Ale za to powiesz mi dlaczego jesteś taki twardy?
– No wiesz... – Smokobójca wzruszył ramionami. – Młodość, zdrowie i te sprawy... – Obydwoje zanieśli się śmiechem.
– Ja nie o tym – zachichotała dziewczyna, dźgając palcem jego pierś. Przez chwilę uważnie oglądała jego tors, który pod koszulą był poorany licznymi bliznami. Najlepsze pamiątki po smokach, jakie tylko można zdobyć. – Dlaczego masz ciało jakby wykute z kamienia? – Dotknęła guzików jego koszuli, jakby chciała koniecznie sprawdzić, czy nie chowa pod nią czegoś dziwnego. – Niby to jest skóra. Niby jesteś ciepły, ale w nocy czułam, jakbym przytulała się do posągu. Dlaczego?
– Jestem smokobójcą i często brodzę w smoczej krwi – wyjaśnił lakonicznie Erik. Leniwie pokręcił się na fotelu, próbując namacać portfel w wewnętrznej kieszeni marynarki. Na całe szczęście był na swoim miejscu.
– Mówią, że to o smoczej krwi to bajki. – Różyczka nie wydawała się być do końca przekonana takim wyjaśnieniem, ale chętnie przyjęła zapłatę.
– Nie mogę ci zdradzić wszystkiego. To tajemnica zawodowa. – Na odchodne dała jeszcze buziaka w nos.
 „Tajemnica zawodowa", chociaż brzmiała poważnie i bardzo intrygująco, była prostsza, niż mogłoby się wydawać. Ponieważ podczas gdy na całym kontynencie roiło się od zwyczajnych, chciwych smoków, które nie wyróżniało nic poza tym, że były duże i całkiem silne, stosunkowo rzadko można było spotkać coś innego. Z racji wyglądu, Erik i inni z jego profesji nazywali je „wyjątkowymi smokami". W przeciwieństwie do swoich pobratymców nie pragnęły złota, a spotkań z ludźmi unikały na wszelkie możliwe sposoby. Miały też tak niezwykłe właściwości, że trudno było orzec, czym to w sumie jest. Magia? Dary natury? Ewolucja? Może kolejny wytwór eugeników?
Kamienny smok, na przykład, był jednym z pierwszych, które Erik ubił w czasie rozpoczynania swojej kariery. Wielki prawie jak góra i zbyt ciężki by latać potwór leżał bezwładnie gdzieś wśród gęstwin Północnej Puszczy. Duże zwierzęta wokół jego leża pouciekały, małe były zbyt szybkie by mógł je złapać. Konał z głodu i błagał chłopca o szybką śmierć, obiecując w zamian, że kąpiel w jego krwi nada ludzkiemu ciału niezwykłych cechy. Oczywiście, będąc jeszczde naiwnym dzieciakiem, Erik skusił się. Zgodnie z wolą bestii ubił ją tak szybko, jak tylko potrafił, starannie obmywając się śmierdzącą posoką. Pamiętając o rycerskich pieśniach uważał, by natrzeć krwią całe ciało, nie zostawiając sobie żadnej słabości. W ten sposób stał się silniejszy od przeciętnego człowieka jego postury i odporniejszy na ciosy, dźgnięcia i postrzały, ale nie był niezniszczalny.
Za to ognisty smok był bestią, którą Erik wytropił wspólnie z Taronem, psiarczykiem z pałacu. Miał ciało niewiele większe od wiwerny, a zamiast łusek pokryte było żywym ogniem. Jego oddech potrafił stopić nawet lite skały. Wyprawa była skazana na porażkę niemal od samego początku. W chwili, gdy potwór rzucił się na młodszego napastnika, przegrana była już przesądzona. Wiedziony głupim instynktem Erik, zaczął uciekać przed smokiem. Po feralnym zdarzeniu została mu na pamiątkę paskudna blizna, która zdeformowała jego lewy pośladek i niepozorny kieł o niezwykłych właściwościach.
Wracając do hotelu (którego znalezienie w ciągu dnia nie było tak do końca prostą sprawą), Erika spotkała kolejna przykra niespodzianka. Młodszy detektyw, nieuczesany Lir wspólnie z kilkoma innymi policjantami starannie zabezpieczyli żółty automobil i pokój zajmowany przez smokobójcę. Bez cienia skrupułów wywleczono na wierzch wszystkie rzeczy osobiste, starannie czegoś szukając.
– No w końcu! – zauważywszy podejrzanego, Lir pospiesznie podszedł do niego. Zamaszyście podał Erikowi jakiś papier. – Oto sądowy nakaz przeszukania.
Skacowany mężczyzna zaklął siarczyście. Szybko przeczytał pismo opatrzone czerwoną pieczęcią neustijskiego sędziego. Rzeczywiście, nakazywało ono rewizję jego rzeczy w porzukiwaniu narzędzia zbrodni i opatrzone było dzisiejszą datą.
– Nie wiedziałem, że jestem w kręgu podejrzanych – burknął Erik, składając dokument na pół. Czuł się okropnie, jakby po jego głowie przebiegło stado koni. – Może być pan pewny, że złożę skargę na pańskie metody.
– Wiedziałby pan wszystko, gdyby raczył się stawić zgodnie z wezwaniem.
Lir wyglądał na rówieśnika smokobójcy. Stanąwszy obok niego był wyraźnie wątlejszej budowy i brakowało mu przynajmniej dwóch cali do wzrostu Erika. Młody detektyw próbował zatuszować wrażenie własnej mizerności biorąc głęboki wdech. Tak napięty czekał na konfrontację.
– Przecież już powiedziałem wszystko co wiem.
Na twarz policjanta wpełzł pełen wyższości grymas twarzy. Splótł ze sobą palce dłoni, posyłając podejrzanemu wyzywające spojrzenie.
– Czyżby, panie Veleno? Nie ma pan już niczego do dodania do swoich poprzednich zeznań? – Smokobójca stanowczo zaprzeczył. – I dalej utrzymuje pan, że spotkał pannę Tremaine w smoczej jamie?
– Gdybym łgał, to wymyśliłbym coś bardziej prawdopodobnego. Możemy już zakończyć tę farsę? Chcę się wykąpać. – Erik nie krył swojego zniecierpliwienia. Oskarżenie go o zabójstwo wydawało mu się zbyt absurdalne, by traktować je poważnie. – Zresztą, wszyscy mogą potwierdzić moje zeznania.
– No właśnie nie. – Odpowiedź ledwo dotarła do świadomości smokobójcy.
– Co?
– Wskazany przez pana sekretarz Kubert stanowczo zaprzeczył, jakoby odprowadzał pana do drzwi. Był wtedy w kuchni, co potwierdził kucharz i pokojówka Reva. – Lir przybrał minę triumfu, którego nie potrafił zamaskować.
– Ale Nari... – Kac zupełnie stępił umysł Erika. Nie był w stanie wydukać z siebie nic szczególnego.
– Panna Tremaine również zaprzeczyła, jakoby widziała kogokolwiek na korytarzu o tej feralnej porze. – Sytuacja robiła się coraz bardziej nieprzyjemna. Apogeum nastąpiło, gdy jeden z policjantów podszedł do nich, trzymając w rękach rapier Erika.
Broń miała niecałe cztery stopy długości i już na pierwszy rzut oka można poznać, że to nie jest zabawka. Pozbawiona kabłąka rękojeść była obciągnięta miękką, brązową skórą, noszącą wyraźne ślady częstego użytkowania. Jelec wygięty na kształt litery S pokryty był mnóstwem rys, które niczym blizny odznaczały się na starannie wypolerowanej powierzchni. Gdy tylko Lir zbliżył się do broni, policjant wyciągnął rapier z pochwy. Wspaniałe ostrze zalśniło jasno w świetle dnia.
– A co my tu mamy? – zapytał uradowany detektyw. – Może się pan z tego wytłumaczyć?
– To tylko tak źle wygląda... – odpowiedział natychmiast Erik. – Zaraz mogę się z tego wytłumaczyć.
– Czekamy niecierpliwie. Może pan zacząć od tego, po co panu tak dobra broń?
Smokobójca wytężył swoje wszystkie siły, by zdobić się chociażby na kilka zdań wyjaśnienia.
– Cóż... – zaczął głupio. – Technika zabijania smoków opiera się na tym, że lepiej je dźgać niż ciąć. To znaczy łuski. Łatwiej jest się przez nie przebić, niż je przeciąć. Pod spodem ciało smoków jest silnie unerwione i ukrwione, więc nawet z pozoru lekkie dźgnięcia są dla nich bardzo dotkliwe. Do tego miecz czy zwykła szabla nie są tak poręczne. Rapier jest idealnym narzędziem do mojej pracy. – Czy to brzmiało przekonująco? Po minie Lira można było wnioskować, że nie.
Smokobójca miał ochotę zawyć, gdy detektyw bezceremonialnie chwycił oburącz za rękojeść i podniósł rapier. Zadał kilka amatorskich cięć w powietrzu, aż słychać było cienki świst.
– Wspaniale wyważony – skomentował z miną znawcy Lir. – Dobra robota, panowie. A ty, Veleno jesteś aresztowany pod zarzutem morderstwa.
Nim Erik zdążył cokolwiek zrobić, złapano go za ramiona. Zbyt zaskoczony oskarżeniem, nawet specjalnie nie szarpał się, gdy zakładano mu kajdanki. W głowie kołatały mu paniczne myśli. Otwarcie oskarżono go o morderstwo i co teraz?
– Jestem niewinny! – zapewnił gorąco, gdy wsadzano go do policyjnej dorożki. – Nie ja go zabiłem!
– Tak – odpowiedział Lir, dalej trzymając w ręku rapier. – Dobrze wiem, że zrobiła to twoja dziwka. Teraz tylko musi się do tego przyznać.
To Nari zabiła? Myśli Erika przepływały przez jego świadomość z błyskawiczną prędkością. To było bez sensu. Nie, to całkiem sensowne myślenie. Przecież za tą niewinną fasadą nieporadnej dziewczynki kryła się nienajgorsza złodziejka. Potrafiła zabrać pieniądze bohaterowi i zorganizować sobie transport na dworzec. Znała dobrze dom, z pewnością wiedziała jak się po nim skradać, by nie zostać dostrzeżoną. Mogła zabić dziadka. Dla spadku, wolności, może nawet dla jakieś chorej zemsty. Tak, z pewnością to ona była mordercą. 

10 komentarzy:

  1. Uwielbiam to. <3 A Erik jest cudowny. <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Hejka.

    "Młode dziewczyny z bohemy oblegały Erika, by zechciał opowiedzieć im co nieco o swoich przygodach?" - Tutaj chyba znak zapytania nie jest potrzebny.

    "Oczywiście, będąc jeszczde naiwnym dzieciakiem, Erik skusił się." - literówka. I mała dygresja. Trochę nie bardzo rozumiem. Erik był naiwnym dzieciakiem, więc uwierzył smokowi, że kąpiel we krwi gadziny nada ciału smokobójcy niezwykłych cech. Nasz bohater to zrobił i rzeczywiście tak się stało. Był silniejszy et cetera. Gdzie tu miejsce na naiwność? : P

    Inna sprawa. Ciekawy pomysł z tą krwią smoków. Nadawałby się na opowiadanie, w którym to łowca smoków chce zabić jak najwięcej przerośniętych jaszczurek, żeby stać się najpotężniejszym mężem na świecie. Oczywiście, jak napisałaś w opowiadaniu, miałby na to małe szanse, ale dlaczego by nie próbować?

    Małe przemyślenia. W tym rozdziale strasznie przeniosłaś akcję w przyszłość. Wcześniej uważałem, że to coś w stylu fantasy wymieszanego z dieselpunkiem. Czyli stare, dobre średniowiecze z kilkoma wynalazkami z ery diesla. To jest jedynie moje wrażenie i jak najbardziej może być mylne. ; )

    Pozdrawiam gorąco,
    graf zer0.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dla Ciebie jeszcze małą antyreklamę.
      Moja dziewczyna ogółem ma sporo książek w swojej kolekcji. Na złość (w sumie też na "radość") czyta rzeczy, których normalnie bym nie tknął, ale dzięki nie ruszyłem i polubiłem. Przykładowo dzieła Stephena Kinga, Grahama Mastertona i innych autorów. Ot, takie uzupełnianie się, jeśli chodzi o gusta literackie, dzięki czemu możesz we wspólnej biblioteczce możesz znaleźć wiele różnych gatunków.
      Często z ciekawości kupuje książki na totalnych wyprzedażach w Matrasie czy Empiku. Czasem są to pozycje trafione, czasem jednak nieszczególnie. I dzisiaj o tych drugich.
      Natrafiłem u niej na książkę pod tytułem "Równowaga" autorstwa Pawła Leśniaka. Najśmieszniejsze w tym, że autor jest piłkarzem. Czy profesjonalnym, nie mnie oceniać. Opis był cholernie zachęcający. Mężczyzna, który ma wszystko, życie jak z bajki, pewnego dnia trafi wszystko i popełnia samobójstwo, w wyniku czego zostaje egzekutorem, czyli zbieraczem dusz. Nastawiałem się na coś pokroju "Kłamcy" Jakuba Ćwieka. Diabelnie inteligentny i dowcipny bohater (Loki według mnie taki był), sporo różnych sytuacji z wiszącymi mu duszę ludźmi i tak dalej. Rzeczywistość okazała się kiepska.
      Dotrwałem raptem do pięćdziesiątej strony z lekko ponad trzystu. Warsztat moim zdaniem kiepski (nie mówię, że napisałbym lepiej, ale cóż, nie zachwycił mnie), pełno nielogiczności (chociażby to, że główny bohater wywalił się przed drzwiami z tacą z jedzeniem, wszystko poleciało na podłogę. Typek nie przejął się tym, tylko poszedł do łóżka ze swoją narzeczoną, gdzie spędził dwie godziny. Potem oboje wyszli z pokoju i znowu nikt nie zainteresował się, że na podłodze jest syf. Brak wzmianki o jakiejkolwiek służbie, która mogłaby się tym zająć). Brak konsekwentności. Główny bohater myśli (pierwszoosobowa narracja), że nigdy nie potrafi zgadnąć, czy jego znajoma żartuje czy mówi poważnie, a potem w dialogu mamy, że "[imię] zażartowała". Jeśli już o żartowaniu mowa, to praktycznie we wszystkich dialogach ktoś co chwilę się śmiał albo żartował.
      Niekoniecznie jest to kiepska książka, wielu osobom pewnie się bardzo spodoba, ale mnie nieszczególnie zachwyciła, a wręcz odrzuciła po tych kilkudziesięciu stronach. Tak tylko piszę, jakbyś się kiedyś przypadkiem zastanawiała nad kupnem tej książki. Mówię, opis jest bardzo interesujący, pomysł także (na plus dam sytuację, w której główny bohater widział Piekło. Opis miejsca był bardzo dobry i ciekawy), ale wykonanie według mnie jest po prostu słabe.

      Usuń
    2. A dzięki za antyreklamę. Autora nie znam, o nim nie słyszałam, ale będę uważać.

      Co do krwi smoka, to oczywiście inspiracja wyszła od mitycznego Zygfryda. Pewnie - motyw nadaje się na jeszcze inne opowiadania, ale na razie nie mam czasu, żeby do tego przysiąść. Pracuję nad końcem "Smokobójcy" i spin-offem do tej historii =D

      Co do naiwności, fakt - muszę poprawić to stwierdzenie. Podchodziłam do tego na zasadzie podobnej do dziecka przyjmującego niebezpieczne cukierki od obcego. Źle się nie skończyło, ale zbyt mądre toto nie było. Naiwność to nie była, ale lekkomyślność - z pewnością ;)

      Usuń
    3. Nie mogę się doczekać tego spin-offa ; )

      Z innej beczki. Już od kilku miesięcy myślałem o spisie blogów tylko z autorskimi opowiadaniami z fantastyki. Bez żadnych romansów, fanfiction i tak dalej. To byłby dobry sposób na promowanie wszystkich blogów z fantasy, science fiction itp., które giną w natłoku blogów z fanfiction Harry'ego Pottera etc. Chciałabyś się przyłączyć? ; )

      Usuń
    4. Pewnie! Odkąd zamknięto "przy barze fantastyki" brakuje mi takiego miejsca w internetowym.

      A co do spin-offem, to pewnie niedługo wrzucę prolog

      Usuń
    5. Podasz mi jakiś kontakt do siebie? Najlepiej coś w czasie rzeczywistym, jak gg. O ile masz.

      Usuń
    6. Nie mam gg, możesz kontaktować się do mnie przez hangouts (a.szyslowska@gmail.com) albo fb (Aleksandra Sz). Ale z góry uprzedzam, że obecnie mieszkam w innej strefie czasowej więc jestem aktywna o dzikich godzinach w Polsce.

      Usuń