sobota, 4 czerwca 2016

4. Noc

Neustia była beznadziejnie nudnym państwem. Gdziekolwiek by nie spojrzeć, miasta i miasteczka zostały wyglądały tak samo. Jednorodnie białe budynki z czerwonymi dachami i ulice rozlokowane na planie koła. Obywatele niezależnie od swojego pochodzenia restrykcyjnie przestrzegali zasad grzeczności, a każde odstępstwo od nich było wyraźnie potępianie i piętnowane. Nawet moda (z której przecież miał słynąć ten kraj) podchodziła tutaj pod sztywne reguły i odróżnić bogacza od biedaka można było jedynie po jakości jego stroju. Krój pozostawał dla wszystkich ten sam.

Erik nie lubił przebywać w Neustii. Płoszyła go wymuszona uprzejmość oraz ciekawskie spojrzenia, które mu posyłano. A przez kolor włosów zwracał na siebie szczególną uwagę. Prawdziwy obywatel Neustii zrobiłby wszystko by jak najmniej wyróżniać się z tłumu i przefarbowałby tak wyraźny, ciemnoczerwony kolor na jakiś bardziej pospolity.
Dziewczyny też były nudne, miłe i mdłe. Ubierały się raczej stosownie, ze świecą szukać jakiegokolwiek bardziej odsłoniętego ciała. Na flirt, czy wspólną zabawę pozwalały dopiero przy wyjątkowych okolicznościach, oczywiście po uprzednim otrzymaniu zgody krewniaka płci męskiej. Daleko im było do wyzwolonych Trezonek, które nie potrzebowały niczyjej zgody do decydowania o swoim ciele oraz zdobytym majątku, czy gorącokrwistych Hagryjek, będących ucieleśnieniem namiętności.
Smokobójca ściągnął z twarzy ścierkę, kryjącą w sobie bryłę lodu. Ledwo czuł prawą stronę twarzy, którą ktoś mu pięknie obił ubiegłego wieczoru. Facet musiał mieć krzepę jak tur, skoro udało mu się tak dotkliwie zranić smokobójcę. Delikatnie dotknął palcami okolic oka, czując, że opuchlizna wyraźnie zeszła. Kac też powoli opuszczał jego ciało. Generalnie ten dzień nie byłby jeszcze stracony, gdyby nie nadprogramowy bagaż, który miał czelność zażądać własnego łóżka.
– Nie becz – odezwał się, zobaczywszy, jak dziewczyna na posłaniu obok zwinęła się w kulkę. – Przecież jesteś cała i zdrowa. Po tym co rano odstawiłaś mogło być z tobą znacznie gorzej.
Z niewiadomych smokobójcy przyczyn, Nari wieczorem zupełnie straciła rezon. Tuż po wspólnej kolacji i przeczytaniu gazety, zupełnie rozkleiła się się i nie potrafiła uspokoić. Płakała, aż czerwone wybroczyny wstąpiły na jej blade policzki.
– Nie wiem, co się ze mną działo przez ponad tydzień. – Padła odpowiedź. – Jak wrócę, dziadek mnie przegna z domu.
– Są takie miejsca na świecie, gdzie ludzie sami doprowadzają się do takiego stanu. – Żadna z tego pociecha. Równie dobrze mógłby powiedzieć ślepcowi, że ludzie sami wydłubują sobie oczy. Erik słyszał kiedyś od jednego naukowca–podróżnika, że daleko, jeszcze bardziej na południu niż krańce Hagr, istnieje plemię, w którym mędrcy pozbawiają siebie możliwości wzroku, by w ten sposób uzyskać długowieczność. – Piją na umór albo palą opium do nieprzytomności.
Nie było żadnej reakcji na jego słowa pociechy. Takie prowadzenie rozmowy do niczego nie prowadziło. Ciężka atmosfera zawisła w pokoju, gdy w końcu Narietta wydała z siebie jakiś bliżej niezdefiniowany jęk.
– Co? – wypalił wściekle Erik, powoli nabierając szczerej ochoty wystawienia dziewczyny za drzwi albo chociaż posłania jej w cholerę.
– PRZEPRASZAM! PRZEPRASZAM, dobrze? – wydusiła w końcu z siebie dziewczyna. – Nie powinnam była nigdy ruszać twoich pieniędzy. To zwykła kradzież, za którą naprawdę cię przepraszam. – Głupia czy tak bardzo cwana? Erik nie miał pojęcia co o niej myśleć. Zlustrował ją jeszcze raz wzrokiem. Chciałby nazwać ją ponętną, miała ku temu wszelkie warunki. Jednak jej maniera mówienia, przypominająca ton małego, bardzo rozpieszczonego dziecka sprawiał, że smokobójca wstrzymał się z oceną. – Ale chcę, żebyś wiedział, że zrobiłam to, bo się bałam.
– Bałaś się? – parsknął Erik, przewracając oczami. Dopiero co uratował ją od smoka, piękne podziękowania...
– Tak, bałam się! – Czerwony rumieniec wpełzł na jej twarz. – Ganiałeś bez spodni za córką piekarza! Gdyby nie tamten żołnierz, to nie wiem co by się ze mną stało!
– Kto? – Erik wytężył wszystkie siły, próbując przypomnieć sobie poprzedni wieczór. Z drugiej strony może błoga nieświadomość nie była aż tak zła? Usłyszawszy rewelację o swoim głęboko ukrytym ekhibicjonizmie, miał szczerą ochotę zapaść się pod ziemię. Nawet ucieczka dziewczyny jakoś przestała go dziwić. Musi zacząć uważać na to, ile pije.
– Oficer. Chyba. Miał biały mundur i był olbrzymi, wyższy nawet od ciebie, przynajmniej o głowę. To on... – Nari wskazała palcem na swoje oko, a smokobójca mimowolnie powtórzył gest, dotykając swojego podbitego ślepia. – ...ci to zrobił.
– Aha. – Żadna mądrzejsza odpowiedź nie przyszła mu do głowy. Przez moment w ich pokoju zaległa bardzo niezręczna cisza.
Zajęcie smokobójcy to raczej praca dla samotników. Żeby faktycznie móc z tej pracy wyżyć trzeba naprawdę zjeździć kraj wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu małych, łatwych do zabicia smoków. Chyba, że ktoś jest na tyle głupi, naiwny i bezkrytycznie wierzy w swoje umiejętności, że rzuca się do pierwszej lepszej jamy, mając nadzieję zdobyć od razu górę złota. Zwykle tacy nie żyją zbyt długo, rozszarpani albo przez smoka, albo przez własne ambicje. Erik należał do tych rozsądnych smokobójców, o ile przy tym zajęciu można mówić o jakimkolwiek rozsądku. Mierzył należycie siły na zamiary i póki co wychodził z tych starć niemal zawsze zwycięsko. W tym wszystkim odzwyczaił się od myśli, że towarzystwo drugiego człowieka może być aż tak zajmujące. Na szczęście w końcu to ona przerwała dłużącą się ciszę.
– Jesteś smokobójcą, więc na pewno wiesz, czemu smok mnie porwał?
Czy aby na pewno rzeczony gad był tutaj winowajcą? – Erik śmiał wątpić. Niestety, jego wątpliwości były poparte raczej na przypuszczeniach niż faktycznych przesłankach. Tak naprawdę, zaaferowany złodziejką, nie zadał sobie nawet trudu powrotu do jamy i przyjrzenia się trupowi. Gdyby faktycznie zależało mu na odkryciu prawdy o tym dziwnym smoczku, powinien był to zrobić.
– Smoki mają skrzywione poczucie chciwości. Ładne dziewczyny są w ich oczach tak samo cenne jak złoto. – Bzdura. Za dzieciaka co prawda Erik czytał w starych księgach o rzekomych porwaniach, ale sam nigdy wcześniej nie uratował damy z takiej opresji. Ba, nawet nie słyszał relacji innych smokobójców, a był pewny, że każdy jeden pochwaliłby się taką przygodą (zresztą, sam pewnie będzie opowiadać w tawernach o tym zdarzeniu już do końca życia). To pewnie był mit, który dawno temu sprzedawano naiwnym chłopcom, gdy ich wybranka uciekała z wędrownym bajarzem.
– Dlatego je pożerają? – Nie, słodka idiotko.
– Raczej trzymają je przy sobie – poprawił dziewczynę Erik, starając się zachować minę absolutnego znawcy. – Jak słodkie zwierzątka. Póki nie skonają z głodu albo wyziębienia. Panny, nie smoki, oczywiście.
Pełna przerażenia mina, jaką zrobiła Nari była tak bardzo zabawna, że nie mógł odmówić sobie przyjemności dalszego jej straszenia.
– Pomyśl tylko. Gdyby nie ja, ty ciągle byś była naga i skuta kajdanami. A smok nie pozwoliłby ci wyjść ze swojej groty. Póki trwa lato, było tam całkiem znośnie, ale gdyby przyszła zimna jesień a później zima? Oczywiście to wszystko przy założeniu, że przeżyłabyś do kolejnej pory roku, jedząc resztki rozszarpanych przez smoka zwłok, pijąc z nich krew albo własne si...
– Przestań! – Narietta wzdrygnęła się, zasłaniając dłońmi uszy. – To obrzydliwe, nie chcę tego słuchać!
– Ojej, czyżbym zgorszył słodką panienkę? – zadrwił bezlitośnie Erik. Miał poczucie, że droczy się z dzieckiem. Na słodkich bogów, przecież ona wyglądała na jakieś dwadzieścia lat!
– Tak! – przyznała ku zdziwieniu smokobójcy. – Przez ciebie czuję się taka...
– Bezpieczna?
– Brudna! Jakbym cały czas lepiła się od jakieś mazi. – To stwierdzenie było wręcz stworzone do jakiegoś mało inteligentnego żartu z dwuznacznym podtekstem. – Ale to ty mnie uratowałeś. A ja ci jeszcze nawet nie podziękowałam. Przepraszam i dziękuję, za wszystko.
Jakkolwiek podziękowanie było niespodziewane i nawet całkiem miłe, nie wzruszyło Erika.
– Zrobiłem to tylko dla pieniędzy – burknął w odpowiedzi. – I teraz też odwożę cię tylko ze względu na to, że obiecałaś mi nagrodę. I naprawdę, lepiej będzie, jeśli okaże się, że nie próbowałaś mnie oszukać. W końcu jesteś śliczną dziewczyną z dobrego domu... Byłoby ogromną stratą dla świata, gdyby stała ci się krzywda, prawda?

Jej oczy zrobiły się wielkie i okrągłe, jak dwa srebrne spodki. Minę miała, jakby ktoś wylał na jej głowę kubeł zimnej wody. Otworzyła buzię, chcąc najwyraźniej coś powiedzieć, ale zrezygnowała z tego zamiaru. Kiwnęła jedynie głową, dając znać, że zrozumiała. Za to już do końca ich podróży już nie płakała.

7 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest nieźle, naprawdę. Powiem Ci, że bardzo podoba mi się te Twoje wtrącenia nowoczesności (choćby automobil), gdzie zazwyczaj fantastyka jest kojarzona ze średniowiecznem. Mam tylko jedno, malutkie zastrzeżenie, być może ten wyraz wklepał Ci się całkowicie przypadkowo, ale słowo ,,zostały" w drugim zdaniu od góry jakoś mi nie pasuje. Lepiej by było bez niego 😉

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj.

    Szkoda, że szablon nie jest przystosowany do wersji mobilnej. Czasem lubię poczytać na smartfonie.

    Literówki. Radzę przeczytać tekst raz jeszcze. Możesz na głos, pomaga w wychwyceniu błędów i drętwo brzmiących zdań.

    W niektórych przypadkach przecinek jest postawiony w miejscu, w którym jest zupełnie niepotrzebny. A innym razem bo brakuje. Jednakże nie jestem specjalistą w tej dziedzinie i sam korzystam głównie z intuicji. Niemniej warto poczytać o słowach, przed którymi stawia się przecinki itp.

    "Zranił" to niekoniecznie dobre słowo, jeśli chodzi o siniaki. Nie została zadana żadna rana, bohater został pobity, a nie zraniony.

    Fajnie, że opisałaś kraj, państwo czy co to jest, fajnie, że opisałaś obywateli. Szkoda tylko, że tego nie wykorzystałaś, oprócz pokazania, że główny bohater ma inne maniery et cetera. Tak samo szkoda, że nie opisałaś gdzie się zatrzymali. Rozdziały powinny się łączyć ze sobą, stanowić całość, która jest po prostu podzielona na ileś tam części. Według mnie jest za duży przeskok w akcji.

    Mam wrażenie jakby ten rozdział był jedynie zapychaczem. Tak naprawdę nic się w nim nie dzieje, nie ma żadnych konkretnych wydarzeń. Jest parę informacji, pojawia się kilka cech bohaterów, ale rozmowa nie wnosi niczego nowego.
    Możesz jak najbardziej się ze mną nie zgodzić, możesz bronić swojego zdania i dzieła. Moim zdaniem ten rozdział mógłby w ogóle się nie pojawić.

    Oczywiście wiem, że nie wszystkie wydarzenia muszą coś wnosić do fabuły, nie muszą popychać akcji do przodu i tak dalej. Nie trzeba się dostosowywać do przyjętych zasad pisania opowiadań czy książek.

    Niemniej nie zmienię zdania, iż ten rozdział mógłby być bardziej treściwy i bardziej rozbudowany. Jedyną wartą informacją jest to, kto pobił głównego bohatera. Reszta nie wnosi niczego nowego do fabuły. Może gdyby rozmowa była bardziej rozbudowana, może gdyby pojawiło się coś jeszcze, co pomogłoby nakreślić sylwetkę bohaterów?

    Pozdrawiam,
    Neuromanc3r-.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, czy wspominałam już jak bardzo się cieszę, że trafiłeś na mojego bloga i jak bardzo cenię sobie Twoje komentarze? Twoje uwagi trafiają w punkt i właśnie takiego spojrzenia z boku dotychczas mi brakowało, gdy pisałam te wszystkie rozdziały. Fajnie, że jesteś, że chce Ci się to wszystko czytać i dzielisz się ze mną swoją opinią bez względu na to jak słodko-gorzka jest. Zostań tutaj jak najdłużej i pisz komentarze jak najczęściej, proszę. Są dla mnie bardzo budujące i szczerze dziękuję Ci za nie. Jeśli faktycznie jesteś z Zachodniopomorskiego, to gdy wrócę do Polski chętnie postawię Ci kawę/piwo/nie wiem na co reflektujesz za to.

      Dlatego też dopytam: co masz na myśli pisząc, że nie wykorzystałam do końca potencjału opisywania państwa, w którym dzieje się akcja? Czy możesz doprecyzować co na chwilę obecną (czyli czwarty rozdział) powinnam dopisać w tej sferze?

      W przypadku opisu miejsca gdzie się zatrzymali - to znowu, bałam się, że będę przynudzać. Nie jestem mistrzem słowa i moje opisy nie wydają mi się być ani trochę fascynujące czy poetyckie. Po namyśle faktycznie, można to było dużo lepiej opisać i przedstawić. Wrócę jeszcze do tego.

      Sam rozdział chyba powstał pod wpływem moich złych, internetowych nawyków. Tak bardzo starałam się nie przekraczać półtorej tysiąca słów na rozdział, że mocno go okroiłam (i cały czas kroję kolejne), podczas gdy mogłam to wszystko przedstawić inaczej. Niemniej - na dzień dzisiejszy okropnie się boję, że jeśli zacznę poprawiać "Smokobójcę" przed jego skończeniem, to tak zakopię się w redakcji, że to opowiadanie trafi na stos innych, nieskończonych. Dlatego też na razie zapisuję sobie, do czego powinnam koniecznie wrócić, a gdy skończę opowiadanie, to tam wrócę i je poprawie.

      Jak zwykle dziękuję za poświęcony czas i czekam na kolejne Twoje uwagi =)

      Usuń
    2. Jestem, jeszcze przynajmniej przez rok. Później na dziewięćdziesiąt procent będę mieszkał w Trójmieście.

      I nie ma za co dziękować. Odwiedzam blogi, czasem przeczytam rozdział czy dwa, a jak mi się spodoba, to czytam do końca. Większość znanych mi autorów lubi komentarze, a ja staram się być miły dla ludzi, toteż dzielę się z nimi swoją opinią.

      Poświęciłaś trzy akapity na opisanie państwa, obywateli, miast i ich obyczajów. Co prawda, tylko zahaczyłaś o ten temat, bo równie dobrze mogłabyś napisać o tym grubą książkę. Chodziło mi o to, że zabrakło jakiejś, chociażby drobnej, interakcji z obywatelami. Czegoś, co swoim wydźwiękiem pokazałoby na przykład, że kobiety są "nudne" i na przykład Erik za takimi nie przepada. Nie wiem, podbił do jednej, ta odmówiła, bo co będzie spotykała się z takim obdartusem. Albo że Erik zachował się niestosownie, a jakiś przechodzień go strofował. Cokolwiek, co potwierdziłoby to, co opisałaś.
      Owszem, łatwiej jest napisać, że główny bohater jest dowcipny, ale lepiej, żeby to pokazał w jakiejś sytuacji. Przynajmniej ja mam takie wrażenie, które oczywiście może być błędne.

      W przypadku opisów nigdy nie zaspokoisz każdego. Jedni lubią rozległe, poetyckie, z wieloma porównaniami - takie małe dzieła sztuki na jedną stronę A4 podczas opisywania zwykłego buta. Inni wolą krótko, zwięźle i na temat. Ja chociażby nie czuję się mocny w opisywaniu: jest to mój odwieczny problem i dlatego zdecydowanie skłaniam się ku opcji ze zwięzłością. Lepiej radzę sobie z opisami akcji, sytuacji niż z opisami otoczenia. Tak samo lepiej radzę sobie z fabułą niż ze stylistyką et cetera. Jednakże gdy czytam, to nader często preferuję długie opisy, które pobudzają wyobraźnię.

      Jeśli będziesz unikać opisów, nigdy się ich nie nauczysz i zawsze będzie to widoczne. Nikt nie każe Ci być mistrzynią w każdym aspekcie. Poszukaj tego, co sprawia Ci przyjemność podczas pisania (jak u mnie: opisy walk i ogółem fabuła), skupiaj się na tym, ale czasem ćwicz także pozostałe rzeczy (u mnie: dialogi i opisy przedmiotów, otoczenia, ludzi), żeby nie pozostawały w tyle.

      I tutaj nie dam Ci uniwersalnej rady. Ja preferuję obszerne rozdziały, które są jakby mini opowiadaniami. Sam zamierzam u siebie wrzucać raczej całe opowiadanie w jednym poście zamiast dzielić go na kilkanaście rozdziałów (co w sumie zależy od danego opowiadania). Kogoś innego ściana tekstu może przerazić, ale nie oszukujmy się: większość z czytających blogi ma lub miało do czynienia z tradycyjnymi książkami, które z reguły mają te kilkaset stron. Wychodzę z założenia, że lepiej napisać coś dłuższego niż skracać na siłę.

      Neuromanc3r-.

      Usuń
  4. Dobry wieczór.
    Miło się komentuje, bo odpisałaś na moje komentarze, a ja naprawdę dostaję mentalnie z krzesła, gdy ktoś nie raczy tego zrobić, jak się postaram, napiszę, próbuję doradzić. W ogóle sympatycznie jest, jak się ma zawieszkę z blogiem i tylko zajmuje się innymi. Nie trzeba denerwować się na ludków, którzy nie raczą się odwdzięczyć przeczytaniem na próbę krótkiego prologu.
    Może jeszcze się nie zorientowałaś, ale należę do oceniających z Wspólnymi Siłami i tak jak reszta dziewczyn tylko ględziłabym i ględziła o ekspozycji. Miasto jest nudne? Czytelnikowi nie trzeba tłumaczyć jak krowie na rowie. Sam zobaczy, wywnioskuje, to POCZUJE.
    Nie spodziewałam się takiego koloru włosów u Erika. W ogóle u kogoś ze Smokobójcy. Ale nie narzekam. Fajnie, fajnie.
    Nie umiem zapamiętywać nawet imion, a gdy widzę jakieś stosunkowo wymyślne nazwy własne… no tylko krzyżyk na drogę. Może nie będzie tak źle, nie przyda się zapamiętywanie albo jakoś uda mi się wszystko ogarnąć. Ćwiczenie czyni mistrza.
    Nari (Boże, już zapomniałam jej pełnego imienia, jak nie mam go nigdzie pod ręką) nie jest moją ulubioną osobą na świecie, ale jakieś tam współczucie potrafi wzbudzić.
    (Żadna z tego pociecha. Równie dobrze mógłby powiedzieć ślepcowi, że ludzie sami wydłubują sobie oczy). Oficjalnie mój ulubiony cytat dotychczas.  I zdaje się idealnie pasować do charakteru Erika.
    (– Co? – wypalił wściekle Erik, powoli nabierając szczerej ochoty wystawienia dziewczyny za drzwi albo chociaż posłania jej w cholerę). Nie rozumiem tak ostrej reakcji na jakiś jęk, ale no cóż…
    Wyjaśniła się kwestia pobicia. Mhm, ci oficerzy. Znów liczyłam na coś bardziej spektakularnego, ale jeszcze tyle zagadek, kajdany, nie można dramatyzować (jak ja mam to z zwyczaju robić… staram się owy nawyk wyplenić, ale nie od razu Kraków zbudowano).
    (Zajęcie smokobójcy to raczej praca dla samotników). Sama zdołałam wywnioskować. Tak na poważnie, serio o tym myślałam i doszłam do tego wniosku tuż po pierwszym rozdziale.
    (To pewnie był mit, który dawno temu sprzedawano naiwnym chłopcom, gdy ich wybranka uciekała z wędrownym bajarzem). Och, biedacy.
    (– Dlatego je pożerają? – Nie, słodka idiotko). Podkreśliłabym, że to drugie pełni raczej funkcję myśli Erika, a nie, że to nagła zmiana narratora. Bo o to chodziło, prawda?
    (– Zrobiłem to tylko dla pieniędzy – burknął w odpowiedzi. – I teraz też odwożę cię tylko ze względu na to, że obiecałaś mi nagrodę). Trochę, jakby siebie próbował przekonać. Ale to jeszcze nie ten etap, by coś czuł, to nie harlekin. I może być nieprzewidywalnie.
    Jeszcze powinnam dziś wpaść,
    Miłego wieczoru,
    Fenoloftaleina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze? Podziwiam osoby, które potrafią jeszcze odnajdywać się wśród blogów. Sama nie mam wystarczająco samozaparcia, by szukać ciekawych opowiadań, umiejętność korzystania z katalogów u mnie zanikła, a blogspot nie ułatwia mi tego zadania. Dlatego większą część mojej uwagi przeniosłam na Watt, który nie jest idealny, ale ma pewne zalety.

      Jeśli jesteś z ocenialni, to przepraszam, że jeszcze nie poprawiłam tekstu, ekspozycji i innych głupot, które nasadziłam, a które mi wskazałyście. Miałam się za to zabrać po przeczytaniu Waszej oceny i zgodzeniu się z nią, tylko jakoś mi nie wyszło. Zamiast tego zapędziłam się nieco dalej z tekstem. Zresztą, chyba wszyscy wiemy, jak to się kończy. Na początku edytujesz tekst, żeby poprawić literówki i powtórzenia, a zostajesz z zupełnie innym konceptem opowiadnia u podstaw. Boję się, że tutaj będzie to samo (co nie zmienia faktu, że solidne zmianyw niektóych miejscach przydałyby się).

      Imiona starałam się dawać tak proste, jak tylko się da, dlatego stosunkowo niewiele z nich jest dłuższe niż dwie sylaby. Narietta należy do tych wyjątków, ale jeśli zapamiętasz ją jako Nari, to wystarczy (zresztą ona nie ma wzbudzać jakiegoś szczególnego współczucia, ona ma względnie denerwować czytelnika i wszystkich dookoła swoim jestestwem za bycie produktem czasów i miejsca, w którym została wychowana). Z nazwami własnymi jest już trochę gorzej, przyznaję bez bicia - momentami poniosła mnie fantazja, ale gdy czytam je na głos, to według mnie nie brzmią tak okropnie, jak mogłyby, gdyby dorzucić im jeszcze więcej samogłosek =3 Może powinnam częściej powtarzać te nazwy dla lepszego utrwalenia?

      Co do Erika, to nie jest kwestia czucia czegokolwiek do Narietty. To raczej próba zgrywania gorszego osobnika, niż się jest w rzeczywistości.

      Usuń