niedziela, 26 czerwca 2016

11. Bukiet

Wyglądał na takiego, co, dopiero wyszedł z mamra. Erik krytycznie przyjrzał się swojemu odbiciu w lustrze. Był blady, zmęczony i niechlujnie zarośnięty. W połączeniu z tymi zadrapaniami, które zdobył w celi, przypominał rasowego łotrzyka, prosto rodem z baśni o porwanych księżniczkach. Nie ma najmniejszych szans, by Nari spodobał się ktoś taki. Salar musiał się pomylić, a ten jego śmieszny plan nie miał prawa się powieść.

Po raz pierwszy od lat smokobójca miał poczucie, że zaspał. Od dawna nigdy nigdzie się nie spieszył, ale ten szczwany detektyw dał mu jasno do zrozumienia czego oczekuje. Miał zająć się mamieniem dziewczyny jeszcze tego samego dnia i tylko fakt, że po nocy w areszcie Erik śmierdział potem, krwią i więzieniem, sprawił, że nie wysadzono go pod jej drzwiami. W swoim hotelu z kolei stracił czterdzieści minut na tłumaczenie się właścicielowi z zamieszania, którego był powodem.
Krótka drzemka na regenerację sił miała w założeniu trwać tylko pół godziny. W praktyce – Erik przespał pół dnia, dlatego jeśli nie pospieszy się z toaletą, może nie zdążyć odwiedzić Nari w „odpowiedniej" porze, a zaczynanie flirtu (jakkolwiek mało prawdopodobny się wydawał) od nietaktu nie było dobrym pomysłem. Zwłaszcza w Neustii.
Woda z mydłem szczypała rany, gdy brał szybki prysznic. Dopiero teraz powoli dochodziło do Erika, co właściwie się stało w czasie jego rekordowo krótkiego aresztu. Przez te myśli pewnie nie będzie mógł spokojnie zasnąć. Lepiej było je zmyć zimną kąpielą.
Szybko przebrał się w jasne, płócienne spodnie w kant, białą koszulę i brązową kamizelkę. Obrazka eleganckiego młodzieńca dopełniała lekka marynarka, starannie zawiązana muszka i wypolerowane skórzane buty. Erik jednak nie czuł się jak dandys. Cały czas wydawało mu się, że jego aparycji bliżej było raczej do łotra, który przebrał się za elegancika, by wywinąć władzom numer stulecia. Może, gdyby zdążył się ogolić wyglądałby lepiej, ale musiał się pospieszyć. Zaraz minie pora podwieczorka i ewentualne odwiedziny będą szeroko komentowane przez gapiów, a zbędne zainteresowanie jego osobą było najzupełniej niepotrzebne. Dlatego nakrył głowę kaszkietem, by jeszcze bardziej nie rzucać się w oczy.
A potrzebował jeszcze kwiatów! Nie można pójść do dziewczyny i liczyć na przyjęcie bez odpowiedniego bukietu, to było okropnym faux pas. Znaczy się, nie, żeby kiedykolwiek Erik specjalnie przejmował się tak banalnymi konwenansami (zaraz się spóźni!), które wiążą ludzi. Niemniej, jeśli oczarowanie Nari miało być skuteczne, powinien się wykazać. Była piękna, pewnie wielu mężczyzn próbowało już zdobyć jej względy. Musiał się jakoś wyróżniać na ich tle, a po burzliwych początkach ich znajomości, uratowanie przed smokiem mogło okazać się niewystarczające. Powinien wybrać róże czy lilie? A może coś mniej banalnego i sięgnąć po niezapominajki, tulipany lub frezje? W jakim kolorze? W ogóle czemu się przejmuje takimi bzdurami, skoro to ona próbuje go wrobić w morderstwo?
Skończyło się na tym, że uzbrojony w biało-różowy bukiet z róż i frezji Erik wędrował przez Monkię, stolicę Neustii. Miasto było typowo neustijskie – zbudowane na planie koła i pełne białych budynków z czerwonymi dachami. Im dłużej spacerował, tym coraz lepiej dostrzegał, że nie wszystko jest tak jednolite i miałkie, jak wydawało mu się na pierwszy rzut oka. Stare, acz zadbane budynki ściśle przylegały do tych nowych. Budowano je z poszanowaniem dla tradycyjnego neustijskiego wzornictwa, odznaczającego się symetrią i ładem. Na próżno było szukać w Neustii jakiś szalonych pomysłów architekta, czy zapierających dech w piersiach misternych zdobień. Przepych był tutaj źle widziany i najlepiej było, jeśli nikt nie wyróżniał się na tle innych. Przynajmniej jeśli nie robił tego zbyt mocno.
Po bliższym przyjrzeniu się Erik zauważył, że żaden z mijanych przez niego budynków nie miał takiego samego odcienia bieli. Sam dotychczas nie myślał, że może być ich tyle przy jednym kolorze. Biały zawsze był dla niego tylko białym, a tu w Monkii nagle pojawiał się śnieżnobiały, mlecznobiały, alabastrowy, écru... Niektóre budynki odróżniały się tak jasnym kolorem, że aż oślepiały i inne zaś zdążyły już nieco zszarzeć.
Oddzielały je od siebie wąskie, brukowane uliczki, projektowane głównie z myślą o wozach i dorożkach. Erik przeklinał je w duchu, bo nie było gorszego hałasu na świecie, niż stukot pędzącego automobilu o kamienie brukowe. Ktoś powinien coś z tym zrobić i to jak najprędzej.
Hotel Monkijski nie był ulokowany w ścisłym centrum miasta. Musiał ustąpić tego miejsca instytucjom pierwszej potrzeby, jak pałacowi królewskiemu czy Stanom Generalnym. Na szczęście dla właściciela udało się go zlokalizować wystarczająco blisko, by jego wytworni i arcyważni goście nie tracili swojego bardzo cennego czasu na dojazd. Wszyscy wiedzieli, że to miejsce było przeznaczone w pierwszej kolejności dla zagranicznych dygnitarzy, którzy z jakiegoś powodu nie gościli w pałacu albo we własnych rezydencjach. Podobno hotel był przygotowany nawet na przyjęcie trezońskiego imperatora, a na tę okazję trzymany był w rezerwie specjalny apartament, zajmujący całe trzynaste piętro hotelu. W głównej łazience zaś, według plotek, miała się mieścić słynna wanna w całości wykonana z szafirów. W przeciwieństwie do zachowawczych mieszkańców Neustii, Trezończycy mieli słabość do przesady.
– Przepraszam, ale dalej pan nie może wejść. – Boy hotelowy zatrzymał Erika, wyrywając go z zamyślenia. Czy naprawdę aż tak przypominał łachudrę?
– Jestem umówiony na spotkanie – odparł natychmiast, ściskając w dłoni niczemu winny bukiecik. Chłopak miał nie więcej jak osiemnaście lat i wydawał się być bardzo zdenerwowany. Pewnie był to jego pierwszy dzień w nowej pracy, którą chciał wykonywać jak najbardziej sumiennie. – Pewna młoda dama czeka na mnie.
Przerażenie wyraźnie odmalowało się w oczach chłopca. Pewnie dotychczas myślał, że zwyczajnie nie będzie wpuszczać nikogo, kto nie jest hotelowym gościem i gdy pojawił się ktoś, kto odbiegł od jego wyobrażenia, nie wiedział co zrobić. Erik powstrzymał się od wszczęcia burdy. Pamiętał jeszcze jaki sam był w tym wieku.
– Narietta Tremaine mieszka w apartamencie książęcym. Możesz, mi wskazać dokąd mam iść? – Zamiast wskazywać, boy hotelowy zaoferował, że zaprowadzi go. Wyraźnie liczył na napiwek i zatarcie złego wrażenia po dotychczasowym nietakcie.
Foyer zdradzało, że byli w luksusowym miejscu przeznaczonym dla bogatych ludzi. Erik już dawno nie kroczył po podłodze wyłożonej tak ładną i czystą mozaiką z wypalanej terakoty. Te ściany wyłożone jasną glazurą i ręcznie rzeźbione sklepienie. Te solidne dębowe meble przy recepcji z eleganckimi wykończeniami. Fantastyczne witraże w oknach, rośliny w malowanych porcelanowych donicach i piękni pracownicy w jednakowych uniformach. Wszystko to zdradzało, że Erik znalazł się w miejscu absolutnie elitarnym, do którego wstęp mieli jedynie nieliczni. Przyjemnie było poczuć się znowu kimś ważnym, nawet jeśli to trwało nie dłużej niż kilka minut.
Chłopak pospiesznie zaprowadził go pod same drzwi, tłumacząc zasady hotelu. Cisza nocna zaczynała się od północy i trwała do godziny szóstej rano i w czasie jej trwania niezameldowanym gościom nie wolno było przebywać w sypialnianej części hotelu. Restauracja za to była czynna przez całą dobę i zawsze do dyspozycji, chyba, że akurat organizowano bal albo jakieś inne przyjęcie. W końcu doszli do celu i młody boy czekałby na Nari wspólnie z Erikiem, gdyby nie dostał w końcu upragnionego napiwku.
Z duszą na ramieniu, smokobójca w końcu zapukał w jasne drzwi apartamentu. Sam nie wiedział czemu się denerwuje, przecież to była tylko ona. Nie stanie się nic szczególnego, jak nie będzie zadowolona z jego zalotów. Już nie raz w życiu dziewczyny go odrzucały. Znaczy się... Nie. W sumie to nigdy żadna mu nie odmówiła. Niby więc dlaczego ona miałaby to zrobić? Zresztą czym się przejmuje? Nawet mu się nie podobała, a to wszystko robi tylko ze względu na intrygę Salara, w którą dał się wciągnąć przez własną głupotę. Nikt nie chciał mieć na karku neustijskich urzędników skarbowych, ani kary pieniężnej za niepłacenie podatków, której wysokość była po prostu horrendalna. Gdyby wlepiono ją Erikowi, to prawdopodobnie musiałby do końca życia ją spłacać, głodując i żyjąc w skrajnej biedzie. Kiepski pomysł na życie, zwłaszcza przy tak niepewnej przyszłości, jaką mieli smokobójcy.
Nari nie otwierała. Może jej nie było? Może zeszła do restauracji albo bawi gdzieś z przyjaciółmi? Zapukał jeszcze raz, tym razem uważnie nasłuchując. Z wnętrza apartamentu rozległ się jakiś bliżej nieokreślony dźwięk. Może coś jej się stało? Może złamała nogę i nie była w stanie się nigdzie ruszyć? Albo w środku grasuje złodziej? Erik szarpnął za mosiężną klamkę drzwi. Okazały się zamknięte na klucz. Pociągnął drzwi jeszcze raz, jakby to miało cokolwiek zmienić.
Nagle skrzydło ustąpiło, a z wnętrza apartamentu wyjrzała na smokobójcę pokojówka. Lub przynajmniej ruda dziewczyna w stroju pokojówki.
– Panna Tremaine nie przyjmuje teraz gości – oświadczyła, gotowa zatrzasnąć drzwi przed samym nosem Erika.
– Momencik! – oburzył się mężczyzna, impertynencko wciskając do wnętrza lokum. Zastany widok nie był tym czego się spodziewał. – Co u diabła?!
Lokum książęce było znacznie większe od standardowego neustijskiego mieszkania. Poza sypialnią i łazienką mieścił się w nim elegancki salonik przeznaczony do odpoczynku i przyjmowania gości, jadalnia, w której stało specjalne urządzenie, pozwalające połączyć się z hotelową restauracją, gabinet, bo podobno są ludzie, którzy pracują w hotelu i garderoba.
Pewnie, gdyby trafiło na kogoś innego, Erik ujrzałby idealnie wystrojone wnętrze z klasą. W przypadku Nari zastał najbardziej zagracony salon, jaki w życiu widział. Meble pokrywały chyba każdy cal apartamentu. Natychmiast poznał, że pochodzą z domu Tremaine.
– Gdy usłyszałem, że Salar cię wypuścił, wiedziałem, że w końcu tutaj przyjdziesz. Wyelegantowałeś się, jakbyś szedł na bal, smokobójco.
Na fotelu siedział Lir. Nogi miał nonszalancko przełożone przez poręcz, jakby chciał dumnie zaprezentować całemu światu swoje znoszone buty. W saloniku jednak nie było Nari.
– Pobyt w areszcie spodobał się? Słyszałem ciekawe plotki... – dopytywał wrednie młody policjant.
– Był nieocenioną lekcją, jeśli chodzi o kreatywne możliwości zgnojenia drugiego człowieka – warknął przez zaciśnięte zęby Erik. – Na pewno będę go dobrze wspominać, jak w końcu wsadzę ci kij od miotły w dupsko. Lepiej będzie dla wszystkich, jak się stąd wyniesiesz.
Pokojówka aż otworzyła usta, gdy usłyszała groźbę. Najwyraźniej burda była ostatnim, czego potrzebowała Nari w tym momencie. Lir natomiast w ogóle nie przejął się słowami Erika i z udawaną opieszałością wstał ze swojego miejsca.
Właśnie miałem wychodzić. Od niej i tak już niczego się nie dowiem. – Bez cienia subtelności przeszedł pomiędzy meblami. Wszyscy w napięciu czekali, aż opuści apartament, on jednak w ostatniej chwili zatrzymał się, jakby właśnie rozmyślił się ze swojego zamiaru. – Wczoraj wieczorem oddałem twój rapier do zbadania przez znawcę – podjął temat, uważnie przyglądając się Erikowi. – Powiedz mi, jak to możliwe, że zwykły smokobójca ma przy sobie tak cenną broń z uszlachetnionej stali?
– Wygrałem go w karty od jakiegoś bogatego paniska – padła odpowiedź. Brwi Lira uniosły się do góry, ale nie skomentował jej, poza zwykłym:
– Aha. – Wyszedł, zatrzaskując za sobą drzwi. Ruda pokojówka opadła bezładnie na obitą czerwonym atłasem sofę.
– Dobrze, że pan przyszedł – powiedziała na głos. Chociaż zwracała się do Erika, oczy miała wbite w sufit. – Ten wieśniak przyszedł tutaj od samego rana i zachowywał się jak jakieś panisko – wyznała szybko. – Zadawał bardzo osobiste pytania i doprowadził pannę Tremaine do płaczu. Gdyby nie pan, pewnie musiałybyśmy znosić jego widok do samego wieczora.
– To dlaczego nie chciałaś mnie wpuścić? – Erik spróbował przedrzeć się przez labirynt szafek, komód i stolików. Przy ścianie stało łóżko z samym materacem, a w rogu saloniku piętrzył się stos bielizny pościelowej.
– Bo panna Tremaine nie przyjmuje teraz gości – powtórzyła wyjaśnienie dziewczyna. – Przez tego impertynenta jest zdruzgotana. Gdy go rano wpuszczałam, myślałam, że to jakiś konkurent. Bogaci dziedzice w dzisiejszych czasach lubią udawać biedotę i mieszać się w tłum, ale on na pewno nie jest żadnym dziedzicem. A pan? – Nagle spojrzała na niego, a spod czepka wyszło jej kilka niesfornych kosmyków.
– Ja też nie jestem żadnym dziedzicem. – Wyraźnie widział zawód w jej oczach. – Nari jest w sypialni? – Odpowiedziało mu kiwnięcie głową. Dziewczyna, korzystając z nieuwagi swojej pracodawczyni, odpoczywała w najlepsze.
– Wchodzę! – zapowiedział się głośno Erik, sięgnąwszy za ciemną gałkę klamki. Usłyszał ciche kroki, a drzwi ustąpiły mu z cichym skrzypnięciem. Zdołał uchylić je zaledwie na kilka cali, nim napotkał opór z drugiej strony.
– Nie wchodź. – Głos Nari był cichy i drżący, ale dobrze słyszalny. Musiała stać zaraz po drugiej stronie drzwi.
– Nie wygłupiaj się i pozwól mi wejść. Detektyw Salar powiedział, że bardzo martwiłaś się o mnie.
Erik czuł na sobie ciekawskie spojrzenie pokojówki. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak jednoznacznie wyglądali z perspektywy osoby trzeciej, dlatego czym prędzej po raz kolejny pchnął drzwi. Początkowo ustąpiły, by zaraz potem niemal całkowicie się zamknąć. To na pewno Nari próbowała się z nim siłować.
– To prawda, ale i tak nie wchodź! – ponowiła prośbę dziewczyna. – Nie jestem przygotowana, by przyjąć gościa. Spotkajmy się kiedy indziej.
Gdyby miała czyste sumienie, nie zachowywałaby się w ten sposób. Musiała mieć na rękach krew dziadka, a niespodziewane zwolnienie z aresztu głównego podejrzanego było dla niej bardzo niewygodne. Nic dziwnego, że unikała konfrontacji z nim.
– Wstawię kwiaty do wody, dobrze? – Zainteresowana całym zamieszaniem pokojówka nagle złapała za bukiet, który trzymał Erik, jakby bała się, że gość zabierze go ze sobą. Ruda dziewczyna była mała, dlatego krążenie między meblami szło jej znacznie sprawniej, niż smokobójcy.
– Mogę cię prosić na słówko, gdy skończysz? – Zatrzymała się w półkroku i sztywno odwróciła się na pięcie.
– Nie wolno mi opowiadać o prywatnych sprawach mojej pani – oświadczyła głośno, tak by dobrze było ją słychać w całym apartamencie. Jej twarz i wyciągnięcie ręki mówiły z kolei coś zupełnie innego. Była gotowa opowiedzieć wszystko, co Erik chciał od niej usłyszeć, ale za garść drobniaków.
Zawahał się tylko przez moment. Wystarczająco długo, by Narietta zdążyła z hukiem otworzyć drzwi od swojej sypialni.
– A co chcesz wiedzieć?! – Wyglądała okropnie. Miała niedbale związane na karku włosy i czerwone, opuchnięte oczy. Widać było dobrze, że dopiero co przestała płakać. Jej ciało skryte było za bezkształtną czarną sukienką. – Szelo, idź po jakieś ciastka.
– Można przecież je zamówić w restauracji. – Zauważyła trzeźwo pokojówka, która za nic nie chciała opuścić sceny. Nari posłała jej jednak spojrzenie, które potrafi posyłać tylko ktoś od małego przyzwyczajony do rządzenia. Służącej nie pozostało nic innego, jak skapitulować przed pracodawczynią i czym prędzej wynieść się z apartamentu.
– No więc? – zapytała jadowicie Nari, krzyżując ręce na piersiach. – Co takiego chcesz pilnie wiedzieć, że to nie może poczekać?
– Co takiego powiedział ten policjancik, że doprowadził cię do takiego stanu? Dlaczego wolałaś pójść płakać w kącie, zamiast go stąd wyrzucić? No i co robią tutaj te wszystkie meble? – wyrzucił z siebie jednym tchem Erik.
– Nazwał mnie oszustką, morderczynią, przybłędą i dziwką. – Wierzchem dłoni otarła zaczerwienione policzki. – Ja... Nie wiem, jak to zrobił, ale on znalazł coś, czego nigdy nie powinien... No i jeszcze dzisiaj było otwarcie spadku. Oczywiście wszystko przeszło na pana Tremaine i Iana, poza biżuterią i rzeczami, które dziadek dał mi za swojego życia. I... On mnie oskarżył! Erik! On mnie oskarżył o morderstwo mojego dziadka!
Gdy rozpłakała się, zwątpił. Przez moment był pewny jej winy, ale czy była aż tak świetną aktorką, by tak koncertowo grać rozpacz? Sam nie wiedział, co o tym myśleć. Chciał ją jakoś uspokoić, przywrócić do porządku, ale choćby przypomniał, że sam dostał to samo oskarżenie, to nic by nie zmieniło. Rzucanie przez policję na lewo i prawo tylko upewniało go w przekonaniu, że błądzili po omacku w tej historii.
Nagle Erika olśniło.
– Dlaczego powiedziałaś „pan Tremaine"? – zadał podejrzliwe pytanie. Jego ostatnie dni również nie należały do najprzyjemniejszych, dlatego nie zamierzał cackać się z nią. Nari zrobiła się czerwona jak piwonia, aż po czubki uszu.
– Nie chcę o tym mówić.
– Ale ja bardzo chcę usłyszeć twoją odpowiedź – nie ustępował Erik. – Długo nad tym myślałem i nie potrafię sobie przypomnieć skąd wtedy przyszłaś. Równie dobrze mogłaś wtedy wykradać się z gabinetu.
– Więc ty też myślisz, że byłabym zdolna do morderstwa?! – Gdy się wściekała, Nari traciła cały swój niewinny urok i wyglądała bardzo źle. Ten stan nie pasował do niej. – Nie zrobiłam tego! Dlaczego miałabym to zrobić? Przecież nic na tym nie zyskałam!
– Dlaczego powiedziałaś „pan Tremaine"? Chciałbym uwierzyć w twoją niewinność, ale mi w tym nie pomagasz!
Neustijczyk nie pozwoliłby sobie na tak obcesowe zachowanie. Nie wobec obcej osoby, a już zwłaszcza wobec damy. Erik nie miał takiej blokady, dlatego z uwagą studiował, jak Nari walczy przez chwilę sama ze sobą, aż w końcu poddaje się.
– Bo to nie jest mój tata – wyznała cicho, prawie szeptem. – Mój dziadek miał tylko jedno dziecko, ale pan Tremaine nie jest moim ojcem. Nie pamiętam tego, ale wiem, że państwo Tremaine przygarnęli mnie, gdy byłam mała, a później, gdy okazałam się nie dość dobra, chcieli oddać. To bardzo rozgniewało dziadka i on... – Nagle przypomniała sobie, że nie chciała się do tego przyznawać. – Zadowolony?! Teraz już wiesz.
– Pfff, myślałem, że wyznasz mi coś gorszego – prychnął Erik, rozsiadając się wygodnie na fotelu. Ulżyło mu, bo sam nie wiedział, czego się spodziewać po jej zachowaniu. – Robisz z takiej drobnostki wielką tajemnicę.
– Bo ty nie wiesz jak to jest...
– Być czarną owcą w rodzinie i nie spełniać oczekiwań? – przerwał jej w pół zdania. – Daj spokój! Rozmawiasz z człowiekiem, który nawiał z domu, gdy sprawy zaczęły przyjmować zbyt poważny obrót. Dobrze wiem, jak to jest być straceńcem.
Szybko pożałował, że się wygadał. On i ten jego długi język. Powinien raz kiedyś spróbować się zamknąć, gdy przychodzi co do czego. W ten sposób udałoby mu się uniknąć wielu kłopotów, z tą głupią sytuacją na czele. Przecież przyszedł tutaj na niezobowiązujący flirt – jak to wszystko mogło się tak skończyć?!

Wyraźnie widział, jak w szarych oczach Nari błyszczy ciekawość. Chciała zapytać go o wiele spraw i z pewnością zrobiłaby to. Na szczęście dla Erika, nim padło pierwsze pytanie do apartamentu spadła pokojówka Szela z paterą pierwszorzędnych ciasteczek. Jak przystało na dobrze wychowaną Neustijkę, panna Tremaine nie drążyła tematu przy służbie, ale nie było wątpliwości, że wróci do tego, gdy nadejdzie okazja. 

6 komentarzy:

  1. Witam,
    nie znalazłam na blogu linku do ocenialni Wspólnymi Siłami, więc przybywam z pytaniem, czy takowy się gdzieś znajduje, ale ja jestem niewidoma czy może jednak zapomniałaś go wstawić? :D
    Jest to jeden z punktów naszego regulaminu, więc jeśli zależy ci na ocenie, proszę – wstaw odnośnik do naszego bloga.

    Pozdrawiam cieplutko.
    Skoia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jak to? Przecież odnośnik wisi, odkąd się zgłosiłam - jest w kolumnie po lewej stronie - zakładka "spisy i oceny" na samym dole link zatytułowany "Wspólnymi siłami"?

      Usuń
  2. Hej :)

    Muszę przyznać, że bardzo podoba mi się twoje opowiadanie. Masz świetny styl, który czyta się łatwo i szybko. Może nawet aż za szybko, ale to pewnie też wina tego, że rozdziały są strasznie krótkie (chociaż widzę, że ostatnio się poprawiłaś, bo są teraz dłuższe). Poza tym, nie mam do czego się przyczepić :) Świat przedstawiony jest interesujący, bohaterowie również, akcja zaś toczy się szybko, ale nie za szybko, wszystko wydaje się doskonale wyważone. W dodatku często dodajesz rozdziały, więc to też na plus ;)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że moje opowiadanie Ci się podoba. Komentarz milszy tym bardziej, bo miałam ostatnio wrażenie, że jego akcja ciągnie się jak wyżuta guma do żucia.
      Krótkie rozdziały to efekt mojego początkowego założenia, by "Smokobójca" był jednopartówką, ale po drodze coś i się rozjechało i teraz staram się nie schodzić poniżej dwóch tysięcy słów na rozdział.

      Dzięki za komentarz i mam nadzieję, że i w przyszłości będziesz dzielić się ze mną swoimi odczuciami =)

      Usuń
  3. Spoko. Zauważyłem, że nie dodał się mój komentarz.

    Napisałem w nim, że lubię Twoje opisy, które są płynne i nie są przekombinowane. Że czasem się powtarzasz, bo o tym, że miasto jest zbudowane na planie koła i o czerwonych dachach, czytałem już parę razy.

    Napisałem też o tym, że Erik mógłby porozmawiać z Salarem o tym, że Lir jednak nie odsunął się sprawy i ryzykuje swoją posadą.

    No i o tym, że ogółem podoba mi się Twoje opowiadanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale Erik nie wie, że Lir nie powinien się już więcej wtrącać. To raptem dżentelmeńska umowa między starym a młodym policjantem.

      Usuń