sobota, 4 czerwca 2016

5. Morderstwo

Pan Tremaine był starszym mężczyzną, który mimo wieku ciągle miał jeszcze proste plecy. Jego włosy były zupełnie białe i prawie w ogóle nieprzerzedzone, a zimny stalowy wzrok przeszywał smokobójcę na wskroś. Trochę głupio wyszło w sumie, że Erik pogroził swojej pasażerce, ale przecież... Prosiła się o to. Każdy jeden zareagowałby podobnie.

– Muszę przyznać, że nie jestem przyzwyczajony do nagradzania za groźby wymierzone w kierunku mojej rodziny – odezwał się bankier, wypełniając kwit. Erik jedynie przewrócił oczami.
– Jeśli poczuje się pan przez to lepiej, to może myśleć, że to nagroda za odstawienie zaginionej wnuczki całej i zdrowej do domu – wypalił, krzyżując ręce na piersiach.
Ponury gabinet nestora rodu Tremaine przytłaczał smokobójcę. Każda wolna przestrzeń była zastawiona ciężkim meblem z ciemnego drzewa, który z kolei przykrywały stosy zapisanych kartek papieru. Nad grubym dywanem wzbijały się tumany kurzu. A wśród tego wszystkiego – starzec, siedzący na olbrzymim granatowym fotelu przy biurku i młodzieniec stojący nad nim.
– Ciężko pobitą i przerażoną – nie ustępował pan Tremaine.
– Kilka siniaków, to jeszcze nie ciężkie pobicie – zaprotestował Erik. – Po świecie chodzi wiele szuj, mogła skończyć znacznie gorzej.
– To ma mnie pocieszyć? – Bankier łaskawie podał gościowi wypełniony kwit.
– Nie obchodzi mnie, co pan o mnie myśli, ale to nie ja jestem powodem jej obecnego stanu, nie ja ją porwałem, ani nie ja będę ją nękać. – Smokobójca zabrał kartkę z wysuszonej dłoni starca. Szybko zauważył, że kwit opiewa na wypłatę stu koron. – Dziękuję uprzejmie.
– Nie powinien pan. Jeśli się dowiem, że skrzywdził pan Nari bardziej, niż się przyznał, przyrzekam, że poruszę niebo i ziemię, by odpowiedział pan za to.
Smokobójca pokiwał głową na znak, że rozumie. Na całe szczęście, wbrew temu co myślał sobie stary pan Tremaine, miał czyste sumienie. Zaczął znajomość na (uzasadnionej) groźbie, to fakt. Jednak też na niej skończył. Otrzymał obiecaną zapłatę, więc historia się kończy.
Bankier wezwał swojego młodego sekretarza. Chłopak był niski, barczysty i gładko ogolony, wydawał się być sympatyczny. Ubrany w elegancki garnitur, uprzejmie acz stanowczo zajął się wypraszaniem niechcianego gościa w imieniu gospodarza. Erik nie miał mu tego za złe, w innych okolicznościach może spróbowałby zacieśnić w jakiś sposób tę znajomość. W końcu stolica nie była zbyt przyjemnym miejscem dla samotnych przyjezdnych.
Smokobójca już miał wychodzić, gdy za plecami usłyszał słodki głosik Nari:
– Zostaniesz na obiedzie?
– Raczej nikt tutaj nie tęskni za moim towarzystwem, więc nie sądzę – wzruszył ramionami, odwracając się do niej twarzą. Co się mówi na zakończenie raptem dwudniowej i mało intensywnej znajomości?
– Proszę, nie mów tak... – Blady uśmiech wtargnął na na twarz blondynki. – Mimo wszystko, zawsze będziesz tutaj mile widziany. W końcu uratowałeś mnie przed smokiem.
– Powtórz to swojemu dziadkowi. I nie zapomnij dodać, że beze mnie ginęłabyś w męczarniach. – Erik odwzajemnił niezręczny gest. – A tak poza tym, to pilnuj się na przyszłość. Nie wiem, co robiłaś przed porwaniem, ale łajdaków na świecie nie brakuje.
– W takim razie miałam farta, że trafiłam akurat na ciebie?
– Cholernego – przyznał sztywno.

Miał wrażenie, że ta chwila ciągnie się w nieskończoność, gdy nagle z głębi korytarza rozległ się wrzask. Później sprawy we wspomnieniach Erika przybrały kształt pojedynczych migawek. Pamiętał, że wspólnie z Nari pobiegli zobaczyć co się stało. W gabinecie pana Tremaine'a wrzeszczała służąca. Jej ręce i cały fartuch były upaprane od szkarłatnej krwi, na widok której mężczyzna odruchowo zasłonił Nari oczy. „Nie chcesz tego widzieć" – rzucił jej na ucho. Sam czuł, jak jego twarz nabiera koloru białej ściany. Widział aż nazbyt dobrze. Ciało starego pana Tremaine, leżące na podłodze w kałuży własnej posoki, swobodnie wypływającej na zakurzony dywan z poderżniętego gardła. Później było już tylko gorzej.

2 komentarze:

  1. Dzień dobry ( :
    Dziękujemy za zgłoszenie do Kocham Czytać Blogi. Twoje zgłoszenie zostało przyjęte. ( :
    Zapraszam serdecznie do zgłaszania najnowszych rozdziałów.
    Pozdrawiam i życzę weny. ^^

    Olga.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj.

    Ponarzekam sobie.

    Rozdział zbyt krótki.

    Gdy czytam, to mam wrażenie, że bohaterowie są tak jakby zawieszeni w próżni. Brak mi konkretnych opisów miejsc, w których się znajdują.
    Na początku jest opis gabinetu. Fajna sprawa, wiadomo gdzie są, ale fakt faktem jest to dość skąpy opis. Później trochę to się komplikuje.
    Do gabinetu wezwany jest pachołek, który miał wyprowadzić Erika z domu. Brak tutaj realnej czynności: jest zamiar, ale z opisu nie wynika, czy już idą czy jeszcze stoją. Tym bardziej, że potem jest zdanie: "Smokobójca już miał wychodzić..." Nie wiadomo skąd już miał wychodzić. Czy z gabinetu czy ogółem z domu. I jeszcze nagle pojawiła się dziewczyna. Można założyć, że cały czas stała w gabinecie, ale nie odzywała się. Jeśli jednak stali przy drzwiach wejściowych do posiadłości, to dlaczego brak jakiejkolwiek reakcji pachołka, który powinien być razem z nimi? Jakieś zniecierpliwienie, ponaglanie czy coś.
    Potem brak udziału jego osoby, gdy rozległ się wrzask. A powinien być razem z Nariette i Erikiem.
    Samo morderstwo: ile jest różnych wejść do gabinetu i jak mordercy udało się tam zakraść, a potem uciec? Gdzie jakakolwiek ochrona? Przecież ta rodzina to dość ważna rodzina, z tego, co dało się wyczytać we wcześniejszych rozdziałach.
    Na razie tyle ode mnie.

    Pozdrawiam,
    Neuromanc3r-.

    OdpowiedzUsuń